Co zrobić, kiedy się przegrało wybory? I trzeba być opozycją, czy się chce, czy nie. Czy nie  warto pokazać tego, co się dobrego (właśnie nie w ogóle co się robiło, ale  dobrego) dokonało na rzecz  społeczeństwa?  I  pokazać  figę  tym wygranym. Niech się wzorują na naszych osiągnięciach. Bo to my im stworzyliśmy podstawy do skutecznego działania po przegranych wyborach. Czyli to nie zasługa rządzących w obecnej chwili, ale nas, którzy teraz są w opozycji.  A zanim się władza  rozkręci, zanim  wykona coś na swoje konto, to my się znów „dorwiemy do żłoba” w następnych wyborach i będziemy robili dalej to, co dobre i co tylko kontynuowała tamta strona. I dopiero wtedy pokażemy tym, którzy  odeszli od władzy, że i tak my się liczyliśmy, czy tylko my się liczymy. Bo my wiemy jak robić dobrą politykę.

Sen zgnuśniałego polityka? Czy możliwy scenariusz, co robić, gdy się utraciło władzę?

Tak, to piękny sen, ale pod jednym warunkiem. Takim, że przegrywający wybory mają rzeczywiście się do czego odwołać.  Przede wszystkim do swoich niezaprzeczalnych osiągnięć.  Oczywiście, że takowe trzeba mieć.  Ale poza tym  koniecznie należy też przeprowadzić własny audyt,  bo  to  swoje „dobroczynne”  działanie pokazać.  Pisałem o tym już kilkakrotnie na stronie sdp.pl, iż (p)oważna (o)pozycja nie dokonała jakiegokolwiek audytu na koniec kadencji. Nie, i już!  Choć na pewno  dobry marketing polityczny właśnie to z pewnością podpowiadał. I albo nie mają dobrych marketingowców i wciąż ich szukają. Jak widać robią to z marnym skutkiem. Albo, no...nie było po co podsumowywać swojej kadencji, gdyż nie było się czym pochwalić ? Jak się niewiele  zrobiło, a już niewiele tego dobrego na rzecz społeczeństwa,  to  jak  widać pat całkowity!

Kto inny  wygrał  wybory, ma zdecydowaną większość!  W  parlamencie poza krzykami, nic nie zawojujemy! To chyba stąd  szukanie „sensacji politycznych” w  rodzaju, iż w  sierpniu, a najdalej we  wrześniu w Polsce  zapanuje „dyktatura”, jakiś  „zamach stanu”, o czym także wielokrotnie pisałem. Dzisiejsza opozycja zamiast szukania legalnych i demokratycznych sposobów działania, czy mądrego i skutecznego przeciwstawiania się obecnej władzy, szuka  czegoś populistycznego, wyrazistego, co  porazi  społeczeństwo (stąd  takie krzykliwe tytuły prasowe zapowiadające  apokalipsę w Polsce, co jakoś nie nadchodzi, mimo takich gorących życzeń.  Może z powodów „życzeniowych”  ta  opozycja jest taka słaba i nie potrafi być realną przeciwwagą rządzącej większości.  A  to naprawdę szkoda.  Znów  opozycja nie będzie mogła się pochwalić, na koniec kadencji obecnych władz, co naprawdę zrobiła. Zmiany w Polsce zauważyli i oceniają zagraniczni dziennikarze. We wtorek (25.10.2015) minął rok od zwycięstwa partii Jarosława Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych - przypomina autor artykułu w opiniotwórczej "Die Welt":

„Dzień przed rocznicą koncern Volkswagena otworzył swoje drugie już zakłady w Polsce. Inwestycja we Wrześni ma wartość 800 mln euro. Powstanie tam też ponad 2 tys. nowych miejsc pracy. „Die Welt” informuje o podobnej inwestycji koncernu Daimlera na Dolnym Śląsku i zaznacza, że „wszystkie te inwestycje byłyby prawie nie do pomyślenia, gdyby nie poprzednie rządy” tworzące „dobre, a przede wszystkim prawne ramy” dla tych inwestycji.

Autor artykułu zatytułowanego "Piąty podział Polski" (czyżby nawiązywał do trzech zaborów w XVIII wieku i tego czwartego dokonanego przez Niemcy i Związek Radziecki w 1939 r.?) zauważa, że „rządzący konserwatyści wprawdzie nie przepadają szczególnie za zagranicznymi inwestorami, ale dobrze wiedzą, że, mówiąc językiem marksistów, pod społeczną nadbudową musi zostać stworzona baza”. Dlatego nowe zakłady zostały pochwalone przez polskiego ministra gospodarki.

Tymczasem premier Beata Szydło jeździ po kraju ogłaszając wielki program mieszkaniowy. Jak zauważa „Die Welt”, PiS zrealizował już jeden ze swoich flagowych projektów. W kwietniu wprowadzono zasiłek 500+ na drugie i każde kolejne dziecko. Dla wszystkich źle opłacanych pracowników jest to, w opinii gazety, sygnał, żeby wrócić na łono rodziny. Gazeta informuje o tylko ośmioprocentowym poziomie bezrobocia w Polsce, najniższym od przełomu w 1989 roku.

Według dziennika, ta nowa polityka potwierdza tylko stare powiedzenie, że w demokracji zmieniają się regularnie dwie partie: pierwsza to "partia zaciskania pasa", a druga to "partia św. Mikołaja". "W kraju naszego sąsiada rządzili dotąd prawie zawsze ci, którzy zaciskali pasa” - pisze ukazująca się w Berlinie opiniotwórcza gazeta. „Die Welt” przypomina w tym kontekście "terapię szokową" Balcerowicza oraz liberałów pod wodzą Donalda Tuska podkreślających, że Polska jest krajem na dorobku. Po nich przyszła kolej na „partię św. Mikołaja" - ocenia gazeta.

Jak pisze dziennik, inaczej niż po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych na Węgrzech w 2010 roku partii Fidesz Viktora Orbana, „partia PiS Jarosława Kaczyńskiego, jej duchowa siostra”, zastała w 2015 roku kraj w pełni rozwoju gospodarczego – z niskim poziomem inflacji i "jak na miarę UE" stosunkowo niskim zadłużeniem.

„Die Welt” przypomina, że PiS zarzucał swoim poprzednikom w kampanii wyborczej „w bezprecedensowy demagogiczny sposób”, że zamienili "Polskę w ruinę". Z tych ruin, zauważa dziennik, PiS będzie jeszcze długo czerpał korzyści.

Tymczasem „gospodarka wyemancypowała się od politycznych zawirowań”. Tym tłumaczy „Die Welt” fakt, że niemieccy inwestorzy nie zniechęcili się w swych działaniach zmianą sytuacji politycznej. „Fundamenty kraju są przypuszczalnie bardziej stabilne, niż przekonują nas o tym polityczne burze”.

Jeżeli  to budowa na dotychczasowych korzeniach, to dlaczego taka „wściekła”  krytyka  programu 500+, czy wielkiego programu mieszkaniowego?  Jak widać obecna opozycja takich programów nie zdołała wprowadzić w życie, mimo, że jak-pisze „Die Welt” podkład został zrobiony za poprzedniej władzy.  

A  ta poprzednia władza zamiast uciekać się do demokratycznych instytucji i je popierać w  opozycyjnych działaniach, robi coś  odwrotnego. Dziennikarz z  tej silnej, opozycyjnej gazety odwołuje się głośno do „pełzającego autokratyzmu” w Polsce. Co ma to oznaczać?  Ano chyba to, że rządzący prawie z każdym dniem chcą, czy nawet  rozmontowują demokratyczne instytucje. Gdzie i jak ?  A tego już nie wiadomo. A  jeżeli chodzi już o „pełzanie”, to czy nie mamy do czynienia z „pełzającą antydemokracją” w Polsce.  A  skąd  nagle  te  fundacje i stowarzyszenia wspierane przez instytucje, czy  spółki Skarbu Państwa? I przekazywanie im wiele milionów  złotych. Naprawdę aż  tyle było szkoleń i aż  tyle  wygranych konkursów?  Fundacji i stowarzyszeń jest w Polsce ponad  100.000.  Ale  aktywnych (uwaga aktywnych!) 80.000.  Dużo, czy mało?  A  dlaczego państwo „wyróżniało”  akurat te kilka? A może  to powinno być  zawarte w audycie minionej władzy, a może dlatego go nie było?  Bo jeśli wszystko było OK, to  dlaczego takie informacje pokazały się teraz, a nie wcześniej?  Czy nie były  to „złote grupy powiązań i wzajemnego wsparcia”, którym tak żal  utraconej władzy (czytaj:  wielkich  wpływów z państwowej kasy).  Czy nie  jest  teraz  zaskakujące, że  nie  tylko tworzy się Komitet Obrony Demokracji i  występuje co i ruch w mediach w jego obronie?  Po co ? Jak demokracja nie została naruszona,  nie ma zamachu stanu, a ni dyktatury, to KOD  jest niepotrzebny.  I  chyba stąd  jego  naturalne słabnięcie?  A już niedługo zaniknie?  A  nie. Co to, to nie.  Jak nie będzie KODu, to będą inne komitety. Trzeba  dokładać  władzy.  Polska ma  szansę przekształcić się w  „Polskę  komitetów”, jak w tej niedawnej, niesławnej już i  przekazanej do śmietnika, historii.

I co gorsza teraz afera goni aferę, bo „tamci”  rządzący nie szanowali prawa. Teraz nagle odkryta dzika reprywatyzacja. I ten nagły zwrot w sprawie kamienicy męża Pani Prezydent Warszawy. Ona sama złożyła wniosek do Samorządowego Kolegium Odwoławczego o wznowienie postępowania co do zwrotu kamienicy przy ul. Noakowskiego 16. Część tej nieruchomości została w 2003 roku zwrócona mężowi prezydent stolicy.

A Prezydent Warszawy napisała w piśmie do SKO, że postępowania zakończone decyzją zwrotową z 2003 r. "mogły zostać przeprowadzone na podstawie dokumentów, co do których istnieje możliwość, iż zostały sfałszowane".

Ciekawe?! „Mogły” i „sfałszowane”? I tak oświadcza prawniczka. Ciekawe kiedy stało się to wtedy oczywiste: czy już wtedy, czy dopiero teraz? I czy wtedy nie był to początek „pełzającego łamania demokracji”?

Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl