Fajnie, że ruch Kukiz’15 zainteresował się ustawą Prawo prasowe z 1984 roku, choćby tylko w jednym punkcie, dotyczącym zakazu prowadzenia działalności wydawniczej przez jednostki samorządu terytorialnego.

Najpierw pytanie, trochę retoryczne: czy w demokratycznym kraju da się zakneblować dziennikarzy albo władzę? Otóż nie da się. Wszyscy mają choćby własne media społecznościowe i mogą w nich nadawać co chcą, a władze mają nawet obowiązek publikować bieżące informacje w BIP-ie (Biuletynie Informacji Publicznej).

A czy da się stłamsić wolne słowo, na przykład ekonomicznie? Oczywiście! Głodny dziennikarz niczego mądrego (czytaj, rzetelnego, krytycznego, wielostronnego) nie napisze. Za to rozpieszczany przez władzę (którąkolwiek) żurnalista je jej z ręki i nawet ust nie wyciera. Można zatem spróbować pozbawić władzę (w tym wypadku tylko lokalną, bo przecież centralna ma swoje media) narzędzia w postaci budżetów na wydawanie własnych gazet, prowadzenie lokalnych rozgłośni radiowych i telewizyjnych. Tu mamy propozycję bezpośredniego zakazu prowadzenia działalności wydawniczej przez gminę, powiat i województwo oraz podległe im jednostki, takie jak np. ośrodki kultury.

Propozycja całkowicie słuszna, i gdybym była posłem, bez względu na to jakiej partii, głosowałabym za takim zakazem. Dlaczego? Otóż całkiem niezłe i spełniające funkcje kontrolne media lokalne są poważnie ograniczane przez tzw. samorządówki, czyli gazety wydawane przez władze lokalne. W większości powiatów działają przecież niezależne tygodniki lokalne i choć rzadko są one wspierane reklamą zamieszczaną przez władze lokalne, dobrze sobie radzą żyjąc ze sprzedaży egzemplarzowej i reklam, prowadząc własną dystrybucję, niezależną od wielkich kolporterów. Jednak tam, gdzie silna i bogata władza lokalna ma własny lub „chodzący na jej sznurku” tytuł, zwykle nie ma przestrzeni na powstanie gazety niezależnej. I nie ma społecznej kontroli władzy. Za to tam, gdzie działają gazety lokalne krytycznie nastawione do każdej władzy, władza szybciej się cywilizuje i lepiej sprawuje, bo jest cały czas obserwowana.

Kukiz’15 proponuje przy okazji znowelizowanie trzech ustaw samorządowych, by zakazać osobom sprawującym władzę na szczeblu lokalnym jakiekolwiek „lansowanie się” za publiczne pieniądze. I tu mam wątpliwości. Dlaczego osoby publiczne, które identyfikują się z gminą, z jej projektami, są pod ciągłym obstrzałem lokalnych, niezależnych mediów, nie mogłyby się podpisywać własnym nazwiskiem we wszystkich przekazach o charakterze reklamowym? Burmistrz Lądka Zdroju podpisał się z nazwiska na każdym koszu na śmieci w mieście. Być może perspektywa wymiany setek koszy sprawiła, że został wybrany na kolejną kadencję, ale czy ten oryginalny nośnik reklamy rzeczywiście umacnia jego władzę? Raczej tworzy lokalny folklor.

Nie o „lansowanie się” lokalnych włodarzy chodzi, ale o pieniądze. O to, czy wydatki na reklamę, na gazety, na kilkunastoosobowe zespoły prasowe w ratuszu są uzasadnione interesem gminy? Czy służą zaspokojeniu zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej, a więc czy są zadaniem użyteczności publicznej? Tylko takie zadania może wykonywać władza lokalna, zgodnie z regułą pomocniczości. Wszystko inne, co społeczność lokalna sama zaspokaja, nie jest zadaniem wybranych przez nią władz. Władze gminy, powiatu czy województwa nie prowadzą działalności gastronomicznej, nie organizują pogrzebów ani nie mają wypożyczalni nart. To wykonują firmy prowadzące działalność na rzecz społeczności lokalnych. Tak samo powinno być z wydawaniem prasy na zasadach komercyjnych. Tu jednak musimy wrócić do wymagającego nowelizacji Prawa prasowego.

Propozycja nowelizacji autorstwa Kukiz’15 to zaledwie wykreślenie jednego słowa: „samorządowa”. Tak, to Prawo prasowe i żadne inne daje organizacjom samorządowym legitymację do wydawania własnej prasy. Ustawy samorządowe zakazują im prowadzenia działalności naruszającej zasadę pomocniczości, a więc robienie tego wszystkiego, co już się dzieje, „o ile inne przepisy nie stanowią inaczej”. I właśnie w tym zastrzeżeniu jest pies pogrzebany, bo inaczej stanowi owo stare i złe Prawo prasowe, które daje organizacjom samorządowym prawo do wydawania prasy.

Obowiązujące przepisy są od lat różnie interpretowane przez różne Regionalne Izby Obrachunkowe, których zadaniem jest kontrolowanie finansów samorządowych. RIO w Łodzi i we Wrocławiu wydały opinię, że władze lokalne nie mogą wydawać gazet, w każdym razie płatnych, rynkowych, ani sprzedawać w nich reklam przedsiębiorcom. Za to RIO w Opolu powołując się właśnie na Prawo prasowe, stwierdziła, że mogą być takim samym wydawcą prasy jak każdy inny. Gdyby wykreślić to jedno słowo „samorządowe” w Prawie prasowym, jak proponuje Kukiz’15, udałoby się zrobić trochę porządku w tej materii.

Tylko czy przedstawicie władzy lokalnej nie znajdą sposobu na obejście takiego zakazu? Przypuszczam, że mogą popsuć wiele dobrych, niezależnych gazet lokalnych nadmiarem opiekuńczości, większym uzależnieniem ich redakcji od gminnych dotacji i rozpieszczaniem dziennikarzy. Pieniądze to też niebezpieczny knebel. Kto wie, czy nie gorszy od głupich przepisów.

Ewa Barlik
w latach 2005-2014 była dyrektorem biura Stowarzyszenia Gazet Lokalnych

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl