Rada programowa TVP zaapelowała do KRRiT, by ta przyznała publicznej telewizji więcej abonamentowych pieniędzy w roku 2016. Niby to ładnie, ale odwracając sytuację to rada zaapelowała, żeby przyznać mniej pieniędzy publicznemu radiu, a to już mniej ładnie.

Tego typu apele to właściwie rytualne zachowania rad programowych mediów publicznych. Te „radiowe” apelują o przyznanie większej kasy „ich” rozgłośni czyli de facto mniejszej kasy innym rozgłośniom i TVP. Dość śmieszne, ale i straszne, bo w przyszłym roku abonamentowa kołdra będzie jeszcze krótsza niż w roku bieżącym. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dwie trzecie składu każdej z tych rad programowych pochodzi właściwie bezpośrednio z nadania partii parlamentarnych. KRRIT jedynie wręcza powołania w skład rady. To oznacza, że nad brakiem kasy lamentują przedstawiciele partii, które od lat nie zrobiły nic, by uchwalić skuteczny sposób finansowania mediów publicznych. I tak rok w rok.

Podczas debaty „Media publiczne – między jakością a wynikami” przewodniczący KRRiT Jan Dworak powiedział, że publiczne media potrzebują uniezależnienia od polityków i przyzwoitego finansowania. No i ja się z panem przewodniczącym oczywiście zgadzam, tylko, że to właśnie za dzisiejszą KRRiT stoi koalicja, która ani w jednej, ani w drugiej sprawie przez 8 lat nic nie zrobiła. Jak na ironię w debacie wzięła też udział minister kultury Małgorzata Omilanowska, która stwierdziła, że „wprowadzenie nowego sposobu finansowania mediów publicznych to jest decyzja polityczna”. Oczywiście, że tak i właśnie dlatego o to zaniechanie mam pretensję do polityków. Szczególnie tych u władzy. Teraz i poprzednio.

O ile jednak obecną koalicję cechował (jak to ładnie ujął b. minister kultury Bogdan Zdrojewski) „brak woli politycznej” o tyle obecnie opozycyjna, a jutro może rządząca partia zapowiada, że woli politycznej ma wystarczająco dużo i obiecuje zmiany. Nawet dość radykalne. Np. chce zamienić medialne spółki skarbu państwa w instytucje kultury. (Szefów nowych instytucji miałby powoływać minister kultury.) No i taka zmiana mogłaby być nawet urocza i budzić spore nadzieje, gdyby… gdyby nie obawa, że likwidacja medialnych spółek i powołanie w ich miejsce instytucji kultury może posłużyć nie tyle podniesieniu ich jakości, co po prostu łatwemu, szybkiemu i zgodnemu z prawem usunięciu niechcianych ludzi.

            PiS obiecuje też skuteczne rozwiązanie sprawy finansowania mediów. Niestety rozpatruje w tej kwestii dwa sposoby: finansowanie z opłaty abonamentowej lub z budżetu. Nie wiadomo więc o co chodzi, bo każdy z tych sposobów implikuje absolutnie różne następstwa. Powszechna opłata abonamentowa daje mediom publicznym szansę na stabilne i przewidywalne finansowanie, natomiast finansowanie z budżetu żadnej przewidywalności nie gwarantuje, a nawet wręcz przeciwnie. Gwarantuje coroczne parlamentarne boje i wpisanie kasy na media do ogólnej puli politycznych sejmowych targów.

            Tak więc jesienią być może pożegnamy się z partią „braku woli politycznej” i przywitamy się z partią, która „woli politycznej” ma aż nadmiar, ale nie wiadomo co będzie wolała zrobić.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl