Abp Antoni Baraniak dopiero od niedawna przywracany jest świadomości katolików w naszym kraju. Nieżyjący od blisko 50 lat duszpasterz, jedna z najbardziej heroicznych i tragicznych, a zarazem wspaniałych postaci Kościoła katolickiego w naszym kraju, być może zupełnie popadłby w zapomnienie, po pierwsze bowiem zawsze starał się być postacią drugiego, a może i trzeciego „planu”, po drugie zaś odszedł w czasach już odległych, a – jak wiadomo – czas zaciera pamięć.

   Ale czy tak być powinno? Zdecydowanie nie, szczególnie gdy idzie o postać naprawdę monumentalną duchem i dziełem. Toteż trud dziennikarski, reporterski i „szperacki” Autorki wspomnianego 3-częściowego cyklu dokumentów o jednej z najbardziej heroicznych i tragicznych postaci polskiego Kościoła po wojnie zasługuje na wszelkie uznanie i, rzecz jasna, jak najszersze upowszechnienie.

   Okazuje się, że wciąż można znaleźć nowe, nieznane dokumenty i świadków, którzy abpa Baraniaka znali, którzy mu pomagali, współpracowali z nim i dzięki którym można poszerzyć świadectwo o jego życiu i pracy.

   Red. Hajdasz nie ogranicza się zresztą do historii. W omawianej 3. części filmu więcej zdecydowanie miejsca zajmują wspomnienia i próby „odświeżenia” wydarzeń, przysypanych popiołem czasu. Mamy więc i wypowiedzi abpa Gondeckiego i wspomnienie Prymasa Tysiąclecia kard. Wyszyńskiego, mamy relacje sióstr zakonnych różnych zgromadzeń, które zetknęły się z Bohaterem filmu, gdy były jeszcze dziećmi. Mówią także pracownicy domów opieki, ośrodków pomocy społecznej… Bo ten wspaniały, heroiczny duszpasterz dla wszystkich miał czas! Organizował cykliczne rekolekcje nawet dla małych wspólnot, odwiedzał sierocińce, domy starców, domy dziecka, wreszcie „dochował się” przyjaciół osobistych, którzy u niego szukali pomocy nie tylko duchowej… Gdy się na to wszystko patrzy, gdy się o tym pomyśli wnikliwiej, najść może refleksja o różnym u różnych ludzi stosunku do czasu, który każdemu z nas dał Stwórca. Życie życiu nierówne – banał, ale jakże prawdziwy! Ile z tego wielkiego dobra, jakim jest czas, marnujemy, jak byśmy mieli go nieskończenie wiele. A tak przecież nie jest… I z tego pensum będziemy kiedyś rozliczeni…

   Autorka prowadzi nas w omawianym filmie znacznie częściej po współczesności, po wielkich uroczystościach kościelnych i państwowych bieżącej doby, ba, zabiera nas nawet do Sejmu, który debatuje – a właściwie tylko stwierdza oczywistości! – na temat odznaczenia abpa Baraniaka i uhonorowania go pośmiertnie przez oddanie bieżącego roku jego patronatowi. Jest tu moment – jedyny w całym filmie – gdy widzowie śmieją się do rozpuku; to sejmowe przemówienie „posła” (cudzysłów konieczny!) Niesiołowskiego, który używając swej chorej jak on sam logiki i argumentacji stawia warunki Wysokiej Izbie i inicjatorom uczczenia Bohatera filmu. Potem jeszcze rzut oka na sejmową tablicę wyników głosowania – 5 „posłów” (cudzysłów konieczny!) głosowało „przeciw”…

   Zastanawiałem się nad tytułem tego tekstu: mógł brzmieć odwrotnie: służąc ludziom służył Bogu. Ale czy to nie wszystko jedno? Akurat w wypadku abpa Baraniaka służba ludziom wybijała się chyba na plan pierwszy. Najważniejsze jednak jest to, co film Jolanty Hajdasz pokazuje niewątpliwie: że szczera, prawdziwa służba ludziom jest zawsze służbą Bogu. Nie sądzę, żeby potrzeba było to w jakikolwiek sposób tłumaczyć.

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl