Międzynarodowa konferencja „Media jako służba publiczna” była ważna nie tylko ze względu na ciekawe starcia panelistów i możliwość konfrontacji różnych punktów widzenia na przyczyny kryzysu dziennikarstwa i odmiennych wizji jego przyszłości. Jak zawsze w przypadku spotkania w jednym miejscu ludzi z różnych zakątków świata równie istotne są kuluarowe rozmowy.

Paradoksalnie, tak się dziś porobiło, że łatwiej się dyskutuje z dziennikarzami z innych krajów niż z redakcji mającej siedzibę w tym samym mieście. W Polsce trwa nieustanny festiwal obrażania, orania, kompromitowania, wykluczania. Ludzie przestali się spotykać, bo do takiej „nawalanki” wystarczy świat wirtualny. Na Foksal przez dwa dni -  także poza salą obrad - spieraliśmy się więc o demokracje, wolny rynek, czy rolę państwa w mediach z koleżankami i kolegami z USA, Indii, Holandii czy RPA. Poznawaliśmy wzajemnie nie tylko swoje poglądy, ale i źródła uprzedzeń. Nikomu rzecz jasna nie przyszło do głowy się obrażać, nie tylko ze względu na dobre obyczaje.

Goście przyjechali do nas z pełnymi walizkami stereotypów na temat Polski. Jak na dziennikarzy przystało „zguglowali nas” i byli pewni, że przyjeżdżają do kraju rodzącej się prawicowej dyktatury, gdzie wolność słowa gaśnie, demokracja jest w odwrocie, a teksty wyroków piszą sędziom politycy. Na to nałożyć trzeba jeszcze siatkę światopoglądu, sytuacji w rodzimym kraju, uwarunkowań kulturowych. No i pewnej stadności myślenia, charakterystycznej dla globalizacji mediów. Wszystko to rodzi przekonanie, że w Polsce, kraju „etnopopulizmu”  normalnie być po prostu nie może.

Łatwo się zatem nie rozmawiało, ale w końcu mamy do czynienia z dziennikarzami, ludźmi, dla których nie przyzwyczajenie, a ciekawość powinna być drugą naturą. Plus nieprzeparta chęć wysłuchania innego człowieka, nawet o tak abstrakcyjnych poglądach. Co z tego wyniknęło? Najłatwiejsze do zweryfikowania okazały się informacje o zamordyzmie, prześladowaniach, cenzurze szalejącej nad Wisłą. Najtrudniej było wytłumaczyć, dlaczego Polacy wciąż chodzą do kościoła, tak emocjonalnie traktują historię i nie wszyscy chcą zaakceptować model kulturowy obowiązujący już praktycznie w całym „cywilizowanym” świecie. I mają tak sami z siebie, a nie na skutek prawicowego terroru.

Czy ktoś wyjeżdżając z Polski zmienił zawartość walizek z jakimi tu przyjechał? Trudno powiedzieć, bo przecież goście atakowani byli (i cały czas są) sprzecznymi sygnałami. A zazwyczaj za dobrą monetę przyjmuje się te opinie, które bardziej pasują do naszej światopoglądowej układanki. Natomiast co do jednego efektu można mieć nadzieję, że został osiągnięty. Udało się chyba pokazać, że nasze polskie dylematy wcale nie są tak oryginalne. Ruchy tektoniczne płyt o nazwie „demokracja”, „wolny rynek”, „media”, „tożsamość” wyczuwalne są dziś w całej globalnej wiosce. My je być może diagnozujemy inaczej, ale przecież zawsze warto zaczerpnąć konsultacji u różnych specjalistów, zanim się zaordynuje kurację. I do tego namawialiśmy naszych gości. Tylko i aż.

Piotr Legutko

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl