W zeszłą sobotę w auli Politechniki Warszawskiej odbył się XVII Charytatywny Bal Dziennikarzy. Jak sama nazwa wskazuje, z przeznaczeniem na zbożne cele licytowano różne rzeczy m.in. za 100 tys. zł prezes T-mobile wylicytował dzień na nartach z prezydentem Andrzejem Dudą.

            Niektórzy uważają, że dziennikarze (jako gospodarze, a nie goście) nie powinni bawić się w towarzystwie polityków. Inni uznają, że charytatywny cel uświęca takie spotkania przy muzyce i alkoholu. Licytacja „nart z prezydentem” rzuca na ten spór nowe światło.

            Celem licytacji jest oczywiście uzyskanie jak najwyższej sumy. Doszło do 100 tys. zł i organizatorzy są ty niezwykle ucieszeni (w sumie zebrano 250 tys.). Jednak na tym poziomie licytują jedynie biznesmeni i tak dziennikarze, którzy mają pilnować cnoty polityków i biznesmenów oraz ich kontaktów pośredniczą w… charytatywno - polityczno – biznesowym spotkaniu. Ot taki świat, w którym wszystko jest na sprzedaż. Oczywiście w zbożnym celu.

            A teraz z innej beczki. W udzielonym wirtualnymmediom.pl wywiadzie prezes SDP Krzysztof Skowroński tak mówił o rekomendacjach Stowarzyszenia na stanowiska szefów regionalnych mediów publicznych: „poprosiliśmy oddziały SDP o konsultacje. Mamy pewną wiedzę, listę osób, które mogą pokierować lokalnymi mediami. Wiemy, że to są dziennikarze, a to daje gwarancję, że nie będzie tam już politycznego układu”. Oj, dobrze by było, ale przecież właśnie jedni dziennikarze rozstali się (niekoniecznie z własnej woli) z mediami publicznymi z powodu swoich poglądów, a inni z powodu swoich poglądów znaleźli tam właśnie zatrudnienie.

            Tu i teraz samo bycie dziennikarzem nie gwarantuje nieobecności „politycznego układu”. Dziennikarskie środowisko, jak i spora część Polski, która w ogóle polityką się interesuje podzieliła się na wrogie plemiona i raczej się to z dnia na dzień nie zmieni. Skowroński udzielił kiedyś swojego nazwiska „Marszowi w obronie wolności słowa” organizowanego przez PiS, a Jarosław Kurski stał się twarzą demonstracji KOD. Jedni nie chcą być gośćmi TV Trwam (jeśli ich tam w ogóle zaproszą), a inni (ostatnio Tomasz Machała i Seweryn Blumsztajn) nie chcą być gośćmi TVP (chociaż ich tam zapraszają). Wolimy sobie siedzieć we własnym plemiennym kręgu i wtedy możemy do spodu opowiadać jakim „czarnym ludem” i „żelaznym wilkiem” jest to drugie plemię, które z zaproszenia nie skorzystało, albo którego woleliśmy na własne salony nie wpuszczać, bo nie uchodzi.

            Do TVP wraca od marca „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego. Dyrektor telewizyjnej Jedynki zapowiadając powrót audycji powiedział: „<<Warto rozmawiać>> będzie miało formułę znaną z brytyjskiej izby gmin, dyskutować będą dwie strony”. Nic dodać nic ująć. Jak mają się spotkać „dwie strony” i „dyskutować” to trzeba się odwołać do tradycji brytyjskiej, bo w naszej dorobiliśmy się jedynie monologu lub ustawki.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl