Do zadania tego pytania sprowokował mnie artykuł Eryka Mistewicza „Co straciliśmy w dziennikarstwie?” zamieszczony w 10. numerze pisma „Wszystko Co Najważniejsze”. Mistewicz stawia kilka tez, które krótko streszczę.

Po pierwsze, brakuje obecnie czasu, brakuje refleksji, by pomyśleć nad tekstem. Dziś refleksja opóźnia proces publikacji. Stała się niepotrzebna. Odchodzi w zapomnienie, pojawiają się uproszczenia i błędy spowodowane tempem pracy i brakiem namysłu nad wypowiedzią.

Po drugie, napisać możemy wszystko i nie bierzemy za to odpowiedzialności. Polska władza publiczna nie traktuje mediów jako elementu rozwoju społecznego podwyższania jakości wspólnoty, za którą jest wszakże odpowiedzialna – pisze Mistewicz. Trudno się nie zgodzić.

Po trzecie, jesteśmy medialnie zaściankowi, nie interesuje nas szerszy świat, świat globalny, w którym żyjemy. Wynosimy ideologię ponad prawdę. Używamy informacji z zagranicy po to, żeby stawiać wygodne dla nas, krajowe tezy. Wykorzystujemy je propagandowo, nieprzyzwoicie, ze szkodą dla prawdy. Po czwarte, dziennikarz nie jest w cenie, dziennikarstwo jest coraz bardziej zdehumanizowane, zdepersonalizowane. Dziennikarze tworzą teksty na podstawie Twittera, przeklejają treści podane przez innych.

Jak nigdy wcześniej, niemal w stu procentach zgadzam się Z Erykiem Mistewiczem. Zawód dziennikarski zabijany jest przez materiały przeklejane z innych mediów, dostarczane przez partie polityczne, agencje PR, wyspecjalizowane firmy biznesmenów, lobbujące na rzecz ich interesów. Poszukiwania własne w realnym świecie zamieniły się w poszukiwania materiałów w sieci. Ogarnął mnie pusty śmiech, ale zarazem zmieszany z przerażeniem, że nagrodę w jednym z wielu konkursów dziennikarskich otrzymał „reporter” za „reportaż” o mieście, w którym nigdy nie był. Nie poleciał na miejsce, nie porozmawiał z mieszkańcami tego miasta, tylko siadł za klawiaturą i napisał na podstawie tego, co znalazł w Internecie. A jurorom to wystarczyło…

Brakuje czasu… To może lepiej pomilczeć. Może najlepiej nie tweetować o zbiórce po zabójstwie Pawła Adamowicza, że w „trumie już 11 mln, a teraz kurs na europarlament”. Co ma jedno z drugim wspólnego? Ma, bo tworzy skojarzenia zbiórki z walką polityczną. Odbiera szlachetność intencji i pokazuje niegodziwość zbiórki. I to wystarczy, aby zamieszać w kotle. Jak nazwać taki wpis? Po prostu, jeśli ktoś pyta o mowę nienawiści, to ma przykład.

Po drugie, możemy napisać wszystko i nie bierzemy za to odpowiedzialności, a jeśli ktoś się tym oburzy, to można go wydrwić i znieważyć. Można udawać, że białe jest czarne, a czarne białe. Można nie zauważyć mowy nienawiści tam, gdzie ona rozkwita. W TVP animacja Barbary Pieli z Owsiakiem, który „odkłada sobie pieniądze z akcji WOŚP na bok”, to hejt, satyra prymitywna aż do bólu, obskurantyzm i odwoływanie się do najobrzydliwszych emocji. Na szczęście tego typu nienawistna wobec Owsiaka i WOŚP mowa nie zatrzymała wielkiej akcji społecznej solidarności.

Kolejna sprawa. Jesteśmy tak zajęci swoimi, naszymi, krajowymi sprawami, że nie widzimy dalej niż czubek własnego nosa. Oczywiście, nasze sprawy są dla nas najważniejsze, to zrozumiałe, ale jeśli nie będziemy wiedzieli, co naprawdę (a nie z przekazow propagandowych TVP) dzieje się we Francji, w Niemczech, na Bliskim Wschodzie, czy w Wenezueli, to nie zrozumiemy ani świata, ani siebie. Rzeczy i fakty powstają i znaczą wyłącznie w kontekstach. Nasze zaściankowe, pseudonarodowe podejście do wydarzeń światowych zamyka nam drogę do naprawy naszej rzeczywistości. Dlatego będziemy powtarzać banialuki o przyszłości energetycznej kraju opartej na złożach polskiego węgla, nie bacząc na to, że już dziś lepiej siedzieć w polskich domach niż wychodzić na dwór, by oddychać zatrutym powietrzem.

Nasze dziennikarstwo – pisze Mistewicz – jest odhumanizowane i zdepersonalizowane. A ja myślę, że jest przede wszystkim stadne i nadmiernie spolityzowane. Niewielu jest dziennikarzy faktycznie mających szeroką perspektywę patrzenia na świat i potrafiących dostrzegać łączliwość procesów światowych z polskimi. Ale są reportażyści klasy na przykład Wojciecha Jagielskiego czy Wojciecha Góreckiego, którzy „ogarniają” więcej. Pora, żebyśmy zobaczyli – o co apeluje Eryk Mistewicz – że poza Europą jest jeszcze Afryka, Azja, Ameryka Południowa, Australia i wyspy Pacyfiku i wiele innych krain i lądów oprócz Polski. Dla nas – mam wrażenie – całym światem stał się Twitter i wzajemne połajanki i plotki kto, kogo, z kim i po co. Może w planie minimum warto odrzucić czasem łatwą pokusę skorzystania z mediów społecznościowych i porozmawiać z informatorem face to face.

Dobre dziennikarstwo przetrwa, nie mam co do tego wątpliwości, bo jest wielu niezależnych, oryginalnych i rzetelnych dziennikarzy. Ale też nie mam wątpliwości, że coraz więcej będzie tekstów zapożyczonych, skompilowanych, banalnych, błahych i niewartych, by je czytać.

Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl