Nie dajmy się na to nabrać. Określenia: „polskie obozy zagłady”, „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie obozy śmierci”, to nie odniesienie „geograficzne”, jak niedawno tłumaczono to w Norwegii, czy we Włoszech. I to nie jest  wyłącznie „przejęzyczenie”, za które można przeprosić i już sprawa załatwiona i „odfajkowana”?

To dużo szersze, a przede wszystkim poważniejsze zagadnienie. Bo nie chodzi przecież o te nieszczęsne obozy.  Ale o to, co w nich Niemcy robili. „Obozy”, to miejsce, gdzie Niemcy realizowali  ideę  ludobójstwa. Holokaust był wymysłem Niemców, to oni ideę tę realizowali. I to Niemcy za to brali pełną odpowiedzialność.  Tylko i wyłącznie odpowiadają  za to Niemcy. Tu nic się nie zmieniło od lat 30-tych, czy od czasu II  wojny światowej.  Nie ma żadnych podstaw ani do dzielenia się odpowiedzialnością za Holokaust z innymi narodami, a przede wszystkim z polskim narodem. Ani tym bardziej do przerzucania tej odpowiedzialności na inne narody, w tym także na Polaków. Nie wiadomo jak „sprytna” polityka historyczna niczego tu nie może zmienić. I niech komuś nie wydaje się, że „może już zapomniano”, „może nadszedł już inny czas”, czy, że „z  perspektywy czasu możemy na to spojrzeć już w  innym świetle”. Nie ma o tym mowy. Holokaust jako najstraszniejsza zbrodnia w dziejach ludzkości  nie może być  zakłamywana. Nikomu nie wolno kłamać w tej sprawie.  I  liczenie  na jakąś  inną  koniunkturę, czy  pojawiające się  wypowiedzi, iż  Polacy, jak w Jedwabnem, w  tym  mogli uczestniczyć, niczego nie zmienia w zasadniczej kwestii  odpowiedzialności narodu niemieckiego (nie tylko  wyodrębnionych hitlerowców) za Holokaust.

Oczywiście  takie próby  „rozmydlania” odpowiedzialności za Holokaust będą wciąż powtarzane i w żadnym wypadku nie można się z tym zgodzić. Niestety nic nie wskazuje na to, iż  zagraniczne media się tym naprawdę przejmują.  Może  nasz polski błąd  polega też na tym, że nie zapraszamy autorów owych fatalnych publikacji (jeżeli się w ogóle podpisali) do  byłych niemieckich obozów koncentracyjnych w  Auschwitz, Birkenau, czy innych  by  sami mogli przekonać się jak było naprawdę.  I jakim straszliwym złem był Holokaust.

Te powyższe uwagi są o  tyle  istotne, że jak podkreślają niemieccy  naukowcy, historia może się cały czas  zmieniać. A  z nią  zapatrywanie na poszczególne zdarzenia.

Jak mówiła na niedawnej, wrześniowej konferencji prof. dr hab. Ruth Leiserowitz, z-ca  dyrektora niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie nawet podkreślała, że jej zawód historyka się zmienia, to co piszą o ważnych i istotnych wydarzeniach historycznych się zmienia i to zależy...uwaga! od  okresów koniunktury na scenie politycznej, a nawet nastawienia i zapotrzebowania społecznego. Wszyscy w tym bierzemy udział poprzez publikowanie książek, występowanie w mediach z różnymi tezami, obrona własnych, atakowanie cudzych poglądów. Pamięć „per se”, jak się wyraziła pani profesor z gruntu jest zafałszowana. Bo należałoby przyjąć, że jest ktoś, kto wie, co było prawidłowe albo jak to było naprawdę. Dziś  historyk inaczej pracuje, przyjmuje odmienne perspektywy i przyjęło się zaniedbywania, czy po prostu opuszczanie pewnych narracji.

Co ciekawe, że na niedawnym spotkaniu ze znanym publicystą z jednego z ogólnopolskich tygodników, niemalże powtórzył to samo.  A mianowicie stwierdził, że trudno powiedzieć, czy w ogóle mamy historię? Skoro  cały czas trwają  badania, nowe dokumenty są ujawniane i tak zwane „opisy historyczne” coraz bardziej różne.  Co prawda publicysta nie powiedział, czy odbiegają i na ile od tego, co już wiemy, ale to nasuwa się samo. Wszystkim, całą historią można zamanipulować (tak, właśnie zamanipulować) powołując się na  „odkryte” albo nie dowody albo co gorsza-co mówi niemiecka pani profesor-zgodnie z koniunkturą na scenie politycznej! Lub nastawieniem i zapotrzebowaniem społecznym!  Na pewno to ostatnie w Niemczech  jest takie, że  Holokaust, to nie tylko niemiecka wina.  Czyli kłamać, kłamać, a może coś się z tego ostanie?

Należy zadać  pytanie. Czy  jest jedna historia? Nie to, że wszyscy oceniają tak samo wszystkie fakty historyczne.  To jest oczywiście niemożliwe i bardzo źle byłoby gdyby tak się stało. Ale ta „jedna”  dotyczy tego, czy jesteśmy pewni niektórych faktów?

Samo przepraszanie  Niemców za te określenia nie wystarczy. Konieczna jest strategia. O tym mówiono w polskim parlamencie.

Polska racja stanu  wymaga by  mówić o tym jak najczęściej i przedstawiać  fakty. Dlatego bardzo dobrze się stało, że  15  listopada  2016  r. w Sejmie odbyła się konferencja  „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie”.

-Pokazywanie prawdy o pamięci XX w. jest inwestycją w pozycję naszego kraju i narodu w przyszłości-mówił wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak. - Walka o prawdę i pamięć dotyczącą okresu drugiej wojny światowej, to nie tylko oddanie hołdu bohaterom XX wieku, ale też element spajający naszą wspólnotę. Pokazywanie prawdy o pamięci XX w. polskim partnerom zagranicznym i przebicie się z tą informacją szerzej jest inwestycją w pozycję naszego kraju i naszego narodu w przyszłości. Mamy świadomość, że klasyczna dyplomacja nie odgrywa tak dużej roli, jak odgrywała na przełomie XIX i aż do połowy XX wieku. Dzisiaj ogromną rolę odgrywają społeczeństwa, które mają realny wpływ na rządzących. Celem naszych działań jest dotarcie do najszerszego grona opinii publicznej. Mamy oddziaływać nie tylko na innych dyplomatów, ale na inne społeczeństwa, na inne kraje, gdzie mamy placówki.

-Robimy to po to, żeby inne społeczeństwa w swoich decyzjach wyborczych, za pośrednictwem mediów, za pośrednictwem swoich decyzji konsumenckich, wpływały na swoje rządy, aby te podejmowały życzliwe dla Polski decyzji. Dużo łatwiej jest założyć, że pomoc ze strony innych narodów przyjdzie, jeśli będziemy w opiniach publicznych tych narodów postrzegani jako wierny sojusznik, który zawsze stawał po stronie dobra i powiedział nie totalitaryzmowi-kończył wiceminister.

-Zwalczanie terminu: ”polskie obozy śmierci” czy „polskie obozy koncentracyjne” wiąże się z powtarzaniem tego terminu- stwierdził Maciej Zdziarski, prezes zarządu Fundacji Instytut Łukasiewicza, organizatora tej konferencji. -Trzeba bardzo cierpliwie, krok po kroku wyjaśniać rzeczywistość historyczną. Trzeba pokazywać szeroki kontekst. Jego zdaniem obecnie trzeba przede wszystkim „definiować sposób zwalczania tego terminu”. To musi być otwarta dyskusja, w której ścierają się poglądy ludzi często nie zgadzających się ze sobą, jeśli wspólnym mianownikiem tej dyskusji jest przekonanie, że tego rodzaju sformułowanie wyrządza Polsce ogromną krzywdę.

-Taka dyskusja to krok w dobrą stronę, jeśli chodzi o budowanie świadomej, wieloelementowej i nastawionej na długi dystans polityki historycznej-stwierdzał. -Niezwykle ważne jest też mówienie o takich postaciach jak Jan Karski, Witold Pilecki, Maksymilian Kolbe i rodzina Ulmów. Należy pokazywać ich w gronie tysięcy przypadków heroicznych postaw Polaków w ratowaniu Żydów. Świadectwem tego heroizmu są choćby drzewka w Yad Vashem.

Prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski ocenił, że: "działalność związana z obroną dobrego imienia Polski jest jednym z elementów bezpieczeństwa narodowego. Ważne jest przejście z dyskursu sentymentalno-patriotycznego na twardy język polityki związany z obecnością Polski w NATO i pozycji Polski w tym traktacie, a także w innych organizacjach międzynarodowych, czy-w ogóle-postrzegania Polski wśród narodów świata. To kwestia kluczowa związana z polską niepodległością.

Prazes M. Świrski zwrócił uwagę no to „jak komunikować polską narrację i polską prawdę”. Powołał się na doświadczenia reprezentowanej przez niego organizacji. „Odwoływanie się do naszej urażonej dumy i mówienie, że to są kłamstwa niewiele daje. Tak naprawdę nikogo nie interesuje polski punkt widzenia. Ludzi interesuje to, jak sami funkcjonują w świecie” – mówił. „Należy posługiwać się w komunikacji do mediów - i w ogóle do świata zachodniego językiem politycznej poprawności dlatego, że jest to w tej chwili jedyny język zrozumiały dla ludzi Zachodu i Stanów Zjednoczonych”.

Z kolei senator PiS, prof. Jan Żaryn zauważył, że prowadzenie polskiej polityki historycznej ma oddziaływać nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim wewnętrznie. „Jako Polacy po 1989 r. zostaliśmy zdominowani przez elity, dla których polskość nie stanowiła wymiaru istotnego”. „Prowadzenie polityki historycznej jest elementem większej strategii, której celem jest przebudowanie elit polskiego narodu, które-prędzej czy później-muszą zbudować taki zestaw osób odpowiedzialnych za wizerunek państwa polskiego, które nie będą się wstydziły państwa polskiego, historii otrzymywanej w krzywym zwierciadle przez obcych, a będą prostowali i dawali świadectwo”.

„Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie”, tę inicjatywę realizuje Instytut Łukasiewicza. Partnerem projektu jest m.in. z Muzeum Historii Polski. Honorowy patronat nad przedsięwzięciem objął Prezydent RP Andrzej Duda.

W ramach projektu uruchomiona została strona internetowa www.jakbylonaprawde.pl. Serwis jest dostępny w trzech wersjach językowych – także po angielsku: www.whatwasthetruth.eu i niemiecku: www.wiewareswirklich.eu.

Bohaterami projektu są byli więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz-Birkenau, Gross-Rosen i Ravensbrück. Strona zawiera również bogato ilustrowane artykuły ukazujące historię II wojny światowej z polskiej perspektywy oraz rozmowy z ekspertami.

Trzeba koniecznie podkreślić, że projekt: „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie” jest odpowiedzią na wciąż pojawiające się w zagranicznych mediach określenia „polskie obozy koncentracyjne”. Tylko w latach 2008-2014 Ministerstwo Spraw Zagranicznych ponad 600 razy interweniowało przeciwko takim sformułowaniom. Pojawiło się ono w mediach aż w 35 krajach.

Instytut Łukasiewicza przygotowuje również pakiet materiałów elektronicznych, który w listopadzie zostanie rozesłany do 300 redakcji w USA, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Organizatorzy wydadzą publikację w trzech językach, która trafi m.in. do miejsc pamięci, muzeów i instytucji zajmujących się upowszechnianiem historii Polski.

 

Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl