Witam Państwa serdecznie na stronie sdp.pl. To mój debiut w tym zacnym miejscu. Ale nie ukrywam, że od razu pojawił się pewien problem. Dostałem od szefa witryny Błażeja Torańskiego zadanie trudne. Odpowiedzieć na pytanie – jak z pasją pisać o historii? Bo cóż można napisać, prócz tego, żeby pisać prawdę. No i jeszcze ciekawie.

Ale wbrew pozorom problem istnieje i jest poważny. Punktem wyjścia tekstu uczyniłem Powstanie Warszawskie, bo to nie tylko 1 sierpnia, ale 63 dni – walka o stolicę, ale też walka o Polskę trwała do 3 października 1944.

   W wielu działających w Polsce mediach Powstanie Warszawskie przedstawiane jest od lat jako jedno wielkie nieporozumienie, niewybaczalny błąd, a nawet prowokacja i zbrodnia – zbrodnia polskich dowódców. Generalnie wszyscy starają się udowodnić tezę, że nie miało sensu. Szczególnie musi niepokoić, że takie opinie są narzucane Polakom 1 sierpnia i w kolejnych dniach. Bo przecież wtedy, w 1944 r.  te pierwsze dni były erupcją wolności, że wreszcie będzie można odegrać się na niemieckim (nie nazistowskim) zbrodniarzu, nadzieją na zwycięstwo. Wyrazem niepodległościowej postawy powstańców i mieszkańców niepokornego miasta było wywieszanie biało-czerwonych flag, nieskrępowane już śpiewanie patriotycznych pieśni. Te pierwsze dni nie były zatem tragiczne, ale radosne.

   Nad sensem Powstania można przecież debatować w innych miesiącach. Co roku 1. sierpnia przeraża mnie, że tyle uwagi poświęcane jest krytyce, zamiast uszanowaniu tego, że powstanie było wielkim, heroicznym zrywem. Tego wymaga szacunek dla ofiar i żyjących bohaterów.

   Tak samo 1 marca – w nieobecnym przez lata i zainicjowanym dopiero przez śp. Lecha Kaczyńskiego Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych – znajduje się szczególnie wielu chętnych, aby żołnierzy ostatniego polskiego powstania opluwać nazywając bandytami.

   Swoją drogą ciekawe, że w ten sam sposób nie jest hejtowane np. powstanie w getcie warszawskim. Cieszę się, że nikt 19 kwietnia nie roztrząsa czy było potrzebne, czy musiało wybuchnąć. Odpowiedzi są bowiem twierdzące. Nikt nie rozważa, czy bilans strat przewyższa ewentualne zyski. Nie ma pytań w stylu: Czy warto było - w imię również politycznych założeń - poświęcić tylu niewinnych cywilów? Doprowadzić do całkowitego zniszczenia całych kwartałów miasta, w tym pięknej, w ogólnym założeniu klasycystycznej synagogi na Tłomackiem. Takich pytań szczęśliwie nie ma, bo one zakłócałyby ideę tego zrywu i pamięć poległych. Nikt nie pyta również: po co świętować klęskę? Przecież powstanie w getcie z góry było skazane na porażkę. A poza tym nie dość już tej martyrologii, cierpiętnictwa? To odległe sprawy, ważne najwyżej dla historyków. Patrzmy w przyszłość! Przecież nikt rozsądny wobec powstania w getcie nie zadaje takich pytań, nie stawia takich tez.

   Inaczej jest w przypadku Powstania Warszawskiego 1944, które co roku jest przez dziennikarzy obrzucane gradem pytań, paszkwili lub po prostu zwykłym błotem. Powstańcy żydowscy mają szczęście. Ich się nie wyśmiewa, nie opluwa, nie podważa zasadności walki. Dlatego cieszy mnie, że jest choć jedna rocznica, która nie budzi kontrowersji i niepotrzebnych pytań. Rocznica nie tylko żydowska, ale także polska. Bo przy placu Muranowskim największa siła zbrojna w getcie - Żydowski Związek Wojskowy wywiesił flagę biało-niebieską i biało-czerwoną. Bo walczący Żydzi byli obywatelami II RP. Bo często byli zasymilowani. Mieszkali obok polskich sąsiadów, handlowali z nimi, wnieśli wielki wkład w polską kulturę. Bo to nasza wspólna historia.

Ale to Powstanie Warszawskie szczególnie „prowokuje” – i to od dawna. Że „sprowokowani” plują spadkobiercy Bieruta, Gomułki i Jaruzelskiego – to naturalne. Ale prowokuje też dużą część wpływowych mediów w Polsce, które jak jeden mąż podważają sens walki, a tym samym ofiarę życia powstańców i ludności cywilnej.

   Czasem tzw. mainstream miał mniej czasu na hejt wobec sierpniowego zrywu. Entuzjazmował się rocznicą innego powstania: powstania sowieckiego symbolu zniewolenia – Pałacu Kultury i Nauki. Ale atak mediów na Powstanie Warszawskie odbywa się co roku - to już taka nowa, świecka, hejterska tradycja.

   Kilka lat temu Radio TOK FM poprosiło o komentarz żyjącego jeszcze Władysława Bartoszewskiego – doradcy premiera Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Ten odciął się od „samobójczej walki”. W ślad za rządzącymi poszli młodzi lewacy (przykład idzie z góry), zakładając na Facebooku grupę pod wszystko mówiącą nazwą: „wstydzę się Powstania Warszawskiego”. A tam można było znaleźć takie, przepraszam za słowo, brednie: „Okres tzw. niemieckiej okupacji był tak naprawdę złotym wiekiem dziejów Polski. Wszystko to musiała zepsuć tradycyjna polska nienawiść, pieniactwo i awanturnictwo. Pacyfikacja Warszawy była sprawiedliwą karą dla polskich buntowników-warchołów terroryzujących niemiecką ludność”.

A prof. Norman Davies apelował, żeby w ogóle przestać obchodzić rocznicę Powstania. Powód? Bo jest w nich za dużo triumfalizmu, samozadowolenia i samobiczowania. To, że cechy te wzajemnie się znoszą było nieistotne.

   „Jednym z celów powstańców było mordowanie Żydów” – ta teza historyka „Gazety Wyborczej” Michała Cichego na 50. rocznicę Godziny „W” jest sztandarowym przykładem kłamstwa III RP o warszawskim zrywie 1944 r. Taka akcja robienia z nas narodu idiotów i morderców trwa do dziś. Ale Polacy nie gęsi, nie tylko swój język mają, ale historię coraz lepiej znają.

   Pisząc o hejcie na Powstanie Warszawskie trudno nie sięgnąć do źródeł. Tow. Zenon Kliszko, od 1931 r. członek Komunistycznej Partii Polski, potem PPR i PZPR, tak w 1962 r. pisał w „Nowej Kulturze”: „Powstanie było konfrontacją idei, programów ludzi - historyczną konfrontacją obozu polskiej reakcji z obozem polskiej demokracji. W wyniku tej konfrontacji powstał szeroki prąd demokratyczny, skupiający wszystkie antyfaszystowskie stronnictwa, partie i grupy polityczne na platformie ideowej Krajowej Rady Narodowej”. W praktyce tym „szerokim prądem” była importowana z Moskwy grupa polityczna o nazwie PPR, inspirowana przez Stalina. A w wyniku tej „konfrontacji idei”, przy pomocy wasalnych władz, Polska na 45 lat znalazła się pod jarzmem obcego państwa. Rozbicie przez Niemców największego polskiego ośrodka walki o niepodległość stwarzało wymarzoną sytuację dla Stalina i zależnego od niego PKWN, przekształconego w Noc Sylwestrową 1944 r. w tzw. Rząd Tymczasowy, do wprowadzenia w życie tego planu.

   W ten sposób nie warto pisać o historii. Najlepiej pisać ciekawie, a nade wszystko prawdziwie.

Tadeusz M. Płużański

Od redakcji: tym materiałem Tadeusz Marek Płużański, obecnie szef publicystyki w TVP Historia,  rozpoczyna stałą współpracę z portalem SDP.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl