Nasilają się prześladowania na Białorusi współpracowników telewizji Biełsat. W tym roku za swoją działalność musieli już oni zapłacić grzywny o łącznej wartości niemal 20 tys. euro.

Współpracownikom Biełsat TV bardzo trudno jest wykonywać swoje dziennikarskie obowiązki. Niemal od razu są zatrzymywani przez milicję. Bezpośrednim powodem jest brak akredytacji, która na Białorusi jest konieczna. Problem w tym, że białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie chce przyznawać osobom pracującym dla Biełsat TV tych dokumentów. Od początku 2018 roku odbyło się 58 spraw administracyjnych przeciwko 24 dziennikarzom współpracującym z Biełsatem w sześciu miastach. Łączna suma grzywien wyniosła niemal 20 tys. euro. – Współpracowników naszej telewizji ukarano za naruszenie art. 22.9 kodeksu administracyjnego: „Nielegalne tworzenie i rozpowszechnianie produkcji medialnej”, czyli za pracę bez wymaganej państwowej akredytacji. To jest najczęstszy artykuł, z którego są karani współpracownicy Biełsat TV. Były też próby karania z innego paragrafu: wykorzystywania znaku towarowego Biełsat, który uważany jest na Białorusi za nielegalny – mówi Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor Biełsat TV.

Lista współpracowników Biełsat TV zatrzymanych i szykanowanych ostatnio przez białoruską milicję jest coraz dłuższa. Oto kilka przykładów.

Alina Skrabunowa - dziennikarka z Mohylewa. Wieczorem, 26 maja milicja próbowała wyłamać drzwi w jej domu. Współpracownica Biełsat TV została ujęta przez milicję i skazana wraz operatorem Yauhienem Hłuszkowem na karę grzywny.

Dziennikarką z Homla Larysę Szczyrakową milicja straszyła odebraniem dziecka, które samotnie wychowuje. Rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę grzywien, jest operator Aleksander Barazienka. Ponadto, w zeszłym roku na wiosnę, po protestach związanych z podatkiem od bezrobotnych, spędził on dwa tygodnie w więzieniu. Grzywny otrzymywali jeszcze: Volha Czajczyc, dziennikarka z Mińska oraz operator Andruś Kozieł, pracujący w parze z Volhą Czajczyc.

W poprzednich latach pracowników Biełsat TV również karano grzywnami, ale znacznie rzadziej.
- Istniejemy już 11 lat i tak nasilonego ataku na naszych dziennikarzy jeszcze nie odnotowano - zauważa Agnieszka Romaszewska-Guzy. Dyrektor Biełsat TV zwróciła się do polskiego MSZ  i do ambasad państw europejskich, które są na Białorusi, z prośbą o interwencję.  - Skoro mamy taką odwilż stosunków z Białorusią, to może w końcu ktoś powinien wypowiedzieć się dosadnie na ten temat, bo sytuacja wygląda już bardzo groźnie – mówi Romaszewska-Guzy.

Mecenas Artur Wdowczyk zauważa, że działania białoruskiej milicji mogą naruszać artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi, że każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. ­- Każde zatrzymanie i zastraszanie współpracowników telewizji jest naruszeniem prawa. Wymierzanie grzywien to może być próba  wywierania nacisku i tłumienia swobody wypowiedzi, a to nie jest zgodne z konwencją praw człowieka – podkreśla mec. Wdowczyk.

Telewizja Biełsat to jedno z najpopularniejszych mediów niezależnych na Białorusi. Badania i rankingi potwierdzają, że ma dużą siłę oddziaływania i mocno rozpoznawalną markę – kojarzy ją aż 38 proc. Białorusinów.

Małgorzata Irena Skórska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl