„Obywatele RP” usiłowali uniemożliwić reporterce serwisu VoD „Gazety Polskiej” kręcenie zdjęć podczas manifestacji w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej. Właściwie to była kontrmanifestacja, bo manifestowali zwolennicy partii rządzącej. Zasłaniano i odpychano kamerę, próbowano dziennikarkę opluć i mówiono o niej „małpa”. Jeżeli ktoś chciałby z tego wyciągnąć wniosek, że świadczy to wyjątkowo źle wyłącznie o „Obywatelach RP”, to niech najpierw sobie przypomni… kto mówił o pewnej dziennikarce „małpa w czerwonym”, a do pewnego namolnego mężczyzny zwrócił się per „spieprzaj dziadu”.

    Reporterzy relacjonujący demonstracje i zgromadzenia polityczne w Polsce są od kilku lat narażeni na ataki słowne i fizyczne. Na demonstracjach KOD obiektami ataku są dziennikarze mediów publicznych, a na manifestacjach prawicowych mediów liberalno – lewicowych. Jednak w ferworze tej wojny domowej ofiarami mogą też stać się „swoi”. Na Marszu Niepodległości nie tylko spalono samochód TVN. Zaatakowano też reportera Telewizji Republika, a nawet reportera organizatorów marszu. No cóż na wojnie, jak to na wojnie. Zawsze zdarza się jakiś „friendly fire”.

    Na szczęście w piątkowym starciu nie było ofiar, więc można sobie troszkę podworować. Kiedyś reporterkę Polsatu przed agresją nie uratował nawet fakt, że rejestrowała… pielgrzymkę na Jasnej Górze. Tym razem rosły „Obywatel RP” usiłował „wytłumaczyć” dziennikarce „Gazety Polskiej”, że nie powinna go filmować bez jego zgody, bo tego zabrania prawo. Bardzo zabawne, że demonstrujący w obronie liberalnej demokracji powołuje się na (nieistniejący zresztą przepis) stojący w jawnej sprzeczności z zasadami liberalnej demokracji.

    Z kolei dziennikarka z uporem nie chciała wyznać jaką redakcję reprezentuje, zasłaniając się stwierdzeniem, że „jest z Internetu”, a w krzyżowym ogniu pytań demonstrantów wyznała, że „jest z Łomianek”. No może jednak obawiała się o swoje zdrowie, które rzeczywiście w ulicznej przepychance z większymi od niej mężczyznami mogło być narażone na szwank.

    Szkoda, że nasze dziennikarskie środowisko jest tak samo podzielone jak uczestnicy wrogich demonstracji, bo moglibyśmy zawrzeć porozumienie oszczędzające czas i gwarantujące nam bezpieczeństwo. Na demonstracje prawicy mogliby chodzić w miarę bezpiecznie dziennikarze prawicowi, a na lewicowo – liberalne reporterzy liberalno – lewicowi. Potem już tylko trzeba by się było spotkać na check point’ie Charlie i wymienić materiały. Niestety „Gazeta Wyborcza” z „Gazetą Polska” nie wymieni niczego poza ciosami. Wychodzi na to, że reporterzy na manifestacjach, albo będą musieli działać „pod przykrywką”, albo pogodzić się z ryzykowną rolą korespondentów wojennych.

No i tak już zupełnie dla porządku na koniec przypomnę, że uważam, iż reklamy z mediów publicznych powinny być usunięte!

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl