Jakbym był na imprezie neonazistów, to bym grzecznie hajlował jak opisany przez Karnowskich operator TVN. Myślę, że to najrozsądniejsze rozwiązanie niż tłumaczenie im w środku lasu, że Hitler był zbrodniarzem a oni są idiotami” - napisał na Twitterze Adam Ozga z Radia TOK FM w odpowiedzi na zarzuty, że operator TVN „hajlował” na urodzinach Hitlera nagranych przez stację. Kilka dni temu autorzy reportażu „Polscy neonaziści”, pokazującego obchody 128. rocznicy urodzin Adolfa Hitlera, otrzymali za ten materiał nagrodę Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego.

   Zdaniem portalu wPolityce.pl to sam operator stacji Piotr Wacowski nalegał, żeby zrobiono mu zdjęcie pod portretem wodza III Rzeszy i na tle swastyki. Kilka dni wcześniej tenże portal podał, że impreza była maskaradą, ustawką, przygotowaną za pieniądze tajemniczych mężczyzn, którzy przekazali w reklamówce 20 tys. złotych Mateuszowi S. – organizatorowi imprezy.

   Jasnowidzem nie jestem, więc nie będę spekulował, czy byli jacyś mężczyźni, czy nie, niech tę sprawę wyjaśni prokuratura. Dopóki nikt nie znalazł owych prowokatorów (pieniędzy raczej nikt już nie odnajdzie, bo się „rozeszły”), to nie ma o czym mówić. Dziennikarze powinni sceptycznie podchodzić do takich sensacji. Wiadomo, że w czasie śledztwa mogą pojawiać się różnorodne hipotezy. Osobiście wątpię w szybkie rozstrzygnięcia.

   Wrócę jednak do owego „hajlowania” przez operatora stacji TVN. Można by powiedzieć, że jeśli „hajlował”, to złamał prawo, krzewił nazizm, itd. Ale w trakcie robienia tzw. reportaży wcieleniowych osoby je przygotowujące na ogół łamią prawo. W 1887 roku dziennikarka gazety Pulitzera Nellie Bly, udawała psychicznie chorą i przez 10 dni utrzymywana była na koszt przytułku, poniekąd okradając go i zajmując miejsce bardziej potrzebującym opieki. Za realizację tego undercover reporting zdobyła sławę i wdzięczność pacjentów, a także trwałą obecność w panteonie najwybitniejszych amerykańskich dziennikarzy śledczych. W 1979 roku Jerry Thompson przeniknął do struktur Ku Klux Klan, w którym spędził kilka miesięcy. Przez ten czas zachowywał się tak, jak inni członkowie Klanu: brał udział w ich imprezach, mówił ich językiem, czytał ich książki, itd. Słowem oszukiwał ich, ale zarazem łamał amerykańskie prawo. Po publikacji „My Life in the Klan” (paperback od $ 2.73) jemu i jego rodzinie grożono śmiercią. Przeżył, i do dziś uznawany jest za jednego z największych dziennikarzy śledczych w USA.

  W Polsce wielokrotnie stosowano przebieranki (wcieleniówki); Alicja Kos (Ada Wons) zatrudniła się w starachowickim „Constarze” i opisała proceder odświeżania spleśniałego mięsa. Dziennikarze „Super Expressu” kupili trotyl od brygady antyterrorystycznej na Okęciu, by udowodnić, że nie ma problemu z nabyciem środków wybuchowych. Endy Gęsina-Torres udawał imigranta, by opisać warunki panujące w białostockim ośrodku dla uchodźców. Wszyscy oni – choć w różnym stopniu – łamali prawo. Niektórzy (w Polsce) zostali za to skazani prawomocnym wyrokiem sądu (Gęsina-Torres).

   Co by się stało, gdyby wspomniani dziennikarze nie stosowali się do warunków dyktowanych przez środowiska, w których przebywali? Gdyby przyznali się, powiedzieli kim są i wyjawili, jaki jest cel ich działania? Przede wszystkim nie byłoby opisanych skutków, nie byłoby tych wszystkich reportaży, które sprawiły, że zlikwidowane zostały nadużycia, winni zostali (na ogół) ukarani, a świat stał się przez to – miejmy nadzieję - lepszy. Nie da się udowodnić pewnych rzeczy bez prowokacji czy bez wniknięcia i upodobnienia się do opisywanego w reportażu środowiska.  Są sytuacje, kiedy takie działania są niezbędne, aby opis rzeczywistości był rzetelny i wiarygodny (N. Bly, J. Thompson, B. Bagdikian podający się w więzieniu za mordercę, czy J.H. Griffin przebarwiony na „Murzyna” i G. Wallraff udający Somalijczyka – obaj chcieli swoimi „maskaradami” udowodnić istnienie rasizmu w swoich krajach).

   Nie twierdzę, że operator TVN musiał koniecznie „hajlować”. Nie wiem, czy został jakoś do tego zmuszony, czy zrobił to z własnej woli, by się bardziej uwiarygodnić w oczach nazistów. Ale ta sprawa nie jest tak ważna, jak to, że reportaż ujawnił rzecz niebywałą: że w Polsce, kilkadziesiąt lat po okupacji hitlerowskiej, są ludzie, którzy czczą pamięć Hitlera. Na razie nie ma ostatecznych dowodów, że cały materiał był prowokacją czy ustawką. Na razie jest nagroda dla twórców reportażu. I są hipotezy w śledztwie. Zobaczymy, które z nich się potwierdzą.  

Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl