Od dawna chciałem przypodobać się rządowi. Czekałem ponad osiem lat na okazję, by zrobić to z przekonania. Aż pojawił się minister, o którym miło mówić. Cóż to za postać! Antoni Macierewicz. Nie potrafię ocenić go jako polityka, lecz podoba mi się jako dzieło sztuki narracyjnej. 

Nie oczekujcie od krytyka filmowego, żeby znał się na wojskowości. Natomiast nieco zna się na dramacie. Życiorys obecnego szefa MON jest materiałem na scenariusz filmu o współczesnej Polsce i to najwyższej próby. Główny szlachetny bohater fabuły wyrasta z prawdziwego harcerstwa a nie czerwonego. Widać po nim, jaka to była szkoła moralna i obywatelska, gdy stworzył KOR, żeby pomagać prześladowanym robotnikom po buncie w Radomiu w czerwcu 1976.

I co za przemiana bohatera, nieodłączna od dobrego scenariusza! W młodości miłośnik komunistycznego rewolucjonisty Guevary, a w wieku dojrzałym zostaje konserwatystą. Pojawia się w punktach zwrotnych polskiej historii: demaskuje tajnych donosicieli SB na sławnym posiedzeniu Sejmu w 1992 roku. Ma ważny udział w rozwiązaniu WSI, w dużej mierze rosyjskiej agentury w roku 2006. Po Smoleńsku tworzy parlamentarny zespół w roku 2010 w celu wyjaśnienia tragedii, tropiąc zaniechania rządu i zdrady. Wytrzymuje kampanię szyderstw płatnych kłamców i nie cofa się. A teraz będzie jednym z głównych graczy na szczycie NATO w Warszawie o przełomowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Apoteoza herosa? Jeszcze nie.

Zapewne jest postacią kryształową pod względem osobistej uczciwości. Ale to się źle ogląda w kinie. Dobry scenarzysta musi taką postać otoczyć Polakami gorszego sortu, niech rzucą nań cień podejrzenia, z którego się oczyszcza. To próba charakteru i brudne tło dla blasku, jaki rzuca wokół. No i proszę, ktoś w górze to napisał! Tylko spójrzcie:

15 czerwca Antoni Macierewicz uzyskał na naradzie ministrów w Brukseli obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Przekonał zagranicznych kolegów, że Rosja stanowi dziś największe zagrożenie dla świata. Trzy dni później napadła na niego Gazeta Wyborcza dętym oskarżeniem. Wkrótce potem PO zażądała dymisji szefa MON na dwa tygodnie przed szczytem warszawskim NATO. Oczywiście do dymisji nie dojdzie, gdyż opozycja nie ma większości w Sejmie. Jednak udało się wrogom osłabić pozycję ministra obrony narodowej w dalszych rozmowach o bezpieczeństwie kraju. To jest ich autodemaskacja. Jednak moim zdaniem nie mamy do czynienia ze zdradą a tylko z zaślepieniem.

Czy ci ludzie nie wiedzą, co czynią? Nie, dlatego, że siły wyższe obsadziły ich w rolach dramatu o wywyższeniu cnoty nad występkiem. Atakujący Macierewicza dziennikarz Gazety był jeszcze oseskiem, gdy ten tworzył KOR. Potem wytarzał się w heroinowym nałogu. Wolno o tym mówić, ponieważ sam opowiedział publicznie ze szczegółami, gdy prawdziwy heros nie musiał brać używek dla haju. Teraz pierwszy politykier PO „czy te oczy mogą kłamać” żąda dymisji bohatera. Bankster nowoczesny jak zwykle coś bredzi. I czy partia wyspecjalizowana w sprzedajności będzie żądać ustąpienia nieprzekupnego ministra? Zaś wniosek ma uzasadnić w Sejmie dyżurny szaleniec sceny politycznej. Ten scenariusz jest chyba za gęsty od mocnych efektów.

Spójrzcie na siebie z boku komiczni koalicjanci. Kim wy jesteście przy Macierewiczu?

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl