Na pewno taki, że ulic ich obu nie chcą w wielu miastach Polski. W normalnych czasach, były prezydent, podobnie jak bohater walki o niepodległość byłby powszechnie honorowany, ale nie u nas. W chorym do dziś państwie (post)komunistycznym.

   W Warszawie prezydent Lech Kaczyński wciąż przegrywa z komunistyczną Armią Ludową, podporządkowaną sowietom, aby torować im drogę do podporządkowania Polski. Prezydent RP przegrywa, przynajmniej jeśli chodzi o ulicę swojego imienia w stolicy.

Nie wykonują ustawy

   „Mieszkańcy al. Armii Ludowej nie chcieli adresów z ul. Lecha Kaczyńskiego, którą narzucił wojewoda z PiS, więc całe osiedle przemeldowało się na poprzeczną ul. Polną” – informowała 21 lipca 2018 r. „Gazeta Wyborcza”.

   Inaczej – od niedawna - sytuacja wygląda w Gdańsku. Ale po kolei. Najpierw prezydent miasta Piotr Adamowicz – tak jak w Warszawie Hanna Gronkiewicz-Waltz - odmówił wykonania ustawy dekomunizującej przestrzeń publiczną. Dlatego - zgodnie z prawem - wojewoda pomorski wydał tzw. zarządzenie zastępcze, w którym zmienił nazwy kilku gdańskich ulic. I to, co budziło największą agresję – prezydentem Rzeczpospolitej Lechem Kaczyńskim zastąpił Dąbrowszczaków.

Komuniści przeciw prezydentowi

   Dąbrowszczacy, czyli ochotnicy XIII Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego w wojnie domowej w Hiszpanii (1936-1939) po stronie republiki. Instytut Pamięci Narodowej stwierdził, że walczyli o „budowę totalitarnego stalinowskiego państwa” hiszpańskiego i służyli „zbrodniczej ideologii komunistycznej”.

   Na tym jednak batalia między śp. prezydentem RP a komunistycznymi ochotnikami się nie skończyła.

   „Dziennik Gazeta Prawna” 21.01.2018 r. informował o manifestacji ok. 50 osób w obronie Dąbrowszczaków:        „Nazwa ulicy nie powinna rodzić podziałów w społeczeństwie i między mieszkańcami, a tak właśnie dzieje się w przypadku tej zmiany. Nazwanie ulicy imieniem Lecha Kaczyńskiego jest kontrowersyjnym pomysłem, a mieszkańcy proszą od roku, żeby w ogóle nie zmieniać ulicy Dąbrowszczaków” – mówiła jedna z organizatorek protestu, mieszkanka Przymorza i działaczka gdańskiego Komitetu Obrony Demokracji Bożena Yates.

   Ostatecznie, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, na wniosek prezydenta Adamowicza wspieranego przez radnych Platformy Obywatelskiej, nakazał powrót do nazwy Dąbrowszczaków.

   Tabliczki z nazwą ulicy Lecha Kaczyńskiego zniknęły, ale teraz wracają. Bo Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie, po odwołaniu wojewody pomorskiego, wydał prawomocny wyrok: cztery nazwy gdańskich ulic zostają, ale trzy należy zmienić. Wśród nich ulica Lecha Kaczyńskiego, który ostatecznie wygrał z Dąbrowszczakami. Przynajmniej jeśli chodzi o patronat nad ulicą w Gdańsku.

Partia Razem przeciw „Łupaszce”

   Białystok. „Łupaszko – mordeca”, „Ulica ludobójcy” - takie napisy pojawiły się na jednym z ogrodzeń przy ulicy Zygmunta Szendzielarza, powstałej decyzją radnych PiS.

   22 maja 2018 r. wyborcza.pl cytowała petycję Partii Razem do Rady Miasta Bialegostoku: „Miasto Białystok było i nadal powinno być miastem wielu kultur, z poszanowaniem dla mieszkańców i mieszkanek każdej narodowości. Gloryfikacja zbrodniarzy takich jak „Łupaszka” jest niczym innym jak pochwałą dla mordu niewinnych ludzi. Jest to haniebne nie tylko etycznie, ale i moralnie”. 

   I dodano: „Nie budzi wątpliwości, że osoby polskiej narodowości nie chciałyby nigdy zobaczyć, że w innych krajach wynosi się na piedestał morderców ludności polskiej. Jest to postępowanie dążące do nasilenia konfliktów międzynarodowych, oznaka braku poszanowania drugiego człowieka, zachowanie wspierające nacjonalizm i ksenofobię. Takie postępowanie dąży do rozbicia społeczeństwa zamieszkującego Białystok oraz województwo podlaskie i stawiania osób innej narodowości i wyznania na pozycji wroga. Chcąc, by miasto Białystok było miejscem przyjaznym dla obywateli i obywatelek, nie możemy pozwolić na takie decyzje. To mieszkańcy powinni decydować, czyimi nazwiskami zostaną nazwane ulice w ich otoczeniu”.

„Ich krwawy idol”

   W 2006 r. posłowie PiS przygotowali projekt uchwały, który stwierdzał na wstępie: „Pięćdziesiąt pięć lat temu, 8 lutego 1951 roku, zamordowany został w komunistycznym więzieniu major Zygmunt Szendzielarz »Łupaszka«. Żołnierz do końca wierny Niepodległej Polsce, za swoją służbę dwukrotnie odznaczony Orderem Virtuti Militari”. Inicjatywa spotkała się z ostrym atakiem (post)komunistycznej lewicy.

   Dzień po dyskusji z 2006 r. „Trybuna” na czołówce opublikowała artykuł pod znamiennym tytułem: „Ich krwawy idol”. Autor – poseł SLD Piotr Gadzinowski – bajdurzył, że „Łupaszka” miał czynnie zwalczać dążenia niepodległościowe Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, a więc uhonorowanie go miało przeczyć polskiej idei… wstąpienia do UE. A przede wszystkim, że obciąża go śmierć „niewinnych” milicjantów, członków PPR, funkcjonariuszy UB i NKWD. Gadzinowski zarzucał ponadto Szendzielarzowi współpracę z niemieckim okupantem.

   W III RP słyszeliśmy zatem zarzuty rodem z dawnego, „dobrego” stalinizmu. Tak samo formułowane oskarżenia, w 1951 r., doprowadziły do zamordowania Szendzielarza katyńskim strzałem w tył głowy w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

„Nie jesteśmy żadną bandą”

   Zygmunt Szendzielarz pochodził z Wileńszczyzny. Urodził się w 1910 r. w Stryju (potem rodzina przeniosła się do Wilna).  O Polskę walczył w 1939 r. W 1943 r., przybierając pseudonim „Łupaszka” został dowódcą pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie, który przekształcił się w 5. Wileńską Brygadę Armii Krajowej, najliczniejszą i najsilniejszą na tych terenach.

   W oprotestowanym przez lewicę rocznicowym projekcie uchwały czytaliśmy dalej: „W latach 1943–1944 5. Wileńska Brygada Armii Krajowej stoczyła kilkadziesiąt bitew. Oddział majora »Łupaszki« prowadził krwawe walki z wojskami hitlerowskimi, z pozostającymi w służbie III Rzeszy formacjami litewskimi oraz z sowiecką partyzantką terroryzującą Polaków. W czasie tych działań Zygmunt Szendzielarz zdobył sobie zaszczytną opinię znakomitego dowódcy, a 5. Brygada w uznaniu poniesionych ofiar zyskała miano »Brygady Śmierci«”.

   W styczniu 1944 r. komendant Okręgu Wileńskiego AK płk Aleksander Krzyżanowski, ps. Wilk, odznaczył za zasługi w walce Zygmunta Szendzielarza Krzyżem Walecznych.

   Projekt uchwały Sejmu mówił dalej: „Oddziały utworzone przez majora »Łupaszkę« przeprowadziły w latach 1945–1952 około 450 akcji zbrojnych. W jednostkach podległych majorowi »Łupaszce« panowała wzorowa dyscyplina. Zwalczały one nie tyko komunistyczny aparat bezpieczeństwa, ale także chroniły ludność przed pospolitymi bandytami”.

   Zygmunt Szendzielarz postanowił pozostać w konspiracji i nadal walczyć z Sowietami i ich polskimi kolaborantami. Awansowany do stopnia majora, odtworzył 5., a następnie 6. Wileńską Brygadę. Walczył na terenach od Podlasia, przez Białostocczyznę, Warmię i Mazury do Pomorza. Jednego dnia był w Borach Tucholskich, drugiego w okolicach Jeziora Śniardwy. Szacuje się, że w latach 1945–1948 oddziały „Łupaszki” rozbiły ok. 60 posterunków MO, kilka placówek UBP i posterunków SOK, a także kilkanaście placówek Armii Czerwonej. Zabito ok. 200 funkcjonariuszy i oficerów NKWD, UBP, MO i Armii Czerwonej. W rezultacie za głowę jednego z największych swoich wrogów Sowieci wyznaczyli wysoką nagrodę.

   „Łupaszka” prowadził także akcję propagandową. Oto fragment chyba najsłynniejszej jego ulotki z marca 1946 r.: „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. [...] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.

Zgładzony przez komunistów

   W czerwcu 1948 r. UB rozpracował i rozbił Okręg Wileński AK. „Łupaszkę” aresztowano 30 czerwca w Osielcu pod Zakopanem i od razu przewieziono do Aresztu Śledczego przy Rakowieckiej w Warszawie. Bohaterski major był tam torturowany przez dwa i pół roku. W śledztwie zachował godną postawę. W listopadzie 1950 r., podczas procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, wszyscy oskarżeni, prócz kobiet, dostali wyrok kary śmierci – Szendzielarz osiemnastokrotny. O łaskę nie poprosił. 

   Był 8 luty 1951 r. Z celi major „Łupaszko” został wyprowadzony wczesnym wieczorem. Prokurator odczytał wyrok śmierci „w imieniu Rzeczpospolitej”. Potem oprawcy zmusili Szendzielarza, aby pochylił się do przodu. Chcieli, aby zobaczył leżące na schodach martwe ciała trzech swoich kolegów, zabitych przed chwilą. Kula dosięgła „Łupaszkę” o godz. 20.15.

„Dobrze zasłużyli się Ojczyźnie”

   Poniewieranie pamięci „Łupaszki” trwało przez cały PRL. I trwa do dziś. Ale (post)komunistyczna propaganda przegrywa z prawdą niepodległej Rzeczpospolitej.

   Mimo sprzeciwu (post)komuny poświęcony mu projekt uchwały Sejmu został w 2006 r. przyjęty. Kończy się słowami: „Major Zygmunt Szendzielarz »Łupaszka« stał się symbolem niezłomnej walki o Niepodległą Polskę, jaką toczyli »Żołnierze Wyklęci«. […] Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc Ich pamięć, stwierdza, że »Żołnierze Wyklęci« dobrze zasłużyli się Ojczyźnie”.

   Wcześniej, w 1993 r. sądy III RP oczyściły „Łupaszkę” ze wszystkich zarzutów.

   W 2007 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył majora pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski – za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej. To znamienne, że uroczystość odbyła się 11 listopada, w dniu Narodowego Święta Niepodległości. 

   W 2013 r. szczątki „Łupaszki” zostały odnalezione w bezimiennym dole kwatery Ł cmentarza na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Na tej samej nekropolii Zygmunt Szendzielarz został pochowany z honorami państwowymi, wojskowymi i kościelnymi trzy lata później.

Tadeusz Płużański

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl