Wróciłem właśnie z  Konferencji Telefonów Zaufania z  Szeged na Węgrzech. Jako rzecznik prasowy reprezentowałem Olsztyński Telefon Zaufania „Anonimowy Przyjaciel”. Jedyna placówka w Polsce działająca całą dobę. Jak wiadomo zajmują się one, przede wszystkim, prewencją suicydalną, łagodzeniem napięć emocjonalnych, zmniejszaniem objawów depresji u osób na nią cierpiących. Samobójstwa i ich przyczyny, to sprawy o których przede wszystkim rozmawiamy. Polacy i Węgrzy ściśle współpracują na tym polu. Niezmiernie ważna jest wymiana doświadczeń. Węgry nie są już krajem przodującym w suicydalnej statystyce. W przeliczeniu na 100.000 mieszkańców samobójstwo popełnia obecnie co 20 Węgier. W ciągu 20 lat jest to spadek o jedną piątą. W Polsce jest, niestety, tendencja rosnąca. Z około 4 tys. skutecznych, samobójczych przypadków 3  lata  temu do ponad 6 tys. w  2014 r. I znowu statystycznie jest to 17 przypadków na 100.000 mieszkańców każdego roku. Czyli, niestety, jesteśmy teraz blisko, coraz bliżej Węgrów.  Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo ma to związek z tym, co teraz Anno Domini 2016 przeżywają Węgrzy.
W ramach wymiany doświadczeń po prostu zaprzyjaźniamy się. Opowiadamy także o kulturze kraju, wydarzeniach, historii.  O zachowaniach społecznych. O nastrojach. Wszystko to bowiem może mieć wpływ na zachowania suicydalne, a  nawet na wzrost liczby samobójstw.


Poeta i dziennikarz Istvan Eersi pisał: „Ktokolwiek chce zrozumieć Węgry musi znaleźć odpowiedź na pytanie, będące jedną wielką tajemnicą: jak to jest, że w ogóle kraj ten istnieje?...żaden naród nie doświadczył tylu klęsk, co Węgrzy”.
Uczucie, że jest się ofiarą historii, utrwaliło się w psychice węgierskiej. Po co im był ten nieszczęsny sojusz z Hitlerem?
-Na Węgrzech istnieje do dziś niestety kult samobójstwa-podkreśla Andras Szekely, Prezydent Stowarzyszenia Telefonów udzielających pomocy w sytuacjach kryzysowych, hot-line gorąca linia). Szczególnie dotyczy to południowych obszarów państwa, czyli  puszty (Węgrzy wymawiają pusta). Tam jest wiele porozrzucanych gospodarstw, nazywanych z węgierska tanya (wymowa: tanja). Ich mieszkańcy przez bardzo długie okresy zdani są  wyłącznie na siebie. Praktycznie bez żadnej pomocy z  zewnątrz, często bez możliwości rozmowy z drugim człowiekiem. Takie życie w samotności dobija.  Telewizor i radio, to nie drugi człowiek.  Po prostu bardzo trudno  wytrzymać samemu.  Nie ma się komu wyżalić. Nie wszyscy chcą  rozmawiać przez telefon. Przede wszystkim chcą  z  żywą  osobą.  A  tu nie ma z kim.  Nadzieja na jakąkolwiek zmianę  gwałtownie spada. A jak nie ma nadziei, to i nie ma sensu życia. I w takiej sytuacji  wielu, niestety, wydaje się, że jedynym wyjściem jest targnięcie się na własne życie. I to robią, bo nikt nie jest w stanie ich zatrzymać.  Bo są  sami i gdzieś daleko.

-Mój ojciec pochodzi właśnie ze wsi w rejonie puszty z  Asotthalom-dodaje Katalin Szelne-Papdi, koordynatorka pracy linii  116 123 w Szeged, telefonu-pomocy w  trudnych sytuacjach życiowych. -  I tam jest niestety ta zła tradycja kończenia ze sobą, kiedy coś się nie powiodło, kiedy coś się nie udaje, kiedy coś nie wychodzi. I kiedy jest się bardzo, bardzo samotnym. I nie widać skąd by mogła nadejść jakakolwiek pomoc.

-Nasi poeci, czy publicyści piszą po prostu prawdę-dodaje.- Węgrom przekręcono kręgosłup w okresie, gdy zawarto Traktat w  Tranion w 1920 r. Od „zawsze” w ich skład wchodziły tereny dzisiejszej Słowacji zwane „Górnymi Węgrami”. W Bratysławie odbywały się koronacje węgierskich królów. Od średniowiecza do Węgier należały Siedmiogród, Chorwacja oraz Baczka i Wojwodina – obecnie część Serbii. Po zawarciu traktatu w Trianon Węgry utraciły dwie trzecie dawnego terytorium, stały się małym krajem bez dostępu do morza. Miliony Węgrów znalazło się na terenie Rumunii czy Czechosłowacji jako mniejszość. Ustalenia czerwca 1920 r. były ciosem dla Węgrów. Przez kilkanaście następnych lat flagi narodowe na Węgrzech opuszczono do połowy masztu jak podczas żałoby narodowej. W szkołach przed lekcjami, dzieci odmawiały modlitwę o powrót „Wielkich Węgier”.

-Mieliśmy morze i góry-mówi dalej.-A  tu nam wszystko zabrano.  To, że  Orban nadał węgierskie obywatelstwo wszystkim na utraconych terytoriach niewiele zmieniło.  Węgrzy mają żal. Są pesymistycznie nastawieni do życia. I to prawie sto lat, po zawarciu tego  traktatu. Taka jest niestety prawda.

-Gorsze pustki w węgierskiej duszy wywołał ustrój komunistyczny-podkreśla.- Zabrano nam  wszystko, nawet  wiarę.  Bo jak wiem w Polsce można było chodzić do kościoła. A na Węgrzech nie.  To znaczy, kościołów nie zamykano. Ale nikt nie mógł być aktywnym katolikiem. Kto poszedł na mszę w niedzielę, tego natychmiast spotykały sankcje. Gorzej jeszcze traktowano księży. Zmuszano ich do kolaboracji i donosicielstwa.  Jeśli któryś się z tym nie zgadzał, od razu zamykano go do więzienia.  Wszyscy byli mocno sterroryzowani.  Ale komunizm  przyzwyczaił też  ludzi do łatwego życia.

Dodam, do życia, gdzie nie trzeba było walczyć. O nic walczyć. Wystarczyło  skończenie  szkoły, czy studiów. Praca była praktycznie dla  każdego.  I tak trzeba było dożyć  do emerytury. I dalej święty spokój.

-Odbija się to nawet, te złe duchy czerwonych czasów, na współczesnej młodzieży-mówi Katalin.-Tak, uczą się studiują, ale nie widzą w tym sensu.  I  znowu ten przejaw braku walki  o coś, o idee,  lepszy świat. A gdzie tam! Jak najwięcej narkotyków, kompletny bezsens. Niedawno do mnie do domu  zaprosiłam 20 studentów, koleżanki i kolegów mojej córki Boroka. Miało być fajne, młodzieżowe party.  Ale  bezsens  przebijał z  rozmów tych młodych ludzi. Z  jednej strony  samobójstw  jest mniej.  Ale a drugiej wciąż się  zdarzają.  Najgorsze w tym jest to, że w tych tak młodych ludziach nie ma perspektyw, nie ma nadziei.  Naprawdę bardzo się boję, co z nimi będzie!

Arthur Koestler tak sumował te wszystkie obawy i sprzeczności w myślach i wyobrażeniach Węgrów o samych sobie, pisząc: „Bycie Węgrem to zbiorowa neuroza”.



            /-/  Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl