Łotewskie i estońskie media, publiczne i prywatne, działają w szczególnym kontekście politycznym, jaki tworzy przeszłość i teraźniejszość obu państw, muszących sobie radzić z obecnością znacznej mniejszości rosyjskojęzycznej. Polska powinna ten kontekst dostrzec.

   Projekt Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, pozwalający poznać media krajów Trójmorza i zdobyć kontakty w tamtejszych dziennikarskich środowiskach, ma ogromną wartość. Dziennikarze z sąsiadujących albo bliskich państw wiedzą niewiele o swojej pracy, o warunkach – także prawnych – w jakich ją wykonują, a więc nie wiedzą również, jak mogą sobie nawzajem pomagać. Spotkania przy okazji oficjalnych zjazdów i kongresów to za mało.

   Podróż na Łotwę i do Estonii pozwoliła dostrzec specyfikę obu rynków. Mniejszość rosyjskojęzyczna na Łotwie jest największa w krajach bałtyckich – sięga jednej trzeciej ogółu ludności i jest politycznie niemal całkowicie zjednoczona. W Estonii jest to nieco mniej – niespełna 30 proc. W dodatku tam mieszkańcy, posługujący się językiem rosyjskim, nie jednoczą się pod jednym politycznym sztandarem.

   Czy nam się to podoba czy nie, pokaźne mniejszości rosyjskojęzyczne w obu krajach, w połączeniu z ich położeniem na najdalej wysuniętej flance wschodniej NATO, powodują, że również media odgrywają tam rolę strategiczną. Nie są tylko mediami, są również instrumentem oddziaływania na obywateli, tworzenia i propagowania określonych poglądów – nie partyjnych czy nawet nie politycznych – od tego dziennikarze w tych krajach bardzo zdecydowanie się odżegnują – ale strategicznych. Mówiąc najogólniej – chodzi o to, czy te państwa mają należeć do Wschodu czy do Zachodu, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

   Bardzo aktywna jest tu strona rosyjska, która inwestuje przede wszystkim we własną telewizję. Naczelnym indoktrynatorem jest Pierwszy Kanał Bałtycki (Pierwyj Bałtijskij Kanał), który może sobie pozwolić na tworzenie i kupowanie bardzo atrakcyjnej wizualnie treści, a ma też dostęp do produkcji rosyjskiej telewizji państwowej. W żaden sposób nie jest w stanie z nim konkurować łotewska telewizja publiczna, nie tylko z powodów językowych, ale też dlatego, że dysponuje bardzo skromnym budżetem rzędu 15 mln euro rocznie.

   O sytuacji tej instytucji daje pojęcie wizyta w jej siedzibie w Rydze. Wieżowiec, z którego górnych pięter roztacza się imponujący widok na stolicę kraju, sprawia wrażenie żywcem przeniesionego z końca lat 80. W windach (wciąż jeżdżą) lampka z oznaczeniem parteru ma jeszcze rosyjską literę „p”.

   O wiele lepiej, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wygląda sytuacja w Estonii. Siedziba estońskiego radia i telewizji (obie instytucje są od lat połączone) jest przyjemniejsza, nowocześniejsza i przyjaźniejsza niż siedziby polskich mediów publicznych. Rządzi skandynawski styl: dużo drewna, przytulne newsroomy, komfort. Budżet łączny radia i telewizji jest ponad dwukrotnie większy niż budżet telewizji łotewskiej. Estończycy stworzyli też w 2015 roku kanał telewizyjny po rosyjsku – ETV+, ten jednak nie odniósł sukcesu. Ogląda go zaledwie około 20 tys. osób. Niedawno odwołano jego dotychczasową szefową, Darię Saar, można jednak mieć wątpliwości, czy sama zmiana kierownictwa podniesie wyniki oglądalności. Bardzo dobrze radzi sobie natomiast publiczne rosyjskojęzyczne radio estońskie, istniejące od 1993 roku i gromadzące przed głośnikami 200 tys. osób. Jego redaktorzy twierdzą, że to dlatego, iż rosyjskie stacje nie nadają niczego poza muzyką, podczas gdy ich stacja to także informacje i publicystyka, w tym kulturalna.

   Gdzie tu rola dla polskich mediów publicznych?

   Dobrze byłoby, gdyby miały one w krajach bałtyckich choćby współpracowników (bo na stałych korespondentów liczyć zapewne nie ma co, skoro dziś pozostawiono ich jedynie w Waszyngtonie, Brukseli i Berlinie). I na Łotwie, i w Estonii mieszka jednak wielu Polaków, wśród których prawdopodobnie bez problemu znaleźliby się odpowiedni kandydaci.

   Przede wszystkim jednak trzeba sobie uświadomić, że mamy do czynienia nie z sytuacją czysto rynkową, ale strategiczną, dotyczącą naszego jak najdosłowniej pojmowanego bezpieczeństwa. Kontrolowane przez Rosję media mają ogromne możliwości oddziaływania na mniejszości rosyjskojęzyczne w państwach bałtyckich. Po pierwsze – poprzez fałszywki informacyjne lub po prostu przemilczanie niektórych faktów. To groźna metoda w krajach, gdzie wspomniane mniejszości dzieli medialny mur i nawet jeśli miejscowe media będą daną informację prostować lub po prostu przekazywać, do odbiorców rosyjskojęzycznych to i tak nie dotrze. Po drugie – poprzez stopniowe kształtowanie nastrojów, na przykład dotyczących obecności wojsk NATO. Metody wcale nie są prymitywne – wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z dyskretnym oddziaływaniem psychologicznym. Choćby poprzez atrakcyjnie zrobione seriale historyczne, wyposażone we wszystko, co dobry serial powinien mieć, a więc wątek romansowy, sensacyjny, efekty specjalne i tak dalej, pokazujące bohaterskich żołnierzy sowieckich, oswobadzających dzisiejsze bałtyckie republiki. To, wbrew pozorom, również rodzaj wojny hybrydowej, choć na razie w bardzo łagodnej postaci.

   Mediom publicznym Łotwy czy Estonii trudno jest z tym walczyć w pojedynkę, a bardzo pomogłoby im uatrakcyjnienie przekazu. Przegrywają bowiem po prostu dlatego, że rosyjskie stacje mają atrakcyjniejszą ofertę. Skoro polskie telewizja i radio są pod kontrolą państwa i w gruncie rzeczy funkcjonują za jego pieniądze (by wspomnieć niespełna miliardową pożyczkę dla mediów publicznych), może należałoby pomyśleć o zasileniu publicznych mediów łotewskich i estońskich polskimi produkcjami za symboliczną cenę? Aby uniknąć problemów prawnych (forma prawna, w jakiej funkcjonują polskie media publiczne, wymusza kierowanie się regułami rynkowymi w takich sytuacjach) można sobie wyobrazić, że tego typu program współpracy będzie dofinansowywany z budżetu choćby MSZ. To byłaby naprawdę inwestycja w polskie bezpieczeństwo. Jedynym warunkiem jest, żeby polskie państwo zadziałało tak jak działa choćby państwo niemieckie – potraktowało własne instytucje jako system spójnych instrumentów, a nie jako oddzielne podmioty, z których każdy realizuje własne interesy.

Łukasz Warzecha

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl