„Geniuszem jasnej myśli” nazwał dr Sławomir Cenckiewicz Ignacego Matuszewskiego, niezwykle utalentowanego publicystę, bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego, a w okresie amerykańskim (1941-1946) niezłomnego obrońcę spraw polskich, idącego w swojej publicystyce i działaniach organizacyjnych wbrew Sikorskiemu i jego akolitom, i wbrew także interesom aliantów, co wyraził najlepiej w eseju zatytułowanym Wola Polski. Był nawet zagrożony aresztowaniem, którego żądała dla niego – jak pisze Cenckiewicz – kontrolowana przez Moskwę Amerykańsko-Polska Rada Związków Zawodowych. Skończyło się na ścisłym nadzorze FBI, któremu był poddany do końca życia. Zmarł na zawał serca w 1946 roku.

Sławomir Cenckiewicz, jak pamiętamy, doprowadził do przewiezienia prochów płk. dypl. Ignacego Matuszewskiego do Polski, wraz prochami jego przyjaciela i wieloletniego współpracownika mjr. dypl. Henryka Floyar-Rajchmana. Uroczysty pogrzeb, z wystawieniem trumien w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie i złożeniem ich następnie w kwaterze żołnierzy 1920 roku (obaj uczestniczyli w wojnie polsko-bolszewickiej, a Matuszewski z pewnością – jak przyznawał sam marszałek Piłsudski – w niemałym stopniu przyczynił się do jej wygrania) Cmentarza Wojskowego na Powązkach, odbył się 10 grudnia 2016 roku.

Wszystko to zostało już wielokrotnie opisane, głównie przez prasę patriotyczną. Żaden z autorów tych relacji (z jednym wyjątkiem  Jana Józefa Kasprzyka w „Naszym Dzienniku”), nie napisał jednak ani słowa o tym, że od 1928 roku żoną Ignacego Matuszewskiego była Halina Konopacka, sławna pierwsza polska mistrzyni olimpijska z Amsterdamu w rzucie dyskiem, wielokrotna rekordzistka świata w tej konkurencji. Dzieliła ona życie ze swym mężem nie tylko w latach dobrej sławy i dobrobytu do 1939 roku, lecz do samego końca jego życia, biorąc również czynny udział w niesamowitym przedsięwzięciu, jakim było wywiezienie do Francji 75 ton złota Banku Polskiego we wrześniu 1939 roku. Wikipedia podaje, że Konopacka prowadziła jedną z ciężarówek w tej niebywałej wyprawie przez bombardowaną Polskę, Rumunię, Turcję i Syrię do Francji (z Syrii już drogą morską). Być może była to ciężarówka, ale najprawdopodobniej jednak autobus, gdyż organizatorom tego transportu, Matuszewskiemu i Floyar-Rajchmanowi zabrakło właśnie ciężarówek i drogocenny „towar” wieźli autobusami. Niepodobna zrozumieć, dlaczego w ciągu 27 lat III RP nie powstał na ten temat film, zważywszy, jak świetny scenariusz napisało życie.

Przydała się Konopackiej zaprawa przy kierownicy, jeździła bowiem własnym kabrioletem, a także uprawiała sport automobilowy. No, ale prowadzenie autobusu, w tych szczególnych, wojennych warunkach, to znacznie większe wyzwanie, któremu sprostała, niż udział wyścigach samochodowych.

Warto w kilku słowach przypomnieć sylwetkę tej niezwykłej, uchodzącej za piękność, silnej kobiety, damy przedwojennego sportu i nie tylko. Urodziła się w 1900 roku w Rawie Mazowieckiej, w zamożnej, mieszczańskiej rodzinie, dbającej o wychowanie i wykształcenie dzieci. Studiowała filologię  na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie prężnie działał AZS, w którego barwach później stale występowała. Była sportsmenką wszechstronną, świetnie pływała, nieźle grała w tenisa, w jej sferze bardzo modnego, jeździła na nartach, sezony  zimowe spędzając w Zakopanem, grała w rozgrywkach klubowych w koszykówkę. Rzucała oszczepem, pchała kulą, bijąc także w tych konkurencjach rekordy Polski. Już pierwszy rzut dyskiem, do czego doszło niemal przypadkowo, przyniósł jej rekord kraju. Po treningach, pod opieką francuskiego trenera Maurice’a Baqueta, wielekroć ustanawiała nowe rekordy świata.  W Amsterdamie w 1928 roku, gdzie została zarazem miss Igrzysk, zdobyła złoty medal rzucając dyskiem na odległość 39, 62 m, co było nowym rekordem świata. Wyczyn tym większy, że dokonany w rzęsistym deszczu, nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zdać sobie sprawę, co to znaczy rzucać mokrym, oślizłym dyskiem, wykonując obrót w rozmiękłym kole. Sama o tym później wspominała, nie bez poczucia humoru i dystansu do siebie samej. Królowała jako dyskobolka do 1931 roku, kiedy to oddała palmę pierwszeństwa Jadwidze Wajsównie. Zdobyła 26 tytułów mistrzyni kraju

Była uwielbiana przez kibiców i miłośników jej wielu talentów, nie tylko sportowych. Także bowiem pisała wiersze i malowała, była bardzo elegancka, nazywano ją ozdobą stadionów. Była też przedmiotem westchnień wielu ówczesnych prominentnych panów, nie wyłączając premiera. Wybrała wybitnego dyplomatę i walecznego publicystę, sekundując mu także w trudnych, pełnych zagrożeń latach amerykańskich. W związku z jej udziałem w ratowaniu polskiego skarbu, na emigracji dano jej przydomek „podwójnie złotej”.

Po wojnie trzykrotnie odwiedziła Polskę. Ostatnie lata życia spędziła w Dayton Beach na Florydzie, oddając się ukochanemu malarstwu, malując przeważnie kwiaty, być może podobne do tych, których masę otrzymała po sukcesie na amsterdamskim stadionie olimpijskim. Zmarła na Florydzie 28 stycznia 1989 roku. W październiku roku następnego urna z jej prochami złożona została na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.

Do jej twórczości poetyckiej można wracać lub nie, sama była w stosunku do pisania wierszy zdystansowana, mówiąc, że jednym to przechodzi w młodości, a innym zostaje do końca życia. „Mnie to przeszło – dodała – ale nie wstydzę się tego, co napisałam.” Natomiast tekstami jej męża, zarówno przedwojennymi, jak i z okresu amerykańskiego, powinien zająć się jakiś poważny wydawca i opublikować je w książce. Na pewno duża część z nich zachowała aktualność, jako że geopolityczne położenie Polski od tamtego czasu prawie się nie zmieniło.

Jerzy Biernacki

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl