Każda społeczność: narodowa, wojewódzka i ta w dużych miastach i mniejszych chce poznać swoją przeszłość. Spisane dzieje miejsca, gdzie  żyje na codzień. Przeszłość ma  przecież duży wpływ na to kim my jesteśmy obecnie i w jakim otoczeniu żyjemy.  Architektura, domy, układ ulic to spuścizna naszych poprzedników. A jeszcze jak są to zamki, pałace i związane z nimi pasjonujące dzieje.  Czy to nie rozpala wyobraźni, zarówno młodych jak i starszych?

Prof. dr Hugo Bonk to postać Niemca, niezwykle zasłużona dla pisanej historii grodu nad Łyną. Obecnej stolicy Warmii i Mazur. Każdy, kto  czytał  historię tego miasta pióra Andrzeja Wakara, pionierskie dzieło, wydane 25 lat po wojnie, ten wielokrotnie spotykał się z oznaczeniem niemieckiego tytułu: „Przedstawienie historii Olsztyna” (Darstellung der Geschichte Allensteins) . I powoływaniem się na wiarygodność  zawartych tam informacji. Często zdarza się, że jakaś  książka, dzieło jest epokowym, najważniejszym, na które można się powoływać „w ciemno”.  I  tak jest w przypadku autora Hugo Bonka i jego znaczącego dzieła.

Na czym polega ta niezwykła wartość dzieła H. Bonka? Przede wszystkim na tym, że  do  1930 r., czyli do wydania dziejów jego pióra Olsztyn (po niemiecku :Allenstein, od rzeki Łyny-Alle, a „stein” to kamień, zamek m.in. z kamienia, czyli niemiecką nazwę tłumaczymy jako zamek nad rzeką Łyną, a Olsztyn to spolszczona nazwa) nie było monografii miasta. A  jego początki datują się od 1353 r.?!  Czyli prawie  600  lat nikt niczego  poważnego na ten temat nie napisał.  A  ile jest takich miast, miasteczek i mniejszych ośrodków w Polsce? Poza tym H. Bonk oparł się na tekstach źródłowych. A  ma to olbrzymie znaczenie  wobec  strat, także w muzeach i archiwach jakie poniosły  Warmia i Mazury w  1945 r.  Można  śmiało powiedzieć, że gdyby nie H. Bonk  wielu zdarzeń z przeszłości nie dałoby się w  sposób

rzetelny przedstawić. Warto zabrać się za to, wszędzie, gdzie takie dzieje nie są spisane, dopóki są  jeszcze  źródła i wiele faktów można przedstawić na ich podstawie.  Gdy  tak się nie stanie, to taka szansa może przepaść  bezpowrotnie.  I  po trzecie.  Autor  opatruje dzieje w  sposób  bardzo osobisty,  dodaje  komentarze, jest to jego autorskie spojrzenie.  A ma do tego pełne prawo.  Zanim  książka  została wydana odbywał kwerendę po archiwach. Dość powiedzieć, że w  sumie  tak naprawdę pracował nad  tą książką  prawie 30 lat!  Ponadto, co trzeba koniecznie podkreślić, teksty źródłowe wydał osobno w kilku tomach. Co za niezwykłe źródło  dla wszystkich, którzy kiedykolwiek będą  chcieli bliżej przyjrzeć się  dziejom  Olsztyna, okolic, ale  także  biskupstwa i  kapituły warmińskiej.  A  także Mikołaja Kopernika.  Temu ostatniemu poświęcony jest  odrębny, X rozdział. Bowiem  rezydował na stałe w Olsztynie, jako administrator dóbr kapitulnych, w  latach 1516-1519  oraz 1520/1521. Tu też, co bardzo ważne przecież dla  dumy i poczucia własnej wartości dzisiejszych mieszkańców, napisał I rozdział swego epokowego dzieła „De revolutionibus orbium coelestium...(O obrotach ciał niebieskich).  Tu też  wreszcie  badał na ganku przed swoim mieszkaniem  zjawisko równonocy (equinox). I  badania potwierdzał na  własnej odręcznej  tablicy astronomicznej, która i dziś możemy oglądać na zewnętrznej ścianie północnego  skrzydła zamku. Za czasów Kopernika była ona pod gołym niebem.  Niemcy wpadli na pomysł, o czym H. Bonk milczy,  by  wykonać zadaszenie. I w ten sposób  zniszczyli górną część tej tablicy w  XIX wieku. A  to przecież  jedyna na świecie (bez najmniejszej przesady)  odręczna tablica  astronomiczna Mikołaja Kopernika.  I  co ciekawe!  Olsztyn wcale się tym nie chwali do dziś.

H. Bonk o dziejach miasta napisał 5 tomów.  W tej chwili dzięki dofinansowaniu Samorządu Olsztyna Towarzystwo Naukowe Pruthenia przy Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim podjęło się przetłumaczenia z języka niemieckiego i wydania pierwszej części książki Hugona Bonka: „Przedstawienie historii Olsztyna, czasy warmińskie 1353 do 1772” ( Darstellung der Geschichte Allensteins Die ermländische Zeit (1353 bis 1772).

Prof. Grzegorz Białuński z  Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych UMW  podkreślał, że  spojrzenie H. Bonka jest bardzo nacjonalistyczne.  Z  punktu widzenia warsztatu  historycznego do  1918 r.  pisano w  stylu promonarchistycznym.  Ale  miało to tez na przykład dobry wpływ, na przykład jeśli chodzi o Mazurów. Bowiem oni  jako ewengelicy, wyraźnie  odcinali się od katolickiego przecież  zakonu krzyżackiego (Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie). Co bardzo ciekawe w byłych Prusach Wschodnich w latach 1929-1939 każde miasto (a  tych  było na  Warmii 12), miasteczko, ba  parafia, nawet te małe,  starały się  wydać  własne monografie. Nie  zrobił  tego Frombork (dziwne,  bo to siedziba  biskupa warmińskiego), Pieniężno. Barczewo nie zdążyło zrobić tego drukiem. Ale  za  to  przygotowało manuskrypt, który i tak jest, czy może być znakomitym przyczynkiem do  oddania jego przeszłości.

H. Bonk powołuje się na dziele Warmii  jako na  okres  walki między Germanami i Słowianami o dostęp do wybrzeża  Bałtyku.  I  wtedy w  jego czasach  istotna  była przecież  walka o tzw. „polski korytarz”,  czyli  dostęp do Bałtyku jaki uzyskała Polska po Traktacie Wersalskim, a który stał kością w gardle Niemców, partii nazistowskiej i samego Hitlera.

To nacjonalistyczne podejście H. Bonka widać  bardzo wyraźnie, gdy pisze o Bitwie pod Grunwaldem, jako o walce plemiennej właśnie między  Słowianami i Germanami.  A  bitwę z  15  lipca  1410 r. przedstawia tak: „Mimo najdzielniejszej obrony, w sześć godzin po początkowym zwycięstwie armia Zakonu została pokonana. Wielki Mistrz legł z szesnastoma chorągwiami na polu walki”. H. Bonk napisał „po początkowym zwycięstwie”?  Czegoś takiego nie było.  Owszem szala walki  się  przechylała, ale nie było zwycięstwa żadnego zwycięstwa rycerzy w płaszczach z krzyżami. I dalej  daje  upust  swym  zapatrywaniom: „W tym samym miejscu 504 lata później stoczono największa bitwę w dziejach świata-znów między Niemcami, a Słowianami-ci pierwsi odnieśli wówczas najbardziej imponujące  zwycięstwo, jakie zna historia. Swoją bohaterską śmiercią wielki mistrz naprawił popełnione wcześniej błędy. Bitwa była przegrana, armia Zakonu pokonana, ale nie Zakon”.  Od razu trzeba to skomentować. Nieprawdą jest, że w tym samym miejscu,  bo  bitwa pod  Tannenbergiem w sierpniu 1914  r. miała miejsce w  wielu innych okolicach. Pod Grunwaldem nie  było akurat żadnych walk, chociaż  były w nieodległym Olsztynku, który Trosjanie zbombardowali i spalili.  To, że  sztab armii niemieckiej (dowódcy: Hindenburg i Ludendorff) był w Stębarku (po niemiecku Tannenberg), nie oznacza przecież, że tam też toczono walki.  Niemcy-Germanie, a  z nimi także H. Bonk  czekali wiele lat na zemstę, po nad 500.  I  to  był wymysł  Ludendorffa  by  bitwę z  1914  r. nazwać  dokładnie tak samo samą  jak tą  z  1410 r. I by podkreślić, że Niemcy wzięli  odwet.  I  wcale nie było to takie „imponujące  zwycięstwo”!  Tu niemiecki autor  wyraźnie przesadza.

H. Bonk tak jak jemu współcześni  jako punkt  wyjścia w odniesieniu do  ziem Prusów nad  Dolną  Wisłą i Niemnem przyjmuje to, iż „zakonowi powierzony był podbój ziem pruskich, celem zgermanizowania, schrystianizowania ich mieszkańców oraz uczynienia tych ziem niemieckim księstwem Rzeczy”.  To  wszystko nieprawda.  O  tzw.  germanizacji w XIII  wieku w ogóle nie mogło być mowy, bo nie było  nawet  jednego państwa: Germanii,  tylko wiele państewek. Chrystianizacja, owszem, ale za pozwoleniem  papieża i nie takimi  metodami, jak tylko „ogniem i mieczem”.  I  tu  należy  odnieść się do ważnej rzeczy, jaką było utworzenie 4 biskupstw na  ziemiach zdobytych na Prusach i roli  Olsztyna. Gdy Zakon opanował dopiero niewielką część, bo ziemię chełmińską (Chełmno), papież Innocenty IV nakazał organizację  kościoła  katolickiego. Dokumentem z 29 lipca  1243 r.  utworzono 4: chełmińskie, pomezańskie, sambijskie i warmińskie.  To ostatnie było  największe, tak, że mogło pomieścić  3 pozostałe.  Każdy z  biskupów  otrzymał trzecią część  biskupstwa na swoją własność, pełnili tu władzę zwierzchnią, tak jak  Krzyżacy w pozostałych obszarach. Trzej biskupi  wybierali sobie, co lepsze kawałki, które im z czasem rycerze zabrali. Natomiast jedynie biskup warmiński  wybrał jeden, zwarty kawałek w kształcie  siekiery od  Fromborka, Braniewa do  Reszla, Biskupca i Olsztyna na południu.  Warmia, a raczej biskup  toczyli spory o granice Warmii prawie 200  lat.  Ale  wzajemne  relacje nie odpowiadały Zakonowi, bo Warmia była suwerenna i  mu równa.  Dlatego Krzyżacy często nazywali ją  cierniem w ich państwie.

Prof. Grzegorz Białuński przyznał, że: „Epoka wywiera nieubłagany wpływ na nasze myślenie, i to można zaobserwować na przykładzie Bonka. Wtedy, w latach trzydziestych, blisko nazizmu, niemiecki nacjonalizm był już bardzo widoczny. Tak wtedy myślano i on pisał tak, jak ludzie wtedy czuli. Brońmy swoich własnych przekonań, niezależności w tym, jak patrzymy na przeszłość, a także i na teraźniejszość”.

Dr Bogdan Radzicki z Instytutu Filozofii UWM, kanclerz Towarzystwa Naukowego „Pruthenia” powiedział, że tłumaczenie i samo wydanie przygotowano w szalonym tempie.

Warto nadmienić, że tłumaczenia dokonali studenci piątego roku germanistyki: Małgorzata Zegler, Edyta Borkowska i Krzysztof Kasperowicz. Opiekę sprawowała dr Alina Kuzborska, adiunkt w Katedrze Filologii Germańskiej.

Gabriela Konarzewska, dyrektor Wydziału Kultury i Ochrony Zabytków Urzędu Miasta Olsztyna zapowiedziała, że będą wydane w tłumaczeniu olsztyńskie wilkierze (średniowieczne statuty). Warto nie żałować grosza, bo to będzie olbrzymia korzyść dla kolejnych pokoleń.

 

                        Andrzej Dramiński
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl