O wolności polskich mediów, roli dziennikarzy w czasie konfliktu oraz ich stosunku do „innych” dyskutowano podczas drugiego dnia międzynarodowej konferencji „Media jako służba publiczna” zorganizowanej przez Fundację Solidarności Dziennikarskiej wraz z International Communications Forum (ICF) i Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, przy wsparciu Polskiej Fundacji.

Kolejny dzień konferencji, w której uczestniczyło Warszawy kilkudziesięciu dziennikarzy  m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Indii, RPA, Libanu, Ukrainy, Rosji, rozpoczął się debatą na temat: Czy zagrożona jest wolność mediów w Polsce? Uczestniczyli w niej: Bernard Margueritte, przewodniczący ICF, Krzysztof Skowroński, prezes SDP, Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, Jolanta Hajdasz, szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, Jacek Karnowski, redaktor naczelny tygodnika „Sieci”, Wojciech Surmacz, prezes PAP oraz Wiktor Świetlik, dyrektor Programu Trzeciego Polskiego Radia.

- Nurtuje mnie jedna kwestia: dlaczego międzynarodowa opinia publiczna w minionym okresie, gdy 80 proc. banków i mediów należało do kapitału zagranicznego, gdy Polska przyjęła rolę wasala Brukseli i międzynarodowej finansjery, zagraniczne media nie szczędziły słów uwielbienia. A teraz, gdy Polska odrzuca rolę wasala i politykę neoliberalną, gdy zaczyna bronić ideałów solidarności i sprawiedliwości społecznej, to jest potępiana na zachodzie – zaczął dyskusję Bernard Margueritte.

Bogusław Chrabota zauważył, że Polska jest podzielona politycznie i ten podział przekłada się na media. Takie zjawisko występują jednak także w innych częściach świata, podał przykład Katalonii, Włoch, czy Stanów Zjednoczonych.  – Wolność słowa w Polsce istnieje, potwierdzają to moje dokonania zawodowe. Nie odczuwam nacisków politycznych – zapewniał redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

Przyznali mu rację inni paneliści. – Nigdy nie było, po 1989 r., tak dobrze z wolnością mediów jak jest obecnie – przyznał Wojciech Surmacz.

Jacek Karnowski zauważył, że duże media prywatne nie są neutralne, tylko mają dużą świadomość polityczną. – Media publiczne to kopiują tylko z innym wektorem politycznym. Ale dziś każdy ma możliwość wyboru czy będzie słuchał mediów rządowych, antyrządowych, neutralnych. To jest sytuacja niespotykana i trzeba to docenić  - mówił redaktor naczelny „Sieci”.

Skąd więc biorą się nieprzychylne opinie na temat polskich mediów na zachodzie? Na te pytanie próbowała odpowiedzieć Jolanta Hajdasz. Podała przykład nierzetelnie robionych raportów takich organizacje jak Freedom House czy Reporterzy bez Granic, w których wolność słowa w Polsce oceniana jest coraz gorzej. – Nie wiadomo według jakiej metodologii robiony jest raport Reporterów bez Granic. Nie widomo ile osób wypełnia te ankiety, kto je wypełnia. CMWP nigdy takiej ankiety nie dostało – zauważyła. Dodała, że w raporcie zauważono zawłaszczenie telewizji publicznej, ale pominięto fakt, że rynek prasy regionalnej jest zdominowany przez kapitał zagraniczny.

Raport Freedom House powstał zaś na podstawie opinii jednej osoby – amerykańskiej korespondentki Annabel Chapman. Rozmawiał z nią Wiktor Świetlik. – Opowiedziałem jej o najściu służb specjalnych na redakcję „Wprost”, podsłuchach dziennikarzy, naciskach na redaktora naczelnego jednego z tablidów. Tłumaczyłem, że teraz nie dzieją się już takie złe rzeczy. Z naszej rozmowy nic nie znalazło się w jej raporcie – opowiadał dyrektor „Trójki”.

Bogusław Chrabota przyznał, że istnieje pewien rodzaj „mainstreamowowej” narracji na temat Polski zagranicą, która powstała wiele lat temu, ma swoich bohaterów, swój przekaz. Przyznał, że nie jest ona do końca uczciwa, pomija bowiem to co teraz dobrego dzieje się w naszym kraju. Jako przykład podał niedawną rozmowę z przedstawicielami redakcji amerykańskich gazet, którzy bardzo się dziwili, gdy opowiadała im o sukcesach polskiej gospodarki. – Nie mieli o tym pojęcia – opowiadał Chrabota.  

Dziennikarstwo dla pokoju

Drugi, wtorkowy panel poświęcony był roli mediów w czasie konfliktu. Uczestniczyli w nim Sanjoy Hazarika z Indii, Vanessa Bassil z Libanu, Paweł Bobołowicz, Mondly Makhanya z RPA, Oleksiy Matsuka z Ukrainy i Faustina Starret z Irlandii.

Prowadzący spotkanie Sanjoy Hazarika zastanawiał się, gdzie jest miejsce dziennikarza relacjonującego konflikt, czy można opisywać konflikt bez opowiadania się po którejś z jego stron – Dziennikarz trafia najczęściej w gęstwinę kłamstwa i musi mozolnie wyrąbać swoją ścieżkę, aby odnaleźć prawdę - mówił  Hazarika.

Bardzo ciekawą część panelu stanowiła prezentacja Vanessy Bassil z Libanu, która przedstawiła cenną inicjatywę „Media dla pokoju”. Organizacja ta działająca w Libanie i Afryce północnej m.in. kształci dziennikarzy, aby w swoim przekazie, nawet opisując konflikty, skupiali się nie na przemocy, a na akcentach, które mogą służyć budowaniu pokoju. W swoich działaniach „MdP” korzysta z wielu narzędzi, np. analizuje konflikty, ich podłoże, przyczyny, poszukuje możliwości pokojowego rozwiązania. – Dziennikarz dla pokoju musi być tym, który przerzuca mosty – mówiła Vanessa Bassil. Pokazała różnicę między dziennikarzem wojny a dziennikarzem pokoju. Ten pierwszy będzie się skupiał na dramacie, przemocy, sensacji. Będzie pokazywał racje elit, polityków, biznesmenów. W centrum zainteresowania drugiego będą zaś zwykli ludzie, ich potrzeby, będzie się on starał dociec znaczenia konfliktu. – Dziennikarstwo dla pokoju to dziennikarstwo empatyczne, odpowiedzialne, ludzkie – podkreślała Bassil.

Media zrobiły ze mnie ekstremistę

Do czego może doprowadzić brak takiego dziennikarstwa przedstawił w bardzo mocnym, emocjonalnym wystąpieniu Assad Chaftari z Libanu, który razem z Bronisławem Wildsteinem i Wiliamem Birdem z RPA uczestniczył w kolejnym, wtorkowym panelu pt: „Media i zrozumienie „innych”.  Media łączące ludzi”. Chaftari brał udział w wojnie domowej w Libanie, był wysoko postawionym członkiem bojówek chrześcijańskich. – Mam krew na rękach, dużo krwi – wyznał. Dodał, że duża rolę w tym kim się stał podczas wojny odegrały media. – Nie pomogły mi zrozumieć tego „innego”. Nie pamiętam, aby coś dobrego powiedziały o „innych”: muzułmanach, członkach partii komunistycznej, Palestyńczykach. To media uczyniły mnie ekstremistą – opowiadał.

Assad Chaftari zmienił swoje postępowanie, gdy zetknął się z „Inicjatywą na Rzecz Zmian”. W 2000 r. napisał list, w którym m. in. przepraszał swoje ofiary i prosił o wybaczenie. Teraz działa na rzecz pojednania. – Media pozytywne to takie, które budują mosty – podkreślił.

Media są takie jak my

Konferencję „Media jako służba publiczna” zakończyło wystąpienie legendy brytyjskiego dziennikarstwa Grahama Turnera. Opowiedział on swoją barwną drogę do zawodu dziennikarza, sukcesy i porażki. – Życie dziennikarza jest fantastyczne, mimo błędów i upadków. Możemy być dużymi rybami, ale możemy też zachować skromność, budując przyzwoity świat. Powinniśmy mieć nie tylko umiejętności, ale też czyste ręce i honor. Powinniśmy kochać ludzi, mieć odwagę, pasję i czasami poczucie humoru – powiedział  Turner.

- Media będą tak dobre, jak będzie dobry każdy z nas. Musimy nad sobą pracować, wtedy i media staną się lepsze- spuentował konferencję Bernard Margueritte.

jka

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl