Dwa wydarzenia z życia mediów. Obydwa związane są z relacjami pomiędzy dziennikarzami a politykami i dotyczą opisów działań polityków oraz reakcji na nie ze strony odbiorcy (w pierwszym przypadku) lub polityków (w drugim). 

Banałem byłoby powiedzieć, że politycy zareagowali jakby byli nietykalni, i z przesadną abominacją, co staje się już „normalką”. Niedawno na krytykę Polskiej Fundacji Narodowej przez Łukasza Warzechę z podobnym resentymentem zareagował minister Piotr Gliński, nazywając tekst Warzechy o Polskiej Fundacji Narodowej w „Do Rzeczy” „ohydnym”. Teraz na krytykę w tekście śledczym na portalu energetycznym Energetyka24.com.

http://www.energetyka24.com/zagadka-piotra-niewiechowicza--jak-wymyslony-ekspert-publikowal-teksty-zdobywal-niejawne-informacje-o-baltic-pipe-i-obnazal-slabosc-panstwa

 w równie uczuleniowy sposób zareagował minister Piotr Naimski, mówiąc w radiu „Siódma 9”: „sądzę, że zarówno jego portal, jak i on sam przestaną istnieć w sektorze" (cytat za: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/minister-grozi-dziennikarzom-energetyka24com-przestana-istniec-w-sektorze/r4jztx9)

Politykom nie podobają się teksty dziennikarzy. Jeśli dziennikarze napisaliby kłamstwo, to wówczas reakcja polityków byłaby uzasadniona, jeśli jednak wyrażają publicystyczne opinie lub dzielą się wynikami dziennikarskiego śledztwa, to reakcję polityków (i niektórych czytelników) można uznać za przesadną i alergiczną. Satyryczny tekst Antoniego Szpaka opublikowany w tygodniku „Angora” spotkał się z surowym potępieniem pewnego czytelnika, który złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez satyryka. W opublikowanym w końcu ubiegłego roku felietonie, Szpak wyśmiewając obecność władz państwowych na urodzinach Radia Maryja stwierdził, że „jedynie w durnym, kołtuńskim kraju może dojść do takiej paranoi". Za to sformułowanie, w którym według prokuratury satyryk naruszył artykuł 133 kodeksu karnego mówiący o znieważeniu narodu polskiego, grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności. Gdyby przedwojenni prokuratorzy w ten sposób traktowali wiersze Juliana Tuwima, to Tuwim prawdopodobnie przez wiele lat nie wychodziłby z więzienia. Tak czy inaczej, straszyć karą za wolne słowo to rzecz niesłychana. Całe szczęście, że za felietonistą „Angory” ujęło się CMWP SDP, bo inaczej miałby się on z pyszna. W swoim oświadczeniu CMWP stwierdziło, że „Bez wolnej prasy społeczeństwo demokratyczne nie istnieje” i zaapelowało do wymiaru sprawiedliwości „o unieważnienie zarzutów wobec satyryka i odstąpienie od wymierzania mu kary". Zobaczymy co się z nim stanie i co stanie się z dziennikarzami portalu energetycznego, bo minister Naimski dał im do zrozumienia, że już sobie nie popiszą…

Reakcje władz na niekorzystne dla nich artykuły publikowane w mediach mają długą tradycję. Taktyką zastraszania dziennikarzy i zakazywania publikacji posługiwali się w XVII wieku gubernator stanu Massachusetts Simon Bradstreet, a pod koniec wieku XVIII prezydenci Stanów Zjednoczonych, co skończyło się zamknięciem gazety (w pierwszym przypadku) i uwięzieniem oraz śmiercią dziennikarzy (w drugim przypadku). Można mieć nadzieję, że polscy politycy nie będą brać przykładu z tych niechlubnych przypadków, które wydarzyły się w kraju słynącym z przestrzegania wolności prasy i nie będą ograniczać wolności dziennikarskich wypowiedzi.

Marek Palczewski

30 maja 2018

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl