Nie płacz, kiedy odjadę – to przebój sylwestra 2016. Oczywiście słowa były nieco inne i śpiewane nie na gali sylwestrowej, tylko w Sejmie przez opozycję, ale reszta się zgadza. Płakać jednak trzeba i z nie z powodu takiej czy innej akcji polityków, lecz nad stanem dziennikarstwa w Polsce. Choć w zasadzie nie o poziom dziennikarstwa mi chodzi, lecz o sposób, w jaki sami siebie traktujemy. A traktujemy siebie bezuczuciowo, nieempatycznie i tumizwisająco. Solidarności już nie ma nawet za grosz.

 

Z TVP i Polskiego Radia w wyniku „dobrej zmiany” odeszło, zwolnionych zostało lub z pracy zrezygnowało 220 dziennikarzy. Miał być pluralizm, został monolizm. Jedna opcja, jedna ideologia, jeden front poparcia, mimo takich czy innych drobnych różnic światopoglądowych.  Oczywiście jest w mediach narodowych nadal wielu profesjonalistów, szkoda tylko, że w tak niewielu programach informacyjnych i publicystycznych zaznacza się odmienny od propisowskiego i prorządowego punkt widzenia. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że prezes-polityk uczynił z TVP telewizję rządową. Nie przekonuje mnie argument używany przez prawicowych wcześniej dziennikarzy a dziś polityków, że z telewizji publicznej w latach 2010-2015 też zostali wyrzuceni niewygodni dla PO dziennikarze. Owszem, zostali wyrzuceni z mediów publicznych, to prawda, w liczbie dwudziestu, trzydziestu kilku, więc nie ma co porównywać skali tych czystek (wtedy też występowałem przeciwko takim działaniom koalicji PO-PSL). Bardziej dotkliwe były rugi poprzez tzw. Leasing team. Pamiętam jednak, że nowa władza miała przywrócić tych wylizingowanych dziennikarzy do pracy. No i, oczywiście, nie przywróciła.

Dziennikarzy zwalnia nie tylko TVP czy Polskie Radio (ale zatrudnia też nowych), zwalnia doświadczonych pracowników Gazeta Wyborcza, zwalniają portale, pozbywa się dziennikarzy prasa regionalna, bo w ogóle nie jest to jakoś szczególnie dobry czas dla mediów. Odchodzą nawet przywódcy związków dziennikarskich w Polskim Radiu i nawet inne związki ich nie bronią, nie mówiąc już o stowarzyszeniach. Nikt już nie broni zwalnianych. Szefowie związków zawodowych bezradnie rozkładają ręce. Po co są, jeśli nic nie potrafią? Jeśli nie potrafią bronić interesów swoich członków? Niech rozwiążą nieskuteczne organizacje albo podadzą się do dymisji. Nie zanosi się wcale na poprawę, bo związki zawodowe zostały spacyfikowane, niepokorni przywódcy pozbawieni pracy, a solidarności środowiskowej już dawno nie ma.

Właśnie dowiedziałem się, że nasz znakomity kolega również zrezygnował z kierowniczego stanowiska. Dlaczego zrezygnował, nie wiem. Wiem jednak, że był świetnym fachowcem, człowiekiem ogromnych zasług. A jednak odszedł z funkcji. Żal mi, że tacy ludzie przestają decydować w mediach narodowych. Kto następny? Czy będziemy kiedyś mieć jeszcze siłę, by szefom i właścicielom wszelkich mediów powiedzieć „dość zwolnień”? Nie płaczcie, kiedy będzie za późno! A późno będzie już wkrótce…

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Marek Palczewski

4 stycznia 2017

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl