De mortuis nil nisi bene – powiada jedno z najstarszych powiedzeń o greckim jeszcze rodowodzie. „O zmarłych tylko dobrze”. Nie ma problemu, jeżeli mówimy o osobie prywatnej, o krewnym, znajomym, przyjacielu. Problem pojawia się, gdy mowa o osobie publicznej. Taki problem ma dzisiaj ze śp. Pawłem Adamowiczem z pewnością część dziennikarzy, zwłaszcza tych, którzy chcą swoje zajęcie wykonywać rzetelnie i nie biorą udziału w propagandowych zmaganiach. Ci ostatni mają łatwiej, ale mogą mieć kłopoty z patrzeniem w lustro.

   Paweł Adamowicz zginął w tragicznych okolicznościach i faktycznie na służbie. Co budujące, zdecydowana większość mediów, niezależnie od politycznej orientacji, w czasie między zabójstwem a pogrzebem prezydenta Gdańska zachowywała się odpowiednio. Nie zagłębiano się w polityczną przeszłość śp. Pawła Adamowicza, poprzestano na przypominaniu go głównie jako człowieka. Niektórzy – pomińmy miłosiernym milczeniem nazwiska – nie zdzierżyli, ale niech to świadczy o nich.

   Lecz czas żałoby się skończył, zmarły tragicznie prezydent spoczął w gdańskiej bazylice, a życie musi się toczyć dalej. Co to ma oznaczać dla dziennikarzy? Zasada de mortuis nil nisi bene nie może oczywiście zostać zaakceptowana w przypadku osób publicznych. Owszem, w wielu przypadkach – na przykład w tym – słuszne wydaje się trzymanie się jej również przez dziennikarzy w czasie przed pogrzebem. Lecz co dalej?

   Trudno sobie wyobrazić, żeby skasować z pamięci, także dziennikarskiej, polityczną przeszłość śp. Pawła Adamowicza, szczególnie że mogłoby to służyć jednej stronie konfliktu politycznego. Mówiąc w największym skrócie – Paweł Adamowicz był z jakichś  przyczyn na tyle dużym problemem dla Platformy Obywatelskiej, że postanowiła wystawić w Gdańsku kontrkandydata, Jarosława Wałęsę. Przyczyny tej decyzji są istotne dla zrozumienia polityki nie tylko w Gdańsku, ale i w Polsce. Nie można więc godzić się na to, żeby politycy PO próbowali wykasować z publicznej pamięci tamtą sytuację oraz fakt, że w trakcie kampanii w październiku 2018 roku sami wysuwali przeciwko ówczesnemu prezydentowi Gdańska ciężkie oskarżenia.

   Czas między śmiercią a pogrzebem ma swoje prawa. Jeśli Grzegorz Schetyna albo Donald Tusk wspominali zmarłego tak, jakby był ich najbliższym również politycznym przyjacielem – mieli wówczas do tego prawo. Tak zresztą przez długi czas było. Jeśli jednak będą nadal, po pogrzebie zamordowanego prezydenta, próbowali podtrzymywać iluzję, że nie było żadnych różnic, dziennikarze mają pełne prawo przypominać, że to nieprawda.

   Wydaje się, że jeśli traktuje się swoją dziennikarską misję poważnie, nie powinno tu być problemu. Jasne jest, że osoba publiczna ma swoją publiczną, w tym wypadku polityczną historię, która ma znaczenie, podlega komentarzom, ocenom, analizom. Nie jest żadnym „hejtem” ani szarganiem pamięci zmarłego przypominanie o tej przeszłości czy ocenianie jej negatywnie. Tym, którzy będą tak twierdzić – a którzy, co nie zaskakujące, będą się zapewne w większości rekrutować z grona wspierających obecną opozycję – warto przypomnieć, jak traktowano medialnie śp. Lecha Kaczyńskiego po jego tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiej. Roztrząsanie jego politycznego dziedzictwa zaczęło się jeszcze przed pogrzebem, bo przecież już samo jego miejsce wzbudziło sprzeciw. Potem ruszyło pełną parą i trwa do dzisiaj. I dobrze – dziennikarze, publicyści i analitycy mają do tego prawo. Mówimy o prezydencie Polski, który wywarł swój wpływ i ten wpływ jest wciąż odczuwalny. Nie tylko można, ale nawet trzeba analizować, także bardzo krytycznie, jego polityczną karierę, decyzje, strategie. Lecz to samo dotyczy każdej osoby publicznej, w tym śp. Pawła Adamowicza.

Jedno wydaje się ważne: żeby zachować tu zdrowy rozsądek i mądry umiar. Żeby – jak to robi Kościół – oddzielać człowieka od jego czynów. Można od dziennikarzy wymagać, żeby szanowali śp. Pawła Adamowicza – człowieka. Nikt nie może od nich natomiast oczekiwać, że zapomną o jego politycznej przeszłości i tym samym o politycznej przeszłości Gdańska z ostatnich 20 lat. Przeciwnie – każdy powinien oczekiwać, że będą ją relacjonować rzetelnie, bez zacięcia, z poszanowaniem pamięci zmarłego, ale też bez taryfy ulgowej tam, gdzie w grę wchodzą sprawy publiczne.

Łukasz Warzecha

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl