Media samorządowe przeczą idei niezależności. Często na swoje utrzymanie wykorzystują pieniądze podatników w sposób budzący zastrzeżenia. Konkurują, lub wręcz blokują, rozwój niezależnych mediów lokalnych – to podstawowe argumenty przemawiające za likwidacją niektórych mediów samorządowych.

„Samorządy nie powinny wydawać własnych gazet” - taką wspólną opinię wydała w roku 2009 Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Izba Wydawców Prasy. Obie organizacje uznały, że nie należy łączyć funkcji biuletynu informacyjnego z zadaniami niezależnej prasy.

Stanowisko to jednak nigdy nie zostało w praktyce wdrożone ani przez jednostki samorządowe, ich organa kontrolne lub wymiar sprawiedliwości. Dlaczego? Pewnie dlatego, że po roku 1989 tolerowano często bezkarność władzy i pozwalano na tworzenie w wielu samorządach struktur para oligarchicznych. To pozwalało z kolei na zachowywanie wieloletniej ciągłości władzy wciąż tych samych ludzi zarówno na szczeblu samorządowym jak i ogólnokrajowym.

 

Wspólne stanowisko Helsińskiej Fundacji oraz Izby Wydawców Prasy określało najważniejsze zadanie mediów lokalnych jakim jest pełnienie społecznej kontroli nad poczynaniami władzy oraz tworzenie więzi społeczeństwa lokalnego z jej reprezentantami. I zapewne dochodziłoby do realizacji tych zadań, gdyby nie blokowanie wpływów z rynku ogłoszeń czy wręcz monopolizowanie przestrzeni i blokada powstawania i rozwoju mediów lokalnych przez niektóre media samorządowe. Stąd zapewne pojawia się coraz częściej postulat aby je likwidować.

 

Trudno przypisać tym postulatom polityczny kontekst, bowiem samo dążenie do poprawy stanu rzeczy jest antidotum na toksyczną, polityczną grę jaka się toczy w wielu mediach samorządowych. To nie jedyny argument przemawiający za ich likwidacją, bowiem spectrum szkodliwego oddziaływania tych mediów jest o wiele szersze niż jesteśmy to w stanie dostrzegać na co dzień. Wiele problemów można by rozwiązać w ekspresowym tempie, gdyby Polacy nie zaczęli przyjmować jako obowiązującą regułę, naganne i często pozaprawne działania lokalnej władzy. Jeszcze bardziej nagannym jest fakt, że instytucje kontrolne czy prawne uznały, dzisiejszy model funkcjonowania mediów samorządowych jako niekwestionowany przywilej władzy.

 

Do realizowania złych praktyk w samorządach dochodzi również przez zbyt dowolną interpretację przepisów prawnych. Tak jak to ma miejsce w odniesieniu do Rozdziału II Konstytucji RP, określającego prawa i wolności jednostki i obywatela. Konstytucja wyraźnie wskazuje, że z wolności i praw mogą korzystać podmioty prywatne a nie ograna władzy. Dlatego też władze samorządowe, nie będąc adresatem tego zapisu, nie mogą się powoływać  na art. 54 Konstytucji RP, gwarantujący wolność słowa. Wręcz przeciwnie, bowiem art. 14 Konstytucji zmusza władze publiczne do obowiązku zapewnienia wolności prasy oraz innych środków społecznego przekazu.

 

Władza lokalna w żaden sposób nie jest w stanie zapewnić we własnych mediach niezależności, bowiem osoby w nich zatrudnione są jej podległe służbowo. Taka zależność właścicielska pomiędzy samorządem a medium powoduje też ograniczenia w wolnym dostępie innych mediów do rynku reklam i ogłoszeń oraz kreowaniu ich cen w sposób uniemożliwiający konkurowanie na rynku. 

Wydawać by się mogło, że już kilka lat wcześniej powinien w tej sprawie z urzędu reagować Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Trudno się dziwić, że ten stan trwa niezmiennie, że nie wspomnę o tym, że w ostatnich latach dopuszczono do dominacji zagranicznego kapitału w polskich mediach!

 

Pomimo, że poważna debata na ten temat trwa od roku 2002, przez piętnaście lat nie stało się nic takiego co zmieniłoby działania części mediów samorządowych w sposób zgodny z zapisami Konstytucji czy zwykłą przyzwoitością, opisaną również w aktach traktujących o rzetelności dziennikarzy i wydawców.

 

Nikt oczywiście nie odbiera prawa do prowadzenia przez samorząd swojego biuletynu czy strony internetowej, pod warunkiem, że treści zawarte w tych mediach traktują o podjętych uchwałach i ich realizacji. O działaniach statutowych. Wychodzenie jednak z informacją poza ramy działalności samorządu powinno zostać ograniczone, podobnie jak wydawanie publicznych pieniędzy na organizacje nieuzasadnionych społeczną potrzebą imprez, konferencji i sympozjów, które najczęściej są jedynie częścią politycznego marketingu samorządowców.

 

Niestety, zamiast ograniczeń regulujących zdrowe zależności pomiędzy samorządem a mediami, widać wyraźnie dążenie do budowy coraz mocniejszych mediów samorządowych, mających znamiona lokalnych i niezależnych. Niestety, to złudne znamiona.

Brak egzekwowania obowiązującego prawa i brak jego naturalnej ewolucji powoduje, że wielu samorządowców zmierza w stronę rozwoju coraz doskonalszych mediów elektronicznych – radia i telewizji, mających „większą siłę rażenia” jako propagandowe platformy dystrybucji filtrowanej informacji.

To zwiększone tempo tworzenia nowych mediów samorządowych zwiększa jednocześnie skalę zagrożeń dla niezależnych mediów lokalnych. Blokuje możliwość powstawania nowych inicjatyw medialnych.

Należałoby mieć nadzieję, że zapowiadana nowa ustawa medialna spowoduje nie tylko reakcję instytucji właściwych do nadzoru samorządów, ale również wprowadzi zasady ograniczające negatywne przejawy działalności mediów samorządowych. Jest to ważne nie tylko ze względu na zagrożoną wolność słowa, ale też na efektywne zarządzanie publicznymi środkami.

 

Andrzej Klimczak

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl