Polskę po 1944 r. stworzono ze zbrodni i na zbrodniach. Największe ich nasilenie było od zarania do 1956 r., a później w ostatnim dziesięcioleciu Polski ludowej.

            Pierwszą. na szczęście niedoszłą, ofiarą tego „drugiego nasilenia” był ten, który duchowo animował ruch doprowadzający do zagłady Polski politycznie okupowanej przez Rosję  sowiecką. Na papieża wydano wyrok w KGB, a próbowano go wykonać w Watykanie przy pomocy Turków i Bułgarów. Następny zbrodniczy impet skierował się w kraju ku Solidarności, którą sowieckie służby i ich polscy najemnicy, podwładni Kiszczaka i Jaruzelskiego, chciały zastraszyć… mordowaniem księży jej sprzyjających.

            Niewyobrażalna, infernalna rzeczywistość. Ujmuje ją Leszek Szymowski w książce „Księżobójcy. Anatomia zbrodni. Kto mordował? Kto krył? Kto nadal kryje zbrodniarzy”, wydanej znów przez Editions Spotkania. Piszę, „znów”, albowiem niedawno nakładem tej oficyny wyszedł „Syndykat zbrodni” Władysława Bartoszewskiego, o którym tu pisałem. I powtarzam - to wydawnictwo specjalizuje się w publikacji książek ewokujących zbrodniczość systemu, w którym  żyliśmy 45 lat i który chciał swego czasu zamordować wydawcę „Spotkań”, a dalej zatruwa nasze dusze i umysły, ponieważ ma wielu beneficjentów, bezmyślnych chwalców i niedołężnych polityków nieumiejących niszczyć toksyn.

Książkę Szymowskiego czyta się niczym wysmakowany pitawal polityczny; odnosi się wrażenie, że autor jest wprawiony w poetykę powieści kryminalnej, sam prowadzi śledztwo, mnoży pytania, na jakie zrazu nie odpowiada, natomiast rozpala zaciekawienie, przykuwa uwagę, niepokoi i gdy po kilku czy kilkunastu stronach pada odpowiedź, to czytelnik oddycha z ulgą, jakby doznawał katharsis…

Oczywiście nie wszystkie niepewności dają się wyjaśnić, powiedziałbym, że te o największym ciężarze moralno-politycznym pozostają nierozwikłane. Toteż lektura tego dokonania publicystycznego rozbudza niepokój i ten stan psychiczny zmusza do refleksji nad Polską minioną w 1989 r. i współczesną. Poznanie warsztatu „Księżobójców…” powinno być tedy polecane na studiach dziennikarskich, z powodu zaś treści czytana przez studentów prawa i politologii. Z tych samych względów fragmenty książki, mądrze wybrane, winny być lekturą obowiązkową w liceach na wychowaniu obywatelskimi albo wiedzy o świecie współczesnym.    

Pierwszą próbą „księżobójstwa” był zamach na papieża z wieloma uczestnikami, nie tylko przestępcami politycznymi we własnych krajach, jak Agca, ale też przedstawicielami korpusu dyplomatycznego w Watykanie – Związku Sowieckiego i Bułgarii. Mózgiem był oficer KGB w roli sekretarza generalnego ZSRS. „Rola Andropowa w zamachu na Jana Pawła II jest oczywista”, pisze Szymowski i zaraz dodaje: „mimo to Zachód traktował go jak partnera politycznego. Zachodni dyplomaci i przywódcy państwa (…) nigdy nie wypomnieli mu ani jednym słowem sprawy zamachu na Jana Pawła”.

Główni zaś zamachowy z tureckiej terrorystycznej organizacji Szarych Wilków „mieli otrzymać z ambasady bułgarskiej 3 mln marek niemieckich”. Dorobili się majątku. Najbardziej wzbogaca się Ali Agca – za wywiady z sobą żąda milionów. I najczęściej dostaje. Zbrodnia jest już we współczesnym świecie dochodowym biznesem. „Zadziwiające – pisze autor w innym miejscu – dla jak wielkiej liczby osób sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki stała się drabiną do kariery”. P r z e r a ż a j ą c e!

            Niektórzy pomocnicy Agcy ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach; to tradycyjne, rzekłbym, metody mafijne usuwania niewygodnych świadków. W Polsce Kiszczak okazywał się tu mistrzem nad mistrzami. A propos – niepotrzebnie autor przy nazwiskach Kiszczaka i Jaruzelskiego wymienia w skrócie ich stopnie generalskie, to sprawia mylne wrażenie jakiejś uniżoności, a przecież Szymowski wie lepiej ode mnie, że wysokie rangi nadawano w PRL wyłącznie z polecania Moskwy, toteż Jaruzelski i Kiszczak byli, owszem, generałami, lecz w służbie Rosji sowieckiej, a nie naszego narodu, który przez 45 lat nie miał państwa suwerennego...

W każdym razie Agca w więzieniu zrozumiał, że wolność byłaby dlań, przynajmniej przez pewien czas, śmiertelnym niebezpieczeństwem, toteż nie chciał wyjść zza krat. Tymczasem terroryści porwali dwie nieletnie córki cywilnych pracowników Watykanu i telefonicznie powiadomili rodziców dziewczynek, że je wypuszczą, jeśli papież wyjedna u prezydenta Włoch uwolnienie Agcy. Papież nie porozumiał się z prezydentem. Dlaczego? Dziewczynki przepadły. To straszna tajemnica, Autor nawet nie próbuje jej rozwikłać. A przecież rzuca cień na świętego Jana Pawła II.

            Szymowski zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszkę nazywa „zbrodnią założycielską III RP”. I ma rację nie jedynie w odniesieniu do Kiszczaka i pierwszego prezydenta dzisiejszej Polski, lecz również we wskazaniu na zachowanie wielu współczesnych polityków, którzy doprowadzali do zaniechań śledztw w sprawach zbrodni na kapłanach od 1984 do 1990. Na przykład w 2005 r. ówczesny szef pionu śledczego IPN, prof. Witold Kulesza, przy aprobacie prezesa Leona Kieresa odebrał śledztwo prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu, jedynie władnemu wykrycia zbrodni na księdzu Jerzym Popiełuszce.  

W roku 2007, u schyłku pierwszych rządów Pis, Zbigniew Wassermann, minister koordynator służb specjalnych, wielokrotnie prosił Jarosława Kaczyńskiego o przywrócenie praw dochodzeniowych prokuratorowi Witkowskiemu. „W końcu Jarosław Kaczyński dał się przekonać (…)  Jednak Ziobro kategorycznie odmówił. Znowu było o krok od sukcesu i ten ostatni krok okazał się  przeszkodą nie do pokonania”. Lecz autor nie pisze, dlaczego Ziobro tak postąpił. Czytelnik byłby oczekiwał supozycji publicysty odnośnie do tych motywów Ziobry. Tak samo jak Szymowski nie próbuje wytłumaczyć bierności papieża po otrzymaniu przez rodziców porwanych dziewczynek  wspomnianego ultimatum. Takich tajemnic jest w książce Szymowskiego sporo. Warsztatowo to może i dobrze, gdyż, jak wspomniałem, zwiększają one czytelniczą atrakcyjność, ale z punktu widzenia wymowy moralnej to źle: spowijają cieniem dwuznaczności poczynania osób powszechnie szanowanych. „Dla – dodaje Szymowski – Ćwiąkalskiego, Andrzeja Czumy, Krzysztofa  Kwiatkowskiego i Andrzeja Seremeta temat ten (zamordowanie ks. Popiełuszki – J. W.) się nie liczył”. Dopełniając tych smutnych wiadomości Szymowski pisze, że w roku 1991 Lech Wałęsa skłaniany przez Krzysztofa Wyszkowskiego do zajęcia się kwestią zamordowania ks. Popiełuszki zareagował: „ruszenie tej sprawy zbrodni sprawi, że rozleci się państwo”. To by znaczyło, że coś wie, czego opinia publiczna nie jest świadoma? Wszak z Kiszczakiem Wałęsa utrzymywał wtedy stałe kontakty. Szymowski nie drąży jednak tego wątku.

Natomiast ujawnia przyczyny i okoliczności śmierci męczeńskiej kapłana. Otóż zainteresowanie się bezpieki księdzem z kościoła żoliborskiego wywoływały nie tylko jego kazania, lecz ostatecznie wiadomość uzyskana z podsłuchu telefonicznego prymasa Józefa Glempa, że papież  zaprosił Popiełuszkę do Rzymu na studia. SB postanowiła wtedy nakłonić duchownego do donoszenia na papieża; byłaby to dla niej nie lada korzyść: kapłan „Solidarności”, o wielkim autorytecie, patriota, opromieniony sławą kaznodziei na miarę Piotra Skargi, któremu papież ufał bez reszty i podziwiał, donosiłby na niego – sytuacja wymarzona dla KGB i SB! Toteż Grzegorz Piotrowski bił kapłana pałką przez kilka godzin, żeby się zgodził na agenta bezpieki. Ale na nic; „dlatego - pisze autor - do akcji musieli wejść fachowcy z WSW. Leżący na odludziu, otoczony lasami bunkier w Kazuniu, pilnowany dodatkowo przez towarzyszy z KGB, dawał gwarancję, że nikt (…) nie przeszkodzi oprawcom”. Trzej oficerowie torturowali kapłana przez sześć dni, żeby się zgodził i zapewne również dla sadystyczno-ideologicznej uciechy. Ujawniło tę prawdę prokuratorowi Witkowskiemu sześciu oficerów z tej formacji. Jeden z nich zginął wkrótce w tajemniczych okolicznościach, więc pięciu jego kolegów zamilkło. „Trzej oficerowie, którzy według tej relacji (…) mieli torturować księdza Popiełuszkę, żyją do dziś w Warszawie”. Tymczasem prokurator IPN, odebrawszy śledztwo prok. Witkowskiemu nie postawił siepaczy przed sądem . „I miecz – pisze Szymowski - wiszący nad ich głowami zniknął. Wiele wskazuje na to, że za ten bestialski mord trzej bandyci z WSW odpowiedzą dopiero przed Bogiem”…

            Są też w tej książce opisy śmierci kilku szanowanych powszechnie kapłanów katolickich i jednego prawosławnego o postawach niepodległościowych i prosolidarnościowych. Wszyscy oni zostali zamordowani, a zabójców nie ujęto, to znaczy przedstawiciele aparatu ścigania nie chcieli ująć. Jedynie autor sam zdobył dowody, że mordercą księdza Stefana Niedzielaka jest Jacek R., były esbek. Na przełomie lat 2008-2009 zaginęła w… IPN folia z odciskami palców mordercy ks. Niedzielaka, najprawdopodobniej właśnie Jacka R. Szymowski przeto pyta: „dlaczego ten człowiek, znany prokuratorze, Instytutowi Pamięci Narodowej i tajnym służbom jako morderca, nigdy nie poniósł kary”? Odpowiada mu  m i l c z e n i e.

            Oprawcy Kiszczaka i Jaruzelskiego zabijali, oprócz pozbywania się wrogów ustroju, także, jak wspomniałem, w celu zastraszenia radykalnej opozycji solidarnościowej. Wówczas takie morderstwa nazywali „kombinacjami operacyjnymi”. Ofiarą tych „kombinacji” był na przykład m. in. ksiądz  Stanisław Suchowolec. „I przy tak zastraszonej opozycji komuniści rozpoczęli  rozmowy Okrągłego Stołu. Rozmowy, które na  długie lata  miały  przesądzać o kształcie przyszłej Polski”. Sprostowanie moje:  nie „miały przesądzać”, a przesadzają i długo jeszcze będą przesądzać.  

            Po 1989 r. miejsce kapłanów zajęli esbecy, którzy wiedzieli o zbrodniach na duchownych. „Może ich dawni przełożeni uznali, że na starość robią się gadatliwi (…). A przy okazji wysyłano   sygnał do  żyjących esbeków, przypominając im (…) o konieczności dożywotniego milczenia” – konstatuje Szymowski.

            To jakby powrót do początków Polski stworzonej myślą Kremla, a wykonaną  przez jego polskich najemników. Wszak pierwsi jurgieltnicy Moskwy zrzuceni z wojskowego samolotu sowieckiego 29 grudnia 1941 r. pod Wiązownę, opodal Warszawy, zaczęli działania, jak w mafii: od „czyszczenia” się przez skryte wzajemne mordowanie i następnie likwidowania swych miejscowych  towarzyszy, którzy  im w tym czy owym przeszkadzali lub mogli przeszkadzać.

            I tak trwa nasze państwo – od ukrytych zbrodni do skrytych zbrodni na naszej i obcej ziemi, w Watykanie, bunkrze kazuńskim, pod Gibraltarem i Smoleńskiem.

 

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl