Czy nie zdumiewa nikogo fakt, że w mediach o wiele łatwiej znaleźć informacje o pierwszej lepszej ćwierć-aktorce z pół-serialiku, niż o wybitnych polskich postaciach ze świata nauki i technologii, które odnoszą rzeczywiste sukcesy na świecie?

Co wygrywa: pokazanie majtek (lub ich braku) czy odkrycie leku na raka? W polskich mediach - ma się rozumieć – majtki. Dlatego profesor Jolanta Rzymowska z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie odpada w przedbiegach. W końcu ona opatentowała jedynie preparat z płynu celomatycznego dżdżownic, który przy odpowiedniej temperaturze zabija komórki nowotworowe. Cóż, to tylko szansa na odejście wyniszczającej chemii w leczeniu nowotworów.  Przy majtkach „gwiazdy”, a już na pewno przy widocznym ich braku, to po prostu nic.

Pani profesor i czytelnicy, proszę niech wybaczą mi te cyniczne tony. Jednak dysonans zawarty w tym zestawieniu zasługuje, moim zdaniem,  na odpowiednie wzmocnienie.

A czy wiecie państwo, kto to jest Jola Rutowicz? No pewnie. Założę się, że każdy o niej słyszał, nawet jeśli kieruje pod adresem tej pani niezbyt ciepłe słowa. A Olga Malinkiewicz? Kto wie o takiej osobie? Tylko bez Google’a, poproszę. Jeśli choć jedna trzecia czytających te słowa bez kopania w Internecie słyszała o dr Malinkiewicz i jej osiągnięciach, to i tak jestem mile zaskoczony.

Samo porównanie tych dwu pań z pewnością obraża panią doktor Malinkiewicz. Mam jednak nadzieję, że mi wybaczy, podobnie jak prof. Rzymowska, bo robię to dla sprawy. Znający Jolę Rutowicz niech sami dokonają bilansu jej osiągnięć, zalet i powodów, dla których stała się swego czasu tak sławna i rozpoznawalna. Ja wolę wyjaśnić pokrótce, kim jest Olga Malinkiewicz.

Grafen kontra piersiaste glonojady

Otóż jest ona doktorem fizyki, która około cztery lata temu opracowała niskotemperaturową technologię produkcji elastycznych ogniw fotowoltaicznych z wykorzystaniem perowskitów, substancji, które cudownie pochłaniają światło i są nadzieją branży energii słonecznej. W 2016 roku podczas International Conference on Perovskite Thin Film Photovoltaics Saule zaprezentowała pierwszy na świecie prototyp urządzenia zasilającego smartfony zbudowanego na bazie perowskitów. Niezwykle obiecująca jest możliwość pokrycia ogniwami produkcji Saule materiałów i powierzchni, które do tej pory z różnych powodów w ogóle się do tego nie nadawały, np. tkanin, folii czy nawet papieru. Ponadto takimi ogniwami można pokryć całe połacie dachów lub ścian zewnętrznych domów, co nie było do tej pory możliwe, ze względu na masę i koszt ogniw krzemowych wykonywanych wg poprzedniej technologii.

Kilka lat temu w startup Olgi Malinkiewicz zainwestowała japońska firma Japończyka Hideo Sawady. Znany koncern budowlany Skanska planuje wykorzystać moduły firmy Saule Technologies w swoich budowlanych inwestycjach. Budowany w Warszawie biurowiec Spark  został wybrany do testowania paneli solarnych opartych o perowskity. Skanska zamierza pokrywać biurowce półprzezroczystymi ogniwami fotowoltaicznymi z tych materiałów. To sprawi, że fasada budynku stanie się źródłem energii elektrycznej wytwarzanej ze słońca, nawet przy rozproszonym świetle.

Zatem Malinkiewicz jest jedną z najbardziej znanych na świecie postaci w dziedzinie przyszłościowych technologii. Zarazem jest to osoba w sensie medialnej sławy w Polsce prawie zupełnie anonimowa. Przez telewizje i inne media przewija się korowód Jolek i Małgosiek, znanych głównie ze swoich fryzur i paznokci, nikogo zaś nie interesuje piękna kobieta, która odniosła autentyczny międzynarodowy sukces! Czy to normalne?

Zapewne doktor Malinkiewicz nie chce być tzw. celebrytką. To już inna sprawa. Nie wiem tego, ale jestem całkiem pewien, że jej medialna „nierozpoznawalność” nie wynika z jej wyboru. Bo przecież wiemy dobrze, że gdy media chcą kimś się zajmować, to, czy ta osoba tego chce czy nie chce, nie ma dla nich wielkiego znaczenia. Przyznajmy uczciwie, że media nawet nie próbują docierać do takich osób, wybitnych postaci ze świata nauki i technologii, które w dodatku, w odróżnieniu od polskich aktorów czy piosenkarzy, odnoszą rzeczywiste sukcesy na świecie.

Do takich osób można zaliczyć także kogoś takiego jak Włodzimierz Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych w Warszawie. To on właśnie był autorem metody, dzięki której stało się głośno o „polskim grafenie”, co niektórzy może pamiętają. Jego metoda polegała nie tylko na wysokiej jakości warstwy „materiału przyszłości”, ale również na relatywnie niskich kosztach i wykorzystaniu powszechnie dostępnych materiałów. Zostawmy to, że grafen stał sprawą  nieco „polityczną”, co i grafenowi i samemu doktorowi Strupińskiemu zaszkodziło. Jednak, co charakterystyczne, w szczycie popularności tematu, w mediach błyszczał nie mający pojęcia, o co chodzi z grafenem, celebryta Donald Tusk, a nie skromny naukowiec, którego praca sprawiła, że w ogóle był jakiś powód do tych medialnych popisów.

Z innych wybitnych polskich naukowców o międzynarodowym znaczeniu, nieznanych polskim środkom przekazu, można wymienić prof. Agnieszkę Zalewską, fizyczkę, która w 2013 roku stanęła na czele Rady Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN pod Genewą. Warto dodać, iż objęła stanowisko przewodniczącej CERN nie tylko jako pierwszy szef z Europy Środkowo-Wschodniej, ale także jako pierwsza kobieta.

Inne przykłady to prof. Wiesław Nowiński, pionier komputerowych atlasów mózgu 3D, a od 1991r. pracownik Agency for Science, Technology and Research (A*STAR) w Singapurze, nominowany do Nagrody Nobla światowej sławy chemik Krzysztof Matyjaszewski, czy pionierka przeszczepów twarzy prof. Maria Siemionow. Wszyscy oni są przedstawicielami globalnego grona najwybitniejszych współczesnych naukowców. Nie mamy zbyt wielu polskich nazwisk w tej elitarnej społeczności. Dlaczego więc nie są to bohaterowie polskich mediów? No, bo przecież nikt nie zaprzeczy, że nie są, choć może znajdą się tacy, którym te nazwiska coś mówią, a na obrzeżach gazet czy serwisów znajdziemy o nich wzmianki, ciekawostkowe artykuliki. Nie z tych wybitnych postaci jednak kreuje się gwiazdy.

Bohaterami lub bohaterkami polskich mediów są inne „postacie”, np. cycate glonojady. Jeśli ktoś nie wie o czym mówię, to niech się nie martwi, bo jest o jeden koszmar szczęśliwszy.

Polski Jobs jest anonimem

W Stanach Zjednoczonych ludzi, którzy własnymi pomysłami i zmysłem biznesowym doszli do wielkich rzeczy, np. przedsiębiorcy z Krzemowej Doliny są celebrytami wcale nie mniejszymi niż gwiazdy show businessu. A u nas? Czy nazwiska Marcin Iwiński i Michał Kiciński można uznać za znane? Chyba nie. Przecież jakieś 90 proc. bez sprawdzania nie będzie umiało powiedzieć, cóż to za panowie. A CD PROJEKT? I dopiero teraz podnosi się las rąk publiczności.

Czy to nie dziwne, że autorzy największego chyba międzynarodowego sukcesu polskiej firmy, nie tylko w branży szeroko pojętego IT, nie są naszymi Gatesami, Jobsami i Muskami, w medialnym rozumieniu tego słowa? Czy nie zdumiewa nikogo fakt, że w środkach przekazu o wiele łatwiej znaleźć informacje o pierwszej lepszej ćwierć-aktorce z pół-serialiku, niż o facetach, którzy zatrzęśli globalnym rynkiem gier cyfrowych?

Polski sektor technologiczny jest w ogóle traktowany przez środki masowego przekazu jak swoista strefa specjalna. To znaczy, że media mainstreamowe raczej się do niej nie zapuszczają, a jeśli już z jakich powodów muszą, to prześlizgują się po powierzchni, po ogólnikach, statystykach, aby, broń Panie Boże, nie kłopotać odbiorcy nadmiarem szczegółów. Zaś cytowani przez media ludzie, nawet jeśli są to osoby wybitne, w mediach mają status jakichś tam kolejnych „gości od IT”.

Dlatego m. in. przeciętny konsument mediów nie ma szansy dowiedzieć się np. o istnieniu kogoś takiego jak Przemysław Jaworski, twórca firmy ZMorph z Wrocławia. Stworzona i produkowana przez firmę pana Przemysława drukarka 3D ZMorph 2.0 SX figuruje  na top-listach najlepszych tego rodzaju urządzeń na świecie. To jedyna, tzw. desktopowa, czyli mieszcząca się na stole lub biurku, maszyna na świecie, która oprócz druku 3D oferuje frezowanie cyfrowe, cięcie i grawerowanie laserem oraz druk gęstymi pastami (ceramika, czekolada, ciasto). Eksperci z całego świata uznają ją za najbardziej uniwersalną drukarkę trójwymiarową, jak powstała. A my co? Większość nawet nie wie, że na dolnym Śląsku powstał taki skarb.

Druk 3D określany jest jako jeden z filarów futurystycznej koncepcji tzw. przemysłu 4.0. I okazuje się, że Polacy mają spore sukcesy w rozwijaniu tej technologii. Niedawno innowacyjną drukarkę trójwymiarową do betonu skonstruowali specjaliści z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. Sprawa jest dość świeża i jeszcze nie do końca jest jasne, czy to sukces czy jeszcze nie, ale założę się, że nawet, jeśli uda się ich technologią zrewolucjonizować światowe budownictwo, to polskie media i tak będą wolały skupić się na kreacjach w kolejnej edycji „Tańca z Gwiazdami”.

Mamy ich zbyt mało by się nie interesować

We wspomnianych USA konstelacja celebrycka również pełna jest humbugów, sióstr Kardashian i „innych znanych z tego, że są znani”. Jednocześnie media wydają się dbać o obecność w swoim świecie rzeczywistych wielkości, jak wspomniani giganci IT z Doliny Krzemowej, reprezentanci nauki i wybitni przedsiębiorcy.

U nas dodatkowym powodem do ekspozycji w świecie mass mediów ludzi, których wymieniłem i podobnych im, jest ich stosunkowo niewielka liczebność. Nie mamy zbyt wielu naukowców czy geniuszy branży IT o wysokiej pozycji na świecie. Właśnie dlatego powinniśmy eksponować blask naszych gwiazd. Bo są tak nieliczne.

O edukacyjnych i wychowawczych aspektach wspominam już tylko mimochodem. Nie wydaje mi się konieczne wyjaśnianie, dlaczego doktor Olga Malinkiewicz jest znacznie bardziej wartościowym „role model” dla młodych kobiet niż Rutowicz czy Doda.

Mirosław Usidus

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl