Po raz kolejny norweska narciarska biegaczka coś tam łyka, złapano ją i na trzynaście miesięcy musi zniknąć z biegowych tras.

                Politycy bez przerwy serwują nam na przemian głupoty i kłamstwa, gadają co im ślina na język przyniesie a mimo to dobrze się mają. Nie bardzo wiadomo dlaczego tego wszystkiego słuchamy. Lepiej byłoby – Vivaldiego, Brahmsa albo Mozarta. Lepiej! Ale człowiek tak już ma, że ciągnie go do brzydoty, głupoty i byle jakiej sensacji. To taki atawizm społeczny. Bredzą nam nad uchem a my tego słuchamy. Wiadomo z góry co powie poseł z prawej a co ten z lewej. Jeszcze nie otworzą buzi a łatwo można przewidzieć co nam objawią. Do pewnego czasu wydawało się, że kukizowcy mogą zaskoczyć. Teraz najczęściej reprezentuje ich oligarcha, który piwem rozpija naród i najwyraźniej bardzo jest z tego dumny. Piwosz, który poi młodzież mądrzy się w telewizji i ma reklamę za darmo. Oczywiście, że gorsze są narkotyki i wóda, a na piwie to nawet stoi nasz wspaniały sport. Kiedyś na olimpiadach dawano również złote medale poetom. Bo była taka konkurencja jak sztuka. Dziś przed każdym meczem biegają nam przed oczyma kretyni piwosze i wydzierają potem mordę. Sport. Sport to zdrowie. Niedługo więcej będziemy mieli w programie telewizyjnym reklam niż ważnej treści. Takie są obyczaje na jakie pozwalamy. Jeden żubr, dwa żubry a potem już tupot stada kopyt w pijanej malignie. Wszyscy zaczynają być piękni, a już szczególnie politycy, a najbrzydsze babole wzbudzają żądze. Czy jest na to wszystko jakaś rada? Oczywiście. Niech alkohol przestanie się lać strumieniami, niech na każdym rogu zostanie zlikwidowana sprzedaż wódki po 2 złote, niech ktoś posadzi do więzienia producentów trucizny dopalaczowej. Był wprawdzie taki jeden premier bohater co pokrzyczał sobie z mównicy sejmowej na przestępców, ale potem wypuścił ich z aresztu, ponoć nawet pocałował w rączkę i na wszelki wypadek wywiał do Brukseli. Nikt się oczywiście chudzielca nie przestraszył za to wymyślono … rady.

                Teraz mamy je wszędzie – nadzorcze, programowe, narodowe. Mimo to coraz więcej jest bezradnych ludzi opuszczonych i porzuconych. Nawet tych, którymi nowa Rzeczpospolita powinna zająć się szczególnie. To bohaterowie Solidarności sprzed kilkudziesięciu laty – byli więźniowie, byli internowani, wyrzucani z pracy, szykanowani. Jest takich ludzi około pięciu tysięcy w Polsce. Wydawałoby się, że niewiele. Ale słyszą tylko ciągle obiecanki cacanki. Ci, którzy powinni o tych ludzi zadbać, bo to dzięki nim mają dziś pozycje i pieniądze – w ogóle się bohaterami sprzed ćwierćwiecza nie przejmują.

                Na to też nie ma rady oczywiście. Bo rady, które zostały powołane dla obrony ludzi kończą swoje działania na ględzeniu i udzielaniu wywiadów. Publiczne media, w których coraz mniej jest niezależnych dziennikarzy coraz bardziej oddalają się od społeczeństwa. Zapominają komu mają służyć.

                Bogactwo i wartość programów zależy od ludzi, którzy je redagują. Powinni myśleć nie tylko co powiedzieć i pokazać ale także kim to zrobić. Słuchacz-telewidz wypatruje autorytetów, znawców sprawy. Jeśli ma już oglądać-słuchać chciałby wierzyć temu, kto do niego mówi. Coraz więcej ładnych chłopczyków i panienek w okienkach tyle, że ładna buzia nie wystarczy, gdy łepek jest pusty. Dręczy się redaktor jeden z drugim, że mu się kolejni prowadzący nie sprawdzają. A jakże maja się sprawdzić jeśli puszcza się ich na krótką chwilę i szybko zdejmuje. Zmienia się to wszystko jak w kalejdoskopie wywołując po obu stronach programu pretensje.

                Czy to jakieś błędne koło, którego zatrzymać nie można. Na pewno powołają znowu nową radę np. do spraw młodzieży nadchodzącej albo pierników odchodzących. Kiedyś uczono młodych w redakcjach i robili to właśnie ci starzy, którzy już nie bardzo powinni się pokazywać. Starych wyrzucono, redakcje rozwiązano a powołano … akademie. Zupełnie nie wiadomo po jaką cholerę, ale ruch w interesie jest i menagerowie mogą pisać sprawozdania na tysiąc albo i dwa tysiące stron.

                Norweska biegaczka łyka doping i łudzi się, że jej wybaczą, gdy się rozpłacze. „Telewizorek” mówi komunały, bo takie piszą mu teksty koledzy uzależnieni od partyjnego dysponenta. Jeśli się wychylisz wypadniesz z gry. Chętnych do zastąpienia wyrzucanych nigdy nie zabraknie. Bo wielkie media to narkotyk, spróbujesz raz i tęsknić będziesz już zawsze. Te media jednak zżerają najlepszych. Gdy piszą artykuły i reportaże walczą dzielnie i rzetelnie. Gdy siadają przed kamerą mizdrzą się jak panienki nieciężkich obyczajów. Pisze taki jeden z drugim zupełnie nieźle i wartościowo, ale na pierwsze zawołanie z Woronicza lub Malczewskiego leci tam, po drodze gubiąc kapcie.

                Mówią – „nie chcem ale muszem”. Odkrywają w sobie misję tyle, że to ułuda i podbechtanie próżności. Z reguły romans trwa krótko i pozostaje tylko gigantyczny kac. Wszyscy krzyczą WOLNE MEDIA. Tak też robiły partyjne „wicie rozumicie”, tak wypisywano na stoczniowych tablicach. Dziś nie odróżnia się już awersu od rewersu. Z przodu gładka gęba, a z tyłu zawistna twarz.

                Takie będą media jacy wybrani do nich ludzie. Ostatnio popisała się Rada Narodowa Mediów. Długo wybierano, wreszcie … wyrzucono tylko wiceprezesa, Polskiego Radia, doświadczonego dziennikarza, wieloletniego naczelnego  nie mówiąc już o tym, że dzielnego człowieka, bo gdy trzeba było wolał być internowany i więziony niż współpracować z bandytami stanu wojennego. Rada miała wybrać prezesa, a pozbyła się wice, choć prezes pozostawiona deklarowała chęć współpracy ze swoim zastępcą i bardzo go chwaliła. Teraz nadal wszyscy w strachu. Wypowiadają komunały jak to dobrze będzie. Zobaczymy.

                Póki co, to rady u nas kwitną.

                               17.02.2017                                         Stefan Truszczyński

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl