Po wybuchu afery Komisji Nadzoru Finansowego jego nazwisko praktycznie nie pojawiło się przy sprawie. Zaledwie przemknęło przez jeden, czy dwa tygodniki. Mignęło w TVP Info. A przecież nazwisko Mariusza Zielke jest niezwykle ważne w kontekście afer na rynku finansowym.

   Były dziennikarz śledczy Mariusz Zielke już w 2011 r. w pierwszym polskim thrillerze finansowym „Wyrok” opisał nadużycia na polskim rynku kapitałowym.

   – Uważano, że przesadzam przedstawiając patologie. Chyba nagrania rozmowy Marka Chrzanowskiego z Leszkiem Czarneckim rozwiały wątpliwości nawet największych niedowiarków – mówi Mariusz Zielke. – Skoro „Wyrok” jest wciąż aktualny, to znaczy, że politycy nie skorzystali z moich przestróg – dodaje z żalem.

   Nie wiem czy politycy czytali tę powieść. Ale chętnie sięgają po nią czytelnicy. Kupiło ją ponad 20 tysięcy osób. Egzemplarze, które widziałem w bibliotekach świadczą, że powieść cieszy się dużą popularnością. A do tego trzeba dodać jeszcze tysiące pobrań powieści z sieci.

   Kiedyś Zielke to ceniony dziennikarz śledczy „Pulsu Biznesu”. W 2005 r. otrzymał nagrodę Grand Press za tekst o zmowach na Giełdzie Papierów Wartościowych. Książki zaczął pisać przez przypadek. Po tym jak stracił pracę w „Pulsie Biznesu”.      

   – Czas pracy w tej gazecie do dziś uważam za jeden z najlepszych w moim życiu. To była praca w najlepszym zespole, ze świetnymi ludźmi. Niestety, dopadła nas ekonomia. Władzę w firmie przejął audytor finansowy. Moje teksty śledcze schowano do szuflady, zaproponowano mi niższą pensję i zajęcie się inną tematyką. Dlatego musiałem odejść. Ale nie należy tego traktować czarno-biało, jako jakieś żale, że usunięto mnie, bo publikowałem niewygodne materiały. To bardziej skomplikowana sytuacja i ja trochę rozumiem wydawcę-finansistę, dla niego byłem tylko mało piszącym, za rzadko publikującym dziennikarzem, który dodatkowo stwarza ryzyka procesowe. Ekonomicznie nieuzasadnionym kosztem – tłumaczy Zielke.

   Stworzona przez niego Niezależna Gazeta Internetowa (www.ngi24.pl) nominowana do nagrody Grand Press jako pierwsze medium internetowe w historii tego wyróżnienia, nie wypaliła. Nie było reklamodawców. Mariusz Zielke postanowił wykorzystać zdobytą przez 10 lat pracy w dziennikarstwie wiedzę na temat rynku finansowego i świata polskiej finansjery. Efektem był „Wyrok”. Później spod jego pióra wyszły kolejne świetne tytuły, mocno osadzone w polskiej rzeczywistości. „Sędzia”, „Człowiek, który musiał umrzeć”, „Nienawiść” to niektóre z jego książek doskonale oddające uwikłania polityczno-biznesowe współczesnej Polski. Zielke nie mógł wielu rzeczy opisać korzystając z warsztatu reporterskiego, wybrał więc powieści. Wyszło bardzo dobrze. Z każdym kolejnym tytułem jest coraz lepiej i zawsze zaskakująco.

   Mariusz Zielke mógłby dalej być dziennikarzem. Wiedza, doświadczenie, umiejętność prostego wytłumaczenia trudnych tematów sprawiają, że powinien być profesjonalistą, o którego biją się wydawcy i naczelni nie tylko pism ekonomicznych. Tak się jednak nie dzieje. Zielke praktycznie nie istnieje. Nie ma dla niego miejsca w mediach. Cały czas jednak podkreśla, że w każdej sytuacji warto być dobrym dziennikarzem.

   – Dobry dziennikarz to taki, który stara się jak najlepiej wykonywać swoją pracę, cały czas jest między młotem a kowadłem. Tkwi między wiernością prawdzie a interesami gazety, w której pracuje. Gazeta ma reklamodawców. Oni finansują jej istnienie, ale i mają swoje interesy. Wydawca nie powie wprost dziennikarzowi, że jego tekst naruszający interesy reklamodawcy się nie ukaże, ale postara się zablokować tekst. Wymyśli tysiąc powodów – śmieje się Zielke. Jest zdania, że właściciele mediów starają się mieć wszystko pod kontrolą. Media postrzegają przez pryzmat przynoszącego duże zyski biznesu. Nie ma w nim miejsca na dziennikarstwo, które opisuje rzetelnie wszystkie strony sporu, stara się bez emocji przedstawić o co chodzi i nie jest głosem w politycznej nawalance.

   - Najgorzej dla wydawcy gazety, jeżeli stajesz się nieprzewidywalny, czyli bez konsultowania z szefami wykonujesz swoją pracę najlepiej jak umiesz. Możesz wtedy wykonać ruch, który będzie nie do zaakceptowania, bo zaszkodzi finansowym czy politycznym interesom wydawców – wyjaśnia autor „Wyroku”. I dodaje: - Pracownik nieprzewidywalny jest odstawiany na boczny tor .

   O takim dziennikarzu nikt już nie chce pamiętać. Nikt nie chce z nim rozmawiać. A jak komuś to przyjdzie do głowy, zaraz przywołają go do porządku głosy „rozsądku”: ze świrem będziesz rozmawiał?

   Niekompatybilność dziennikarzy z interesami wydawców to nie jedyny niebezpieczeństwo, jakie czyha na reporterów. Dziennikarza łatwo zablokować procesami. Mariusz Zielke ostrzegał przed nadużyciami na rynku finansowym nie tylko w powieści. Zanim ukazał się „Wyrok”, na łamach ngi24.pl napisał, że Marek Falenta, który pojawił się w aferze taśmowej, kieruje spółką Electus pomimo wyroków sądowych. Ówczesne prawo nie pozwalało na to. Kierowana przez Falentę spółka miała wyemitować obligacje. Dziennikarz opisał sprawę, poinformował KNF, emisję obligacji zablokowano.

   - Falenta wytoczył mi pięć procesów. Chciał miliona złotych odszkodowania za uniemożliwienie emisji akcji – wspomina Zielke. To był dla niego trudny czas. Trzy lata udowadniał w sądach, że napisał prawdę. - Jednego dnia musiałem zeznawać w Gdańsku, a na drugi dzień stawić się przed sądem w Lubinie – wspomina. Wszystkie sprawy zakończyły się wygraną Mariusza Zielke. KNF zareagował na swój sposób. „Ukarał” Electus publicznym poinformowaniem, że spółka złamała prawo.

   - Wtedy zrozumiałem, że nadzór nad rynkiem finansowym w Polsce jest pozorny. Obserwujemy działania pozorowane, które nie chronią obywateli przed przestępstwami. Nadzór bankowy jest bardzo ważny. KNF kontroluje rynek warty ponad 3 biliony złotych! - podkreśla Zielke.

   Mariusz Zielke nie kryje rozczarowania, że nie posłuchano jego ostrzeżeń. Gdyby tak się stało, może nie byłoby afery Amber Gold, GetBack i wielu innych przestępstw na rynku finansowym, w których Polacy tracą swoje oszczędności.

   - Obecna afera KNF pokazuje, że ustalone standardy polegające na działaniu na szkodę uczestników rynku cały czas obowiązują. Obywatel nie jest w tym wszystkim istotny. Liczy się ukrywanie problemów. Problemy cały czas istnieją i występują w tak poważnej sprawie, jak GetBack. Zaczęły się nie dzisiaj, ale 10 lat temu – przekonuje były dziennikarz. 

   Mariusz Zielke nie traci nadziei, że ktoś w końcu na poważnie zajmie się nadzorem na rynku finansowym. Zamierza dalej pisać powieści. W marcu ma się ukazać kolejna. O powrocie do dziennikarstwa nic nie mówi. Ale nigdy nie wiadomo, co się może w życiu zdarzyć.

Tomasz Plaskota

Od redakcji: Autor tekstu jest dziennikarzem portalu wPolityce.pl.

Mariusz Zielke, fot. Piotr Waniorek, Żelazna Studio

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl