Ten zjazd przeszedł już do historii SDP. Ze względu na ważność, dramatyzm, posądzenia o manipulacje, konsekwencje.  Ze względu na frekwencję, „bitwy” o quorum, reasumpcje głosowań. Dla mnie był on „niemy” i tragikomiczny. Niemy, bo nie mogłem nic powiedzieć (nie miałem prawa głosu i prawa do głosowania***); tragikomiczny, bo momentami ocierał się o grecką tragedię, fragmentami zaś przypominał farsę i filmy Barei. Ale po kolei.

 

Dzień pierwszy.

Na początku sam Prezes Krzysztof Skowroński przywitał wszystkich gości, w tym członków ZG Aleksandrę Rybińską i niżej podpisanego (wymienił nas, bo byliśmy tam jako nie-delegaci czyli bez prawa głosu), gratulując nam heroizmu. Myślałem, że to trochę na wyrost, ale później zrozumiałem, że słusznie mnie ostrzegł, bo przeżycie tych dwóch dni w milczeniu to było jakby bez jedzenia i picia (na szczęście nie w ciemnym lochu), i wymagało jednak hartu ducha. Potem dyplomy podziękowania za pracę na rzecz Stowarzyszenia otrzymali Piotr Legutko, Andrzej Stawiarski i Stefan Truszczyński. To były, jak gdyby, nagrody pocieszenia, bo wszyscy trzej stracili wcześniej swoje stanowiska w SDP. Mimo wszystko był to ładny gest ze strony Prezesa. Ocieplił atmosferę.

Rozpoczęły się obrady - od poszukiwania quorum. Na 158 delegatów, na zjeździe pojawiło się 88 osób (55,7%), z czego na sali obrad odmeldowało się 79. Było quorum! Reszta poszła chyba na wycieczkę do Kazimierza i po okolicach. Podobno (a ja wiem, że na pewno) okolice są bardzo ładne. Najpierw, zanim doszło do właściwych dyskusji, przegłosowano bardzo uroczysty apel na 100 - lecie niepodległości. Apel jest naprawdę bardzo ładnie napisany i można go przeczytać na stronie informacyjnej portalu.

I zaczęły się oczekiwane z nadzieją obrady zjazdu. Przegłosowano porządek, a potem regulamin obrad, i dano odpór tym, którzy chcieli innego porządku (aby zacząć od kwestii programowych!?). Nic z tego, najpierw stanęły zmiany w statucie! „Raczkująca” „opozycja” (te dwa cudzysłowy są tu zasadne) przegrała 14:58 przy 1 wstrzymującym się. Zwolennicy ZG wygrali, nie po raz ostatni zresztą na sali obrad w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym w dniach 23-24 czerwca Anno Domini 2018.

Rozpoczęła się dyskusja nad poprawkami do statutu w wersji zgłoszonej przez ZG. Potem miały być dyskutowane poprawki zgłoszone przez regiony i zwykłych członków, ale tak się nie stało. Zachowajmy jednak chronologiczny opis tych niezwykłych zdarzeń. Statut został poprawiony w ciągu bodaj 10 godzin obrad kilkadziesiąt razy. Oprócz poprawek zgłoszonych przez ZG wiele innych zaproponowali Krystyna Mokrosińska i Piotr Górski. Wszystkie poprawki zostaną opublikowane wkrótce. Mnie uderzyło kilka z nich. Między innymi zobowiązano dziennikarzy, by dbali o nasz język ojczysty - w paragrafie 10, bo dotąd – to już mój komentarz - pisali niechlujnie.  W tym samym paragrafie zniesiono zapis, że działamy „na rzecz społeczeństwa obywatelskiego” na rzecz zapisu, że „działamy na rzecz społeczeństwa polskiego”, bo przecież społeczeństwo obywatelskie nie może być polskie i odwrotnie. Żegnaj więc „społeczeństwo obywatelskie”, a witaj „społeczeństwo polskie”! Poczułem smak filmów Barei. Podobnie jak chyba 39 innych osób na sali, głosujących przeciwko tej poprawce, ale inaczej niż 41, które opowiedziały się po słusznej stronie poprawki. Później było mnóstwo naprawdę istotnych poprawek (autorstwa głównie ZG), które nie dotyczyły tylko przecinków i pojedynczych słów, ale być może zmieniały nawet i wręcz oblicze naszego Stowarzyszenia, dostosowując je do nowej ustawy o stowarzyszeniach. Głosowano również nad wnioskiem szefa Oddziału Warszawskiego Zbigniewa Rytla, żeby 30 procent przychodów SDP Zarząd Główny przekazywał oddziałom na ich działalność, proporcjonalnie do liczby członków, którzy opłacili w danym roku składki członkowskie. Być może Oddział Warszawski dostałby ponad 50 procent postulowanej kwoty, a być może tylko ok. 10 proc., jeśli członkowie składek nie płacą. Wniosek przepadł (21 za, 44 przeciw, 5 wstrzymało się!). Należy pochwalić postawę delegatów, którzy znając sytuację finansową Stowarzyszenia „heroicznie odjęli sobie od ust”. Z drugiej strony takie zachowanie było nie tylko aktem odwagi, ale świadczyło o instynkcie zachowawczym wielu delegatów oddziałów, w których składki regularnie opłaca ¼ członków, a może mniej, bo w skali całego stowarzyszenia dostaliby najwyżej 1 procent z ogólnej kwoty, a to by mogło zaboleć. Prześmiewcy wprawdzie twierdzili, że ZG musiałby podzielić się deficytem, ale tym szydercom inni wiary nie dawali.

Wieczorem było ognisko. Było ciepło, dyskutowano przy suto zastawionych stołach i oglądano mecz Niemiec ze Szwecją. Wielu myślało wtedy zapewne, „żeby Polacy tak jak Niemcy”, ale szybko gasiło to pragnienie „perłą” Lubelszczyzny. Gdzieniegdzie tylko słychać było stłumiony śmiech i komentarze: „ale ich wykiwaliśmy”. Chodziło chyba o mecz Polska-Kolumbia i raczej były to życzenia na przyszłość… zapewne więc źle usłyszałem, ale z racji wieku słuch mam nienajlepszy, a i wzrok też.

Nastał dzień drugi.

Tego dnia cały zjazd, a ściślej delegaci oddali całą swoją władzę w ręce Zarządu Głównego. I to był moment i akt niezwykłej wierności oraz nadzwyczajnego zaufania do ZG, ale zachowajmy porządek opisu i trzymajmy czytelnika w napięciu.

Drugi dzień zaczął się z lekkim opóźnieniem wywołanym późniejszym przybyciem na śniadanie niektórych delegatów. Obrady zaczęły się od przytomnego pytania, czy zjazd chce zmian w ordynacji wyborczej SDP do wszystkich władz. Zjazd nie chciał zmian (za 23 głosy, przeciw 53, 2 wstrzymało się). Potem odrzucono czytanie poprawek do Statutu zgłoszonych przez redaktor Annę Pakułę – Sacharczuk, na co wnioskodawczyni – chyba w odwecie za zlekceważenie jej propozycji poprawek statutowych - zgłosiła kolejny wniosek najdalej idący, czy w ogóle chcemy jeszcze jakichkolwiek zmian w statucie poza tymi, które już uchwalono. Przypomnę, że w komisji wniosków i uchwał leżało w tym momencie jeszcze co najmniej kilkadziesiąt innych wniosków indywidualnych i oddziałowych, nad którymi głowiło się wiele esdepowskich głów (w tym moja: postulowałem m.in. ograniczenie możliwości wyboru do władz do 3. kolejnych kadencji i wprowadzenie jasnych zasad działalności mediów SDP wyjętych spod kurateli Zarządu Głównego), ale cóż, demokracja ma to do siebie, że może przegłosować wszystko, więc zaskoczenia nie było, gdy się okazało, że delegaci zdecydowali, żeby przyjąć uchwałę kończącą dyskusję nad zmianami w statucie. Przyjęto taką uchwałę większością prawie 2/3 głosów. Reszta wniosków poszła do kosza? Nie. Bo Krystyna Mokrosińska zapytała delegatów: „Czy wiecie po co przyjechaliście?” (z tego głosowania wynikało, że albo nie wiedzieli po co przyjechali albo chcieli jak najszybciej wyjechać – wcale się nie dziwię, tyle godzin nasiadówki!), a Piotr Górski powiedział: „Wczorajsze obietnice zostały złamane. Złamali je ci, którzy głosowali za powstrzymaniem dalszej dyskusji”, i wtedy niektórzy delegaci ochłonęli i uchwalili, że w przyszłości (jakiej jeszcze nie wiadomo) ZG powoła komisję statutową do opracowania dalszych wniosków. Po co, nie bardzo rozumiem, bo chyba ta wersja statutu już uchwalona na Zjeździe „pójdzie do KRS”. No słowem, Bareja ma godnych kontynuatorów. Ja z powodu podeszłego już wieku mogę pewnych spraw nie rozumieć, ale delegaci tryskający świeżością… Nie wierzę, żeby oni to przegłosowali na poważnie, chyba przez kogoś zostali wprowadzeni w błąd? Ale znowuż przez kogo? Nie twórzmy teorii spiskowych.

Potem była dyskusja programowa. Redaktor Andrzej Klimczak poinformował o regatach w Rzeszowie i o tym, że został redaktorem naczelnym naszego pisma „Forum”. Zaprosił do współpracy. Jakiś nieprzychylny głos zapytał „a za ilę?” Chyba zbyt cicho, bo odpowiedzi nie usłyszałem. W imieniu swoim dziękuję. Następnie Jolanta Hajdasz przedstawiła projekt uchwały (jest na stronie SDP) – protest przeciwko raportowi Reporterów Bez Granic. Umieścili Polskę na 58. miejscu na świecie w rankingu wolności prasy. Pouczyliśmy RBG, żeby stosowali lepszą metodologię i o stan wolności prasy w naszym kraju pytali również innych, a nie wciąż tych samych. W sumie (i to jest prawda) u nas dziennikarzy się jednak nie zabija…

Bardzo ciekawa, żywa dyskusja dotyczyła TVP i mediów publicznych. Witold Gadowski przypomniał nasze uchwały sprzed trzech lat i powiedział, że gdybyśmy dziś wstawili w miejsce nazwiska ówczesnego prezesa TVP Juliusza Brauna nazwisko obecnego – dla przypomnienia: Jacka Kurskiego - to uchwały nadal byłyby ważne, bo „nic się nie zmieniło, a nawet się pogorszyło”. Inni dyskutanci (Adam Socha, Ewa Urbańska, Wojciech Kwiatek, Andrzej Klimczak, Andrzej Radomiński i Stefan Truszczyński) zarzucali obecnemu prezesowi uprawianie propagandy politycznej, komercjalizację TVP i zniszczenie telewizyjnych struktur i środowisk twórczych. Bronił prezesa i TVP – i trzeba powiedzieć, że robił to jak lew – dyrektor łódzkiego oddziału TVP Hubert Bekrycht. To skandal – mówił – porównywać Brauna do Kurskiego. I grzmiał, że Braun zniszczył telewizję. Niektórzy zamilkli zbici z tropu, ale nie Witek Gadowski (nasz wiceprezes przecież zbić się z tropu nie da), który odparował, że „TVP jest tubą propagandową jednej partii”, i że jeśli nie zajmiemy stanowiska, to nazywamy się SDP-isem. Poszedł ostro, ale ostateczne stanowisko zjazdu jest dość ostrożne w porównaniu do tonu dyskusji na sali. Zawsze to jednak lepsze niż chowanie głowy w piasek. Uchwała przeszła 48 za, 7 przeciw, 2 wstrzymało się. Jest na stronie SDP.

Delegaci uchwalili też kontynuację przyznawania nagrody hieny. Jak to dobrze czuć „schedenfreude” i być samemu przekonanym, że jest się bez wady i nie popełniać błędów! Dotyczy to także piszącego te słowa, dlatego konsekwentnie od lat jestem przeciwko tej antynagrodzie, ale na tym zjeździe niemym (dla mnie) wypowiedzieć się nie mogłem.

Zjazd podjął również uchwałę o zobowiązaniu ZG do inicjatywy na rzecz zniesienia paragrafu 212 art. 2 Kodeksu Karnego (odnosi się do zniesławienia). Poprzedni zjazd uchwalił to samo i tak samo poprzedni ZG „podjął inicjatywę”. Papier wszystko zniesie i „podejmowanie inicjatyw” jest wytrzymałe na krytykę, a politycy śmieją się z nas w kułak. OK. Śmiech to zdrowie, a my odpowiemy im: „ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”. Już widzę w ich oczach przerażenie, ewentualnie tak zwany „pusty śmiech”.

Najciekawsze przyszło na sam koniec: głosowanie wniosku Krystyny Mokrosińskiej o wygaszanie mandatów członków władz SDP na czas podjęcia prac w administracji państwowej i samorządowej oraz we władzach politycznych. Intencją wnioskodawczyni było m.in. doprowadzenie do tego, żeby osoby zasiadające na kierowniczych stanowiskach w administracji państwowej czy samorządowej nie mogły zasiadać jednocześnie we władzach SDP. Po głosowaniu (28 za, 16 przeciw, 6 wstrzymujących się) za uchwałą okazało się, że ktoś „nie dowidział” za czym głosuje, inni zaś poczuli się zagrożeni na swoich stołkach i wszczęli kontrakcję, domagając się powtórzenia głosowania. Szef TVP w Łodzi Hubert Bekrycht, mimo że jego akurat nie dotyczyła ta uchwała, rzucił się – już po raz drugi, jak lew – w obronie „pokrzywdzonych” ustawą, sugerując też, że ona może objąć jego funkcję (uwaga: fake news, bo Krystyna Mokrosińska wyjaśniła, że uchwała nie odnosi się do stanowisk redaktorów naczelnych, w tym w mediach narodowych). Inni wskazywali, że nie będzie można podjąć pracy nawet w charakterze sprzątaczki w urzędzie (z pewnością wszyscy słyszeli o setkach dziennikarzy pracujących jako sprzątaczki czy ochroniarze w urzędach). Ostatecznie o reasumpcji głosowania zadecydowały dwa wydarzenia: sms od sekretarz generalnej SDP Jadwigi Chmielowskiej (przy okazji serdeczne pozdrowienia dla Pani Sekretarz), który informował, że ta uchwała wyeliminuje ją z zajmowanej funkcji, oraz pełen determinacji głos prawnika SDP Michała Jaszewskiego, że jeśli zjazd uchwali tę uchwałę, to należy spodziewać się procesów przeciw SDP. Tu na chwilę porzucę satyryczny ton mojej wypowiedzi i napiszę wprost: to była supozycja nieuprawniona, a niektórzy twierdzili, że wręcz jest to manipulacja (osobiście sądzę, że albo Pan Jaszewski się pomylił, albo nie całkiem był świadom konsekwencji swojej wypowiedzi). Nie ma bowiem żadnych przesłanek, żeby oczekiwać, że uchwała zmusiłaby osoby pełniące aktualnie funkcje we władzach SDP do ich porzucenia, bo obowiązywałaby dopiero przy kolejnych wyborach, a po drugie nikt nikomu nie nakazywał porzucania pracy zarobkowej, tylko postulował „zawieszenie” funkcji w SDP na czas pracy w tych urzędach, a to jest zupełnie czymś innym niż to, co sugerował prawnik SDP! Jednak dezinformacja powiodła się i delegaci w ponownym głosowaniu opowiedzieli się przeciwko przyjęciu tej uchwały. Byli więc za (za pierwszym razem), a nawet przeciw (za drugim). Kilku głosujących „za” wyszło po pierwszym głosowaniu, a na salę ściągnięto innych, nie głosujących w pierwszym głosowaniu, bo liczba wszystkich głosów była w obydwu głosowaniach taka sama. Ostatecznie zostało tak jak jest i członkowie władz SDP mogą – za przyzwoleniem delegatów – naruszać kodeks etyki dziennikarskiej SDP, pkt. 21. (Kodeks też jest na stronie SDP). „Raczkująca opozycja” i tym razem dostała prztyczka w nos.

I tak kończył się ten zjazd. Piękny zjazd jakiego jeszcze nie było w dziejach SDP. Potem był jeszcze obiad, a po obiedzie spacer. Nie było tylko wspólnego zdjęcia, a szkoda, bo z pewnością wszyscy byśmy na nim pięknie wyszli.

Marek Palczewski

Członek ZG SDP

Wdzięczny za zaproszenie

Bez prawa głosu

25 czerwca 2018 r.

***Od redakcji: Marek Palczewski nie miał prawa głosu dlatego, że nie miał mandatu delegata.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl