Sąd zwolnił z tajemnicy dziennikarskiej Piotra Nisztora, Sylwestra Latkowskiego, Cezarego Gmyza i Wojciecha Czuchnowskiego. Na sdp.pl obszernie to już skomentowali Ewa Łosińska i Marek Palczewski, więc tylko jedna drobna uwaga.

Otóż sąd uznał, że „nie doprecyzowano w trakcie przesłuchań, czy osoby dostarczając opublikowanych informacji zastrzegły nieujawnienie swoich danych”. Nie wiem jakich dowodów oczekuje w tej sprawie Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ, ale ja proponuję zażądania od czwórki dziennikarzy dostarczenia oświadczeń informatorów stwierdzających, że przekazali informacje zastrzegając sobie anonimowość, ale podpisanych imieniem i nazwiskiem. Najlepiej z adresem do korespondencji, żeby sąd nie miał problemów z ich wezwaniem.

Dokładnie odwrotną sytuację mieliśmy z ks. Charamsą. Ten obiecał kilku mediom jednocześnie wywiad na wyłączność i nie tylko nie chciał zachowania anonimowości, ale nawet dołączył do danych osobowych informację o orientacji seksualnej. Sprawy są różne, ale wniosek podobny. Zanim opublikuje się dostarczone anonimowo podsłuchane rozmowy ministrów lub opublikuje wywiad z napraszającym się o to, a pozostającym przez lata w cieniu swojego biurka watykańskim urzędnikiem należy zadać sobie pytanie; „Ale o co właściwie chodzi?”. Od dawna wiadomo, że kto pyta nie błądzi. Od teraz wiadomo, że kto nie pyta ten budzi się z ręką w nocniku.

Historia z ks. (niektórzy piszą „panem”) Charamsą zaowocowała jeszcze jedną zabawną anegdotką. Otóż tygodnik „wSieci” umieścił na okładce zdjęcie prezydenta Andrzeja Dudy z Michelle i Barackiem Obamami. Miało ono dowodzić, że „Polska wstaje z kolan. Prezydent Duda podbija świat”. Okładka stała się obiektem kpin internautów, bo takie same zdjęcia z pierwszą parą USA zrobili sobie wszyscy uczestnicy ONZ-towskiego szczytu. „WSieci” bronił Michał Karnowski: „Autorami tych żartów są ci, którzy próbują odwrócić uwagę od kłopotów z własnymi okładkami z panem Charamsą”. Celna odpowiedź! Trochę w stylu: „A w Ameryce to biją Murzynów”.

Ostatnio wielokrotnie dochodziło do awantur o tygodnikowe okładki. Odnosiłem wręcz wrażenie, że teksty wewnątrz zaczynają już być jakimś nieomal zbędnym dodatkiem do tego komiksowego lansu. Mam nadzieję, że miniony tydzień spuścił nieco powietrza z tego naddmuchanego balonu. Kto okładką wojuje tego czasem okładka ośmiesza. Tak na marginesie to wirtualnemedia.pl podliczyły, że od początku roku (chyba 39 tygodni) Andrzej Duda był na okładce „wSieci” 13 razy (słownie trzynaście).

Jednak chyba najbardziej niezrozumiałym dla mnie wydarzeniem tygodnia była informacja znaleziona w „Gazecie Wyborczej”: „40 drukarzy i wydawców prasy podziemnej z czasów PRL występuje ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Powód: Wojciech Borowik, prezes SWS, który przyczynił się do zwolnienia Ewy Wanat z szefowania publicznemu RDC, łamie ideały opozycji demokratycznej”. Trochę się zdziwiłem, że niezadowoleni z zachowania prezesa członkowie stowarzyszenia po prostu go nie wymienią, ale założyłem, że widocznie nie mieli wymaganej większości. Jednak kilka akapitów dalej znalazłem informację, że „zaraz po wyrzuceniu z pracy szefowej RDC SWS podjęło uchwałę, w której stwierdza, że <<uznanie przez Zarząd RDC wpisu za argument uzasadniający dyscyplinarne zwolnienie z pracy uważamy za niedopuszczalny, ponieważ godzi to w wolność słowa>>. Pod uchwałą podpisał się... Borowik, który w innym wcieleniu - jako szef rady RDC - chciał zwolnienia Wanat.”

Świat mediów i wolnego słowa jest pełen zjawisk niezrozumiałych.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl