Kiedy rok temu zostałam zatrudniona jako doradca w MSZ i zyskałam tzw. insight, dostęp do biuletynów wewnętrznych, informacji o spotkaniach w kraju i za granicą, treści wypowiedzi w mediach zagranicznych –  zaskoczyła mnie kompletna nieprzystawalność tego, co widziałam i słyszałam, z obrazem pracy MSZ w mediach. I to zarówno liberalnych, jak i konserwatywnych - echem powtarzających to, co pisała i mówiła lewica. Zwykle ocena pracy partii rządzącej,  np. ekipy Theresy May czy Donalda Trumpa,  jest inna w przekaźnikach konserwatywnych, inna w liberalnych – tu „gęba” nakładana MSZ-owi przez Gazetę Wyborczą,  znalazła lustrzane odbicie w prasie na ogół życzliwie obserwujących poczynania rządu.  Rekordy bezmyślności biło dwóch wesołków z tygodnika konserwatywnego, gdzie widać jak na dłoni, że zamiast z rzetelnych żródeł, czerpią natchnienie z plotek z miasta, w dodatku z okolic ulicy Czerskiej.  Ich wypociny bardziej przypominają Pudelka niż brytyjski lewicowy, ale trzymający się faktów i zabawny polityczny magazyn satyryczny Private Eye.   

  Wrogi ostrzał MSZ rozpoczął się natychmiast po wyborach parlamentarnych w 2015 roku, a im reset polskiej polityki zagranicznej  bardziej widoczny, im większa skuteczność, tym atak bardziej  wściekły. Nawet perfekcyjnie zorganizowany Szczyt NATO, byłam, widziałam, rozsądne stosunki bilateralne z Wielką Brytanią,  pilotuję, pragmatyczna polityka do nowej administracji  w Waszyngtonie, racjonalne wystąpienia w Brukseli,  na forum ONZ, partnerska postawa wobec Francji i  Niemiec – im lepiej, tym gorzej.  Obserwując te dwa, zupełnie niekompatybilne obrazki MSZ,  rzeczywisty i  wykreowany przez  lewicowe media, trudno nie myśleć o agenturach wpływu. Przecież agentury wpływu, to nie jest owoc wyobrażni Grishama czy Le Carre!  I wszyscy wiemy, że  Graham Green czy John Le Carre pisali  powieści, opierając się na swoich doświadczeniach z pracy z MI6 czy MI5, brytyjskim wywiadem czy kontrwywiadem.

  Z expose szefa polskiej dyplomacji Polacy dowiedzieli się tego, co ja obserwuję na co dzień. Niezliczone spotkania z głowami państw, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Chiny, Indie, Kanada,  Singapur -  tylko z Niemcami 5  na szczeblu prezydenckim, 3 na szczeblu premierów, stałe kontakty między ministrami spraw zagranicznych.  Swietnie zorganizowany  Szczyt NATO i szybka realizacja jego ustaleń,  wzmocnienie wschodniej flanki. Obudzenie tego tkwiącego od lat  w letargu  Kolosa i uświadomienie mu  nowych zagrożeń oraz konieczności działania. Ożywienie relacji transatlantyckiech  i przekonywanie nowej administracji Trumpa o realności niebezpieczeństwa płynącego z mocarstwowych dążeń Rosji. Egzekwowanie partnerstwa w Berlinie i w Paryżu i próby artykułowania  naszych interesów czy potrzeby reform w Unii  Europejskiej. Krok po kroku  do przodu, z  trudem i mozołem,  przy ciągłym akompaniamencie pyskówek „opozycji totalnej”, nie mającej  pojęcia jak się robi politykę zagraniczną,  bezmyślnej i skompromitowanej. Brytyjska opozycja lewicowa pod hipisem – piernikiem Jeremy Corbynem jest żałosna i niewybieralna, po prostu dno i wodorosty, ale ta prywiślańska, to  pukanie w dno od dołu. Oglądam właśnie na Planete + ciekawą serię  „Uszuaia”,  w jednym z odcinków Tuareg z Sahary powiedział, że w jego społeczności podstawą są takie wartości jak duma i poczucie wstydu. Czy takie pojęcia są dziś ważne już tylko dla wspólnot pierwotnych, koczowniczych?

    Dalej, ożywienie aktywności Grupy Wyszechradzkiej i wykorzystanie siły tego bloku jako argumentu  przetargowego w negocjacjach z Unią.  Przecież przynależność do  Grupy jest  korzystna i dla bloku i państw  członkowskich, o czym już się przekonujemy. Koncepcja Trójmorza, budowa infrastruktury transportowej i energetycznej, komunikacja, turystyka i lepsze bezpieczeństwo energetyczne. Właśnie, bezpieczeństwo energetyczne – otwarcie gazoportu w Swinoujściu i pierwsze dostawy gazu z Kataru, negocjacje z Norwegią na temat dalszej dywersyfikacji – przecież nad tym także pracowała polska dyplomacja!  Szef polskiej dyplomacji  punktował w swoim  expose: „opozycja przez te wszystkie lata błędnie diagnozowała sytuację międzynarodową. Kilkanaście dni po inwazji Rosji na Gruzję, polskie władze zaprosiły Lawrowa, a przez kolejne lata, mimo napięć na Ukrainie, które skończyły się wojną, nasi urzędnicy twierdzili, że nic nam nie zagraża”.  Albo: „chociaż sypaliśmy miliardy, by ratować euro, o niczym w Brukseli nie decydowaliśmy”.  I  na koniec: „wrak  samolotu zaczęliśmy odzyskiwać 6 lat po katastrofie, przez te lata rząd nie zrobił nic. Tamtemu rządowi było na rękę, aby cała odpowiedzialność za badanie przyczyn katastrofy spoczywała na Rosji”.   I teraz, czy wystąpienie  Witolda Waszczykowskiego, nie było właściwą diagnozą i tego, co polska dyplomacja przez ostatni rok zrobiła, ale i  tego co przez ostatnich 27 lat dzisiejsza opozycja  zabałaganiła i zaniedbała?

  Propaganda liberalna - politycy, media, byli pracownicy  SB, służb specjalnych, agentura wpływu - próbują stworzyć obraz Polski alternatywnej, która tak się ma do tej realnej jak   kiedyś  Europa zachodnia  do swojej karykatury w agitkach  Towarzystwa Przyjażni Polsko -Radzieckiej.  Fakty sobie, a medialny coverage – sobie. Bo kiedy spojrzymy na fakty i cyfry, widać jasno, że polska polityka zagraniczna,  niezależna, suwerenna, istnieje!  Po drugie, że  jest wreszcie, jak w prawdziwej europejskiej demokracji, zgodna z interesami Polski i Polaków. Przyznajmy, że to sytuacja od 1945 roku zupełnie nadzwyczajna i  nowa.  Trzeba  dostrzec, że oto polska polityka zagraniczna zupełnie zmieniła swój charakter.  Po raz pierwszy od 72 lat praca tego resortu opiera się na nowej jakości, punktem wyjścia wszelkiej działalności politycznej, publicznej i społecznej – na aksjologii. Obserwując  przez wiele lat życie polityczne w Polsce i w Wielkiej Brytanii, zawsze miałam odczucie niekompatybilności życia politycznego tam i tutaj.  Wrażenie, że tam politykę uprawia się naprawdę, a w Polsce na niby, zaledwie markuje. Teraz wiem, że ta różnica, to obecność lub brak wartości – prawda  jako jedyne kryterium oceny, priorytet interesu państwa, służba narodowi, odpowiedzialność i poczucie przyzwoitości civil servants,  sprawiedliwość społeczna. Nareszcie widzę, że sposób uprawiania polityki w Polsce  nie różni się od brytyjskiego. Przepraszam, różni, nad Wisłą widać mniej politycznej poprawności, za to więcej zdrowego rozsądku. Także w MSZ.  

   A więc  wsparcie pracy resortu na aksjologii,  a więc właściwe ustalenie priorytetów i strategicznych sojuszników, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i, regionalnie, państwach  Grupy Wyszechradzkiej. I jeszcze słowo o  Wielkiej Brytanii – opozycja twierdzi, ze to pomyłka strategiczna.  Słucham? Potęga militarna, wciąż jeszcze  piąta gospodarka świata, silny członek NATO,  nasza konieczność zaopiekowania się 1-milionem Polaków rozsianych po Wyspach. To był partner strategiczny unijny, a teraz  będzie strategiczny bilateralny. Dodatkowo – prócz częstych spotkań na szczeblu premierów i szefów dyplomacji – MSZ przygotowuje wielki projekt Polish-British Forum Belvedere, który może stać się wzorcem na partnerską współpracę z innymi strategicznymi partnerami,  z Niemcami,  Francją, a może  i Stanami Zjednoczonymi?  

   Właśnie  dzięki tej rozważnej, opartej na wartościach, polityce zagranicznej już dziś, choć Niemcy czy Francja nigdy nam tego nie przyznają, to Polska nadaje ton przyszłości Europy: przekonanie Unii o  niebezpieczeństwie grożącym ze strony mocarstwowej Rosji, koncepcja  pomocy  uchodźcom – ofiarom wojen  w ich krajach zamieszkania,  reinwigoracja  NATO i  przypomnienie mu o jego roli w utrzymaniu bezpieczeństwa, wskazywanie na pożytki ze współpracy z Wielką Brytanią po Brexicie, reanimacja Grupy Wyszechradzkiej jako pomysł na wspólne zaistnienie w regionie oraz, razem,  w Unii.  Po 72 latach,  że sięgnę po Staffa, „mieszkamy wreszcie w naszym własnym domu”, szanujmy to, co z tak wielkim trudem, ofiarą poświęceń i krwi wielu pokoleń zdobyliśmy. I jeszcze jedno: wciąż słyszę,  i słusznie, że dziennikarze powinni krytykować kolejne rządy, „patrzeć im na ręce”. Więc na koniec powiem to samo, choć nie do końca to samo – że dziennikarze przede wszystkim powinni pisać prawdę. Nie lękać się krytykować kolejnych rządów,  ale i nie bać się napisać czasem o tym, co im się, wielkim nakładem pracy,  energii,  przezwyciężania trudności, udało. Dziennikarz  powinien pisać prawdę.

                                                                   Elżbieta Królikowska-Avis. 12 luty 2017

 

  

  

  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl