Dosłownie na dniach opublikowany został raport „Jak czytać w erze fake news”, przygotowany wspólnie przez Politykę Insight, Facebook i Press*. Najpierw omówię jego główne treści, a następnie skomentuję, dodając własne przykłady fake newsów.

   Autorzy raportu wychodzą z założenia, że musimy dążyć do ograniczania wpływu zjawiska fake newsów na społeczeństwo. W ostatnich miesiącach Facebook wraz z Polityką Insight, Press i kilkoma polskimi uczelniami wyższymi zorganizował serię warsztatów poświęconych tematyce dezinformacji w Internecie. Zjawisko fake newsów nie jest nowe – zauważają autorzy – nowy jest kontekst, w którym dezinformacja występuje, a jest nim przełom technologiczny, dzięki któremu fałszywe wiadomości błyskawicznie rozchodzą się po świecie, często szybciej niż prawdziwe. Fałszywe informacje przynoszą wiele szkód, m.in. podważają zaufanie do demokracji. Dlatego wyżej wymienione redakcje i instytucje postanowiły zorganizować warsztaty rozpoznawania fake newsów.

   Sam zajmuję się tą kwestią od strony naukowej i ciekaw byłem zaproponowanych przez autorów raportu przykładów i metod rozpoznawania „fałszywek”. Pamiętam quiz przeprowadzony w Internecie przez amerykańskich badaczy, który dowodził, że więcej niż połowa ankietowanych nie potrafiła w wielu przypadkach wskazać, która informacja jest, a która nie jest fake newsem. Z kolei studia Massachusetts Institute of Technology wykazały, że fake newsy rozchodzą się szybciej na Twitterze i głębiej przenikają sieć niż prawdziwe wiadomości. Autorzy opracowania napisali, że fake newsy szybciej się rozwijają, ponieważ ludzie, a nie roboty, są bardziej skłonni, aby je rozpowszechniać”.

https://www.theatlantic.com/technology/archive/2018/03/largest-study-ever-fake-news-mit-twitter/555104/

   Potrzeba edukowania odbiorców jest bardzo pilna. Tym bardziej chciałem poznać metodologię zaproponowaną przez polskich badaczy. Postulowali oni, że dziś musimy uczyć się czytania wiadomości na nowo, ale jak? W warsztatach wzięli udział tacy m.in. dziennikarze i medioznawcy, jak: Beata Biel, Jakub Turowski, Łukasz Warzecha, Jacek Wasilewski i Łukasz Lipiński. Według autorów raportu fake news to „wiadomości lub propaganda oparte na dezinformacji, celowej lub nieintencjonalnej [...] Rozpowszechniane przez tradycyjne media drukowane i elektroniczne lub internetowe i media społecznościowe [...] Często pisane z intencją oszustwa, żeby zaszkodzić́ instytucji lub osobie, przynieść́ zyski polityczne lub finansowe [...] Z sensacyjnymi, przesadzonymi lub fałszywymi nagłówkami, które mają przyciągnąć́ uwagę”. Człony tej definicji znane są z opracowań naukowych, aczkolwiek według mnie nie jest ona dostatecznie pełna i precyzyjna oraz pomija kategorie fałszywych informacji, które wcale nie muszą mieć charakteru intencjonalnego, a przecież są fake newsami (np. powtarzane za ukraińskimi mediami informacje o rzekomej śmierci rosyjskiego dziennikarza Arkadija Babczenki).

   Niemniej, walka z fałszywymi wiadomościami zawsze jest trudna, po pierwsze dlatego, że prawda zastępowana jest przez prawdę emocjonalną, wytwarzaną w tzw. bańkach informacyjnych; po drugie dlatego, że jesteśmy skłonni uwierzyć w to, co jest zgodne z naszymi poglądami, choćby na pierwszy rzut oka było zbyt sensacyjne i niewiarygodne; i po trzecie,  z tego powodu, że w rozpowszechnianiu fake newsów zainteresowane są potężne siły polityczne i różne grupy interesów.

   Podczas pięciu spotkań warsztatowych studenci wypracowali łącznie 118 zaleceń, jak radzić sobie z fake newsami. Przyznam szczerze, że liczba tych wskazówek mnie zadziwiła. W żadnej znanej mi pozycji medioznawczej opublikowanej na Zachodzie nie znalazłem aż tylu kryteriów rozpoznawania fake newsów. Zazwyczaj ich autorzy ograniczali się do kilku podstawowych wskazówek typu: sprawdzaj informację w kilku źródłach, badaj nazwiska, zwróć uwagę na kontekst, na to, czy wypowiedzi są przypisane do źródeł itp. Tymczasem studenci rozwinęli te zalecenia i podali wiele własnych. Według studentów: należy między innymi sprawdzić zgodność tytułu z treścią; przyjrzeć się datom i miejscom; sprawdzić, czy istnieją przywoływane instytucje i jakie są ich oficjalne oświadczenia; pamiętać, że nie każde źródło jest rzetelne, a nie każdy piszący jest ekspertem w danej dziedzinie.

   To są słuszne zalecenia, ale możliwe do podważenia. Niezgodność tytułu z treścią nie oznacza, że tekst jest fake newsem. Tak jest w przypadku wielu tytułów zamieszczanych w tabloidach. Przyjrzenie się datom i miejscom na wiele się nie zda, jeżeli informacja jest wyrafinowanym fejkiem spreparowanym przez służby wywiadowcze (np. o tak zwanym incydencie w Zatoce Tonkińskiej, który stał się oficjalną przyczyną przystąpienia USA do wojny wietnamskiej). Oficjalne oświadczenia też mogą być zmyślone, a wielu da im wiarę (news o tym, że papież poparł Trumpa w kampanii wyborczej). Oczywiście, nie każde źródło jest rzetelne, ale jeśli wprowadziło w błąd nieintencjonalnie, tylko w dobrej wierze, to zgodnie z przyjętą przez autorów raportu definicją fake newsów nie jest to fake news. Zdarza się jednak, że dziennikarze padają ofiarą manipulacji ze strony źródła (słynny tekst o gangu w Komendzie Głównej Policji, którego nie było!) i wówczas – jeśli to źródło było dotychczas wiarygodne – obrona przed publikacją fake newsa też nie jest możliwa.  

   Analizując kolejne wskazówki studentów, możemy powiedzieć, że owszem, nie każdy piszący jest ekspertem w danej dziedzinie, ale jeśli trzyma się faktów i prawdziwych danych, to przecież nie można go zaraz podejrzewać o to, że tworzy fałszywą informację, itd. Ponadto – piszą autorzy raportu przywołując metody zaproponowane przez studentów – „teksty, które nie przeszły redakcji i zawierają błędy językowe, są z dużym prawdopodobieństwem nieprawdziwe”. Myślę, że to nie może być rozstrzygające kryterium, albowiem z braku czasu, z powodu pośpiechu, takich tekstów zawierających mimo to prawdziwe informacje, jest w Internecie coraz więcej (właściwie prawie każdy tekst zawiera jakiś błąd językowo-stylistyczny).  I na odwrót: bywają teksty nienaganne stylistycznie i strukturalnie, które okazują sie fake newsami, jak np. informacje o Andrzeju Przewoźniku, byłym sekretarzu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (zginął w katastrofie smoleńskiej – M.P), które ukazały się w „Rzeczpospolitej”, oskarżające go o współpracę z tajnymi służbami PRL. Te niesłuszne zarzuty spowodowały, że Przewoźnik nie został dopuszczony do konkursu na szefa IPN.  Informacja oparta na źródłach była nieprecyzyjna i szkodliwa, ale jej rozpoznanie jako fake newsa nie od razu było możliwe.

   Już tych kilka kontrprzykladów pokazuje, że walka z fake newsami jest trudniejsza niż z pozoru mogłoby się wydawać. 4 lipca 2011 roku na internetowych stronach stacji telewizyjnej Fox News pojawił się breaking news o zabójstwie prezydenta Baracka Obama w restauracji Ross w Iowa dwoma strzałami w miednicę i szyję. Wiadomość okazała się fałszywką sfabrykowaną przez hakerów, którzy włamali się na stronę Fox News, ale przez wiele godzin nie była przez stację dementowana i wielu uwierzyło w jej prawdziwość. Twierdzę, że doskonale spreparowanego fake newsa nie jesteśmy w stanie odróżnić od prawdziwego i nie pomogą żadne szkolenia i nauka czytania informacji. Za takiego perfekcyjnego fake newsa uważam wiadomość o rzekomej śmierci Arkadija Babczenki, „ułożoną” przez ukraińskie tajne służby i puszczoną w obieg przez ukraińskie media, a następnie podchwyconą przez niemal wszystkie poważne media zachodnie (np. BBC czy „The Guardian”). Do dziś nie zostały wyjaśnione okoliczności tej intrygi (poza próbą oczernienia i oskarżenia o zabójstwo Rosjan), a znaków zapytania jest więcej niż odpowiedzi. O czym pisze m.in. „The Guardian”:

https://www.theguardian.com/commentisfree/2018/may/31/the-guardian-view-on-a-journalists-return-the-death-was-fake-the-damage-was-not

Summa summarum: szkolenia są pożyteczne, informacje o sposobach tworzenia, pisania, strukturze czy błędach, jakie można znaleźć w fake newsach są niezbędne, aby uczyć odbiorców sceptycyzmu, krytycyzmu i po prostu odwoływać się do zdrowego rozsądku w procesach recepcji wszelkich informacji. Ogromna odpowiedzialność spoczywa na dziennikarzach, redaktorach i wydawcach. Dlatego tak wiele szkody narobił news o Babczence, tym bardziej, że jego bohaterem i zarazem „współtwórcą” był dziennikarz. Obecnie, zanim uwierzysz służbom, pomyśl kilka razy, jaki jest cel informacji, którą ci przekazują. Zasada słuszna, lecz w dobie pogoni za sensacyjnym newsem wręcz niewykonalna. I tą pesymistyczną puentą kończę niniejszą analizę. Zgadzam się raczej z Paulem Levinsonem, że fake news jest jak wirus, z którym musimy nauczyć się żyć, co nie oznacza, że musimy go akceptować.

Marek Palczewski

*pełny raport: https://www.press.pl/zalaczniki_WWW/facebook_full.pdf)

Ps. Przy okazji polecam mój artykuł o historii i istocie fake newsa:

http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.hdl_11089_24042/c/5_2__23_-34_Palczewski_M..pdf

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl