Dyskusja po tym wywiadzie rozpaliła mnóstwo osób. I wiele różnych środowisk. Bo nie tylko opublikowano go w prasie, jako wywiad. „Poleciało” to i w „telewizorze” i to w momencie największej oglądalności. Zaraz po połowie października rozgorzała ostra dyskusja na temat aborcji.  A  szczególnie po złożeniu  projektu ustawy o ograniczeniu możliwości jej legalności.  A  ponieważ protesty były  graniczące z anarchią na ulicach, rządzący  szybko się z nich wycofali.  Projektu nie ma w Sejmie, nic nie jest obecnie procedowane.  Temat zamknięty. I już. Ale  różne środowiska podchwyciły wiatr w żagle.  I najpierw  był tak zwany „czarny protest” (prostujące głównie panie poprzebierały się na czarno), a niedługo potem tzw. parasolkowy.  I ten aborcyjny krzyk na pewno nie wyczerpał swojego protestacyjnego potencjału.  A  szczególnie, że można  przecież „przywalić” rządowi, manifestacje aborcyjne łączą się z politycznymi.  No  bo  ta słabiutka opozycja  potrzebuje „paliwka”, a  to aborcyjne jak znalazł.  Skoro (p)oważna (o)pozycja nie ma  sama  właściwych pomysłów (niestety, to widać jak na dłoni), to każda  okazja, nawet  ta  aborcyjna  jest jak znalazł !  Tym  różnym specjalistom z bożej łaski  wydaje się, że  robienie polityki, to wychodzenie na ulicy i  krzyczenie.  Panowie coś nie tak.  Weźcie się za poważny PR, bo śmiech ogarnia coraz szersze  rzesze  społeczeństwa.  I  krąg  popierających się zawęża.  To sami przegrani, którzy chcieliby odwetu, ale kompletnie nie wiedzą jak to zrobić?   Wasze  środowisko polityczne, to sami przegrani!  Czyżby oznaka jak zakończą się następne wybory parlamentarne?  Poza  tym, ci  co przegrali mają  w  sobie  „ujemny potencjał”. Już niczego nowego nie wymyślą.  Już  tylko równia pochyła i wstyd przed kolejną przegraną?!

I w tym całym  szumie aborcyjno-politycznym, w  tym błotku na ekranie telewizora pojawia się młoda kobieta z  dwójką dzieci i oświadcza bez  żadnych ogródek:

-Tak, byłam w trzeciej, przypadkowej ciąży. Ale zdecydowałam się na usunięcie płodu. Bo z partnerem mamy 60-metrowe mieszkanie. A  to za mało na to, by mieć troje dzieci.

I co? I już!  Mieszkanie jest za małe, choć obecnie na osobę po 15  metrów. Z  trójką dzieci będzie po 12 metrów?!  Czyli właściwie te 3 (sic!)  metry kwadratowe  zadecydowały, że  młoda kobieta, mająca  wszelkie możliwości by być kolejny raz by stać się szczęśliwą mamą, rezygnuje właśnie dla tych 3 metrów kwadratowych! Nie tylko smutne, ale naprawdę tragiczne i dramatyczne.  A  dramatu  było więcej, bo w  „telewizyjnym„  wykonaniu był to wstrząs.

Nic  zatem dziwnego, że środowiska „pro life” i zbliżone do nich  od  razu to  wykorzystały. Bo nie chodzi tylko o podstawy do decyzji, by nie mieć dziecka, ale o to z jaką „brutalną mentalną siłą”  do  tej aborcji doszło. Żadnych uczuć, żadnej refleksji. Nie mam 3 metrów kwadratowych, nie chcę (tak, nie chcę) mieć kolejnego dziecka.

Ale jeszcze ciekawsze są  komentarze do tego dramatu.

Karolina Korwin Piotrowska specjalnie dla portalu „o2” napisała:

„Natalia Przybysz udzieliła wywiadu, który rozgrzał do czerwoności wszystkich. Który udowodnił, że czasem można powiedzieć o dwa zdania za dużo. Nawet, gdy ma się bardzo dobre intencje…

To jest cholernie mocny wywiad. Szczery do bólu i prawdziwy. Czytanie o tym, jak kobiecie, która chce pozbyć się ciąży, lekarz świadomie sugeruje tabletki na wrzody, jest jak horror.

-Nie mogę nic zrobić, ale jeśli się uda pani kupić takie tabletki, to wtedy możemy porozmawiać - mówi lekarz.

Tak do kobiety, która chce zrobić aborcje, mówi lekarz z dyplomem. To jest Europa, to jest Polska, XXI wiek. Jakby jej ciało było miejscem samozwańczych eksperymentów medycznych. Kiedy to nie pomaga, a organizm jest coraz bardziej wyniszczony lekami, bohaterka wywiadu jedzie specjalnym autobusem za granicę do kliniki na Słowacji. Tam w kilka minut, dosłownie pięć, po dziecku nie ma śladu. Płaci tysiąc złotych.

 

Jest czysto, miło, ciepło - czytamy i dodaje - No, ta dziewczyna…To znaczy ja. Czuję wielką ulgę. Nagle cieszysz się wszystkim w swoim życiu, tym, co masz.

A potem zdanie, które mogło być zakończeniem tej rozmowy:

Czułam się jakbym była jedyną kobietą w Polsce, która to kiedykolwiek zrobiła. Ja i te trzy dziewczyny, które siedziały ze mną w busie jadącym na Słowację.

To jest sama w sobie wstrząsająca opowieść. O kobiecie, która chciała mieć wybór. Dowód na to, że jeśli kobieta nie chce dziecka, to nikt jej nie zmusi do jego urodzenia, o pokochaniu nie wspomnę. Ta rozmowa pokazuje straszną prawdę o tym, jak samotna jest kobieta w Polsce, która dziecka nie chce, że jest zmuszana do działania wbrew sobie, swemu zdrowiu i prawu.

Obok Marii Czubaszek, Natalia Przybysz to jedyna osoba publiczna, która otwarcie mówi o tym, że zrobiła aborcję. Nagle w oczy kole fragment z początku rozmowy o tym:

To historia o aborcji. I o uczuciach. O wpadce. Trafiła się ludziom dorosłym, rodzicom dwójki dzieci, którzy już mają jakąś wizję swojego życia. Ich historia po tych wielu latach razem zaczyna się jakoś kleić, zgadzać, jest im dobrze. Nie chcą teraz niczego zmieniać, zaczynać od początku. Podejmują decyzję, że nie wchodzą w tę nową historię. Nie chcą bezwładnie unosić się w życiu tylko na tym, co przynosi los. (...) Nie chcą wracać do pieluch. Nie chcą szukać większego mieszkania teraz.

Chciałoby się powiedzieć, że istnieje coś takiego jak antykoncepcja, nawet jeśli do poczęcia dochodzi podczas snu, bo o tym dowiadujemy się na koniec. Matka dwójki dzieci powinna to wiedzieć. Powinna wiedzieć, że są tabletki, spirala, różne rodzaje terapii hormonalnej… Chciałoby się powiedzieć, że może warto było się zastanowić, autoryzując wywiad, że większość czytających zrozumie, iż piosenkarka nie chciała tego dziecka, bo burzyło jej ułożony świat i nie chciało się jej szukać większego mieszkania, więc owe tabletki na wrzody przyjęła dość bezmyślnie jako rozwiązanie problemu.

Chciałoby się powiedzieć, że wiele osób, jak na przykład ja, nigdy nie przyszłoby na świat, gdyby moja matka zastanawiała się nad wielkością mieszkania…”.

I ta sama autorka pisze dalej:

To mogła być świetna rozmowa. Mocna i mądra, ale jej efekt jest argumentem dla tych, którzy uważają, że kobiety traktują aborcję jako fanaberię i środek antykoncepcyjny oraz robią ją z czystego egoizmu. Bo tak jest w opisywanym przypadku. Przecież padają tam takie słowa:

Ja naprawdę nie chciałam tego dziecka. Nie widziałam się znów w pieleszach domowych, w pieluchach. Mój narzeczony jest wspaniałym ojcem i cudownie zajmuje się naszymi dziećmi, ale nie chciałam mu już tego dokładać. Ja bardzo często wyjeżdżam, taką mam pracę, koncertuję, często nie ma mnie w domu”.

I  kometarze do tego wywiadu, bo te mówią najwięcej:

„Obawiam się też, że tutaj nikt przed publikacją zaślepiony, jaki to mamy super wywiad, nie przeczytał go na zimno. Z wyobraźnią na temat tego, co może on wywołać. Ostatnio ktoś mnie zapytał, jak uniknąć medialnych wpadek w wywiadach. Odpowiedziałam, że wywiad po przeczytaniu trzeba odłożyć, następnego dnia przeczytać na chłodno i dać też koniecznie do przeczytania komuś spoza kręgu przyjaciół, znajomych oraz klakierów. Oceny mają prawo być miażdżące i powinny dać do myślenia i spowodować przeredagowanie wypowiedzi albo nawet wstrzymać jej publikację”.

No proszę: jaka jest recepta?  1.przeczytać go na zimno, 2. odłożyć do następnego dnia, 3.przeczytać na chłodno, 4.dać do przeczytania spoza kręgu przyjaciół, znajomych oraz klakierów.

Mało recept?

„Czasem trzeba wyjść ze swojej cudnej, izolującej od normalnego świata bańki. Przybysz mówi przecież:

Ja, która przecież mam pieniądze, dostęp do informacji, padłam ofiarą tego systemu i dałam się zmasakrować psychicznie i fizycznie.

Czyli wyjście spod klosza przydałoby się na pewno. Inaczej mamy potem opowieści o oświeceniu po lewatywie czy balerinach za 60 zeta albo pokonaniu depresji dietą. Czasem trzeba myśleć. Celebryta, osoba znana, ma ogromną moc. Jest więc niesłychanie ważne, by nie używał jej głupio. Tu nikt tego nie zrobił. Nikt nie pomyślał. Trzeba przewidzieć, a tutaj to było naprawdę łatwe, jak będzie zinterpretowany przez wszystkich przeciwników czarnego protestu. Bo ten wywiad w obecnej formie dał oręż wrogom czarnego protestu, dał jakby na zamówienie. Jest dla konserwatystów jak prezent na Boże Narodzenie. Jak spełnienie ich gorących modlitw”

No proszę: 1.celebryta ma ogromną moc, 2.nikt nie pomyślał, 3.trzeba przewidzieć, a tu jest to łatwe, 4.jak będzie zinterpretowany przez przeciwników czarnego protestu?, 5.dał oręż wrogom, jakby na zamówienie.

I dalej autorka „o.2” pisze:

„Pokazuje kobietę, która nie chce dziecka, bo jej przeszkadza w życiu, karierze i nie ma wystarczającego mieszkania, a poza tym, pojawiają się absurdalne, ale nośne medialnie w niektórych kręgach, zarzuty, że przy okazji promuje też swoją nową płytę. Ta rozmowa rozpoczęła, mimo dobrych intencji, modelowy polski horror i zniweczyła to, co udało się zrobić, czyli wykreować obraz mocnej, mądrej kobiety, dziewczyny, koleżanki, matki, która ma prawo walczyć o swoje ciało, o to, że nie chce urodzić dziecka z gwałtu, nieuleczalnie chorego i ma prawo do diagnostyki prenatalnej.

Mamy więc w mediach konserwatywnych obraz kolejnej zepsutej gwiazdy szołbizu, która czuje się na siłach opowiadać o sobie i swoim życiu intymnym publicznie. Ten wywiad będzie zinterpretowany przez wielu jako chęć jedynie bycia na fali i zabłyśnięcia, bycia w mediach za wszelką cenę. Jako kolejny dowód na to, że celebryci powinni jednak czasem milczeć zamiast dawać głos w ważnej sprawie. Szkoda, że tak się stało. Szkoda, że Natalia Przybysz, świetna wokalistka, słyszy o sobie teraz straszne rzeczy zza prawej strony barykady. Niestety - sama to spowodowała”.

A teraz najważniejsze rady dla piszących wywiady:

„Wystarczyło pomyśleć. Wystarczyło inaczej zredagować, może coś jednak wyrzucić, może te kilka zbyt mocnych zdań, zastanowić się nad tym, jak zareagują ludzie, jak zareagują kobiety... Bo nie trzeba od razu, jak kumpelce na kawie, o wszystkim mówić publicznie. Bo to, co powiedziane na kawie ujdzie każdemu, ale to, co zostało powiedziane publicznie, już nie zawsze”.

Po co to motanie i motanie raz jeszcze motanie?  Pani Przybysz powiedziała prawdę.  Tragiczną, ale prawdę!  Czy  sztuczkami pisarskimi mamy ją „chować”? A to, że  mówi przerażające rzeczy, to też druga prawda.  

Ale  autorka „o.2”  sama się odsłania. Bo najbardziej jej chodzi o to, że wywiad stał się kanwą do krytyki. Dlatego zwracam uwagę, że nie sam wywiad, ale prawda nim? A  to poważna różnica, której autorka nie  chce lub nie umie  zauważyć.

Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl