Kilka dni temu zdarzył się kolejny atak na dziennikarza. Tym razem ze stacji TVN. Wcześniej ataków fizycznych doświadczyli dziennikarze różnych mediów, niezależnie czy to prawicowych, czy lewicowych, czy liberalnych. Przypomnę, że przynajmniej kilkoro z nich było słownie i fizycznie atakowanych, opluwanych, szarpanych, obrzucanych kamieniami, siłą wyprowadzanych z konferencji lub spotkań, czy nawet podpalanych (wóz TVN). Spotkało to m.in. Ewę Stankiewicz, Michała Rachonia, Bartosza Maślankiewicza, Radomira Wita, Ewę Żarską i Jolantę Flach. Zdarzyło się to dziennikarzom z TVP, TVN, Polsatu, TV TRWAM, TV Republika, DoRzeczy, Tygodnika Podhalańskiego i wielu innym. Okoliczności tych wydarzeń były różne, ale dadzą się one sprowadzić do jednego, wspólnego mianownika: do agresji tłumu wobec dziennikarzy. Można by zapytać, jakie są jej przyczyny czy też kto ją podsyca. I dlaczego to dziennikarze stają się kozłami ofiarnymi?

   Odpowiedzi na to pytanie udzielić mogą psychologowie tłumu czy znawcy psychologii społecznej. Według autora słynnej „Psychologii tłumu” Gustave Le Bona tłum pod względem psychologicznym jest tworem anormalnym, rządzą nim popędy i zachowania irracjonalne. Tłum ma jedną ideę i nie akceptuje odmienności. Kiedy znajduje wokół siebie wroga, na nim wyładowuje złość z niszczycielską siłą. Oczywiście, jest to tylko jedna z teorii zachowań społecznych, ale z pewnością jest ona testowana w sytuacjach, w których wobec tłumu staje reporter stacji czy gazety uznawanej prze zgromadzenie/zbiorowisko za nieprzychylną czy wrogą. Wtedy sygnał dany przez lidera zgromadzenia czy kilku podekscytowanych uczestników może zamienić iskrę w płomień zapalający podczas pamiętnej manifestacji samochód TVN. Na placu Tahrir w Kairze kilkudziesięciu protestujących Egipcjan chciało zgwałcić w brutalny sposób brytyjską dziennikarkę Natashę Smith. Wcześniej to samo na tym samym placu spotkało dziennikarki z Holandii i USA. W tym przypadku wydarzenia miały podtekst seksualny, w polskich – mają tło przede wszystkim polityczne. Dziennikarze traktowani są jako strona politycznego sporu, zastępczo jako politycy znienawidzonej partii. „Obrywają” za cudze grzechy, ale tłum czyni ich odpowiedzialnymi za nie. Tłum nie chce być nagrywany, obserwowany, nie życzy sobie relacji o sobie, której nie jest w stanie kontrolować.

   Prawo prasowe daje dziennikarzom wolność, której tłum zabrać im nie może, gdyż byłoby to równoznaczne z brakiem wolności do zbierania informacji i wolności wypowiedzi, ale brutalne ataki tę wolność ograniczają.

   Przypomnę, że zgodnie z Prawem prasowym „Kto utrudnia lub tłumi krytykę̨ prasową podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności” (art. 44.1). Ataki na dziennikarzy są atakami na prawo do zbierania informacji i na same podstawy demokracji. Dlatego naruszenia prawa prasowego powinno być surowo karane. A środowisko dziennikarskie powinno być solidarne, a nie cieszyć się, kiedy opluwany jest czy szarpany dziennikarz konkurencyjnego medium. Niezależnie od tego, jak tłum ocenia pracę dziennikarzy (a ocenia ją zazwyczaj według własnego widzimisię, że np. TVP lub TVN kłamie), to dziennikarze muszą mieć zagwarantowane odpowiednie warunki do wykonywania swoich obowiązków. I nikt nie ma prawa im tego prawa ograniczać.

Marek Palczewski

Od redakcji:

Kilka dni temu w poznańskiej księgarni katolickiej "Sursum Corda" doszło do awantury i szamotaniny. Na spotkanie autorskie z publicystą Stanisławem Michalkiewiczem przyszły osoby, które domagały się odwołania wydarzenia. Jednym z poszkodowanych był dziennikarz TVN-u. (zobacz film).

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl