Podczas comiesięcznego spotkania w Klubie Publicystyki Kulturalnej SDP,         1 marca 2017 roku uczciliśmy, jak sądzę, należycie, Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Spotkanie składało się z dwu części: z promocji książki naszej koleżanki klubowej, Marzeny Baumann-Bosek, pt. Drogą z piekła. Fascynacje Kazimierza Boska, wydaną przez Wydawnictwo BELLONA, które zapewniło promocyjną sprzedaż książki, oraz z projekcji filmu dokumentalnego Aliny Czerniakowskiej pt. Jeszcze się Polska o nas upomni (41’22”). Zapraszaliśmy, naturalnie, autorkę filmu na to spotkanie, lecz tego dnia właśnie musiała być w Radomsku, na wcześniej ustalonej projekcji swoich filmów, m.in. filmu Czy warto było tak żyć, poświęconego bohaterowi tego regionu, Stanisławowi Sojczyńskiemu, „Warszycowi”, który m.in. opanował więzienie w tym mieście, uwalniając kilkadziesiąt osób zatrzymanych przez UB i MO.

W jakiś sposób, choć w innym sensie, niż jest to przyjęte, Kazimierz Bosek też był „żołnierzem wyklętym” czy może „przeklętym”, ponieważ jako syn oficera przedwojennej Policji Państwowej został przymusowo wcielony do wojska i zmuszony do pracy w kopalni, skąd dzięki łutowi szczęścia zdołał się wydostać, zanim doszło do tego, że mógłby, jak wielu jego kolegów, stracić zdrowie lub nawet życie. Przedtem i potem studiował dziennikarstwo, ale mimo znakomitych tekstów, które później pisał, nierzadko nagradzanych, nie mógł z tych samych powodów, co wyżej, zostać zatrudnionym w żadnej centralnej redakcji. Dopiero w latach 70. znalazł przystań i miejsce pracy w „Literaturze”, kierowanej przez Jerzego Putramenta, który nie był pieszczochem ekipy Gierkowskiej, ale miał pewną niezależną pozycję i był już na takim etapie życia, że nawet żyjąc wśród wilków, nie musiał się niczego bać i mógł dać pracę i stanowisko (kierownika działu prozy) człowiekowi nękanemu przez esbecję od dwóch dekad.

Kazimierz Bosek, żołnierz karnych batalionów kopalnianych,  nie mógł w     PRL-u napisać i opublikować najważniejszej książki swojego życia, to znaczy „Tajemnic czarnych baronów” (jak nazywano tych nieszczęśników). Pisał rzeczy oparte na jego ciężkich przeżyciach z okresu wojennego dzieciństwa i młodości (Taka ludzka żeremia, Cyrograf na własnej skórze, 1964 i 1965), ale znalazł dla siebie niezwykłą pasję, związaną z wykwitem polskiej kultury (którą kochał i uprawiał), jakim był Jan Kochanowski, i jak to on, zwany przez przyjaciół człowiekiem wielkiego serca, poświęcił się jej bez reszty. Przyczynił się walnie do odkrycia szczątków Ojca poezji polskiej i do jego ostatecznego pogrzebu (bo przedtem było kilka), który dzięki obecności na nim pisarzy, artystów i intelektualistów otwarcie już krytycznych wobec komuny, stał się manifestacją opozycji (1984), co zresztą wcale nie leżało w zamiarach głównego sprawcy tego wydarzenia. Ale w takim właśnie działał otoczeniu.

Dopiero po 1990 roku mógł doprowadzić do realizacji filmów według scenariuszy swego pióra, takich jak Uranowe piętno, Czarni baronowie, Zostanie legenda oraz przygotować teksty do książki o „czarnych baronach”, które pracowicie zebrała i wydała Marzena Baumann-Bosek dopiero po śmierci autora zmarłego w 2006  roku. Sprawdziło się rosyjskie żartobliwe porzekadło: „Nieważne, jaką masz żonę, ważne jaką będziesz miał wdowę.” Kazimierz Bosek ma wdowę doskonałą, która wydała jeszcze zbiór tekstów męża pt. Na tropie tajemnic Jana z Czarnolasu oraz książkę właśnie promowaną, której tytuł pochodzi z  dramatycznego szkicu autobiograficznego Drogą z piekła.

Książka przypomina patchwork, gdyż składa się z rozmaitych fragmentów tekstów Kazimierza Boska, jego przyjaciół, takich jak Zbigniew Święch czy  Jacek Juszczyk . W sumie jednak w jakiś sposób stanowi pewną całość, w której znajdujemy obraz wojennego dramatu rodziny z happy endem i mozolnej odbudowy normalnego życia po wojnie, wszystkie pasje i fascynacje autora Kifera (czyli tekstu o Edwardzie Kieferlingu, przyjacielu i malarzu, którego Madonna zdobi okładkę omawianej książki) oraz krąg przyjaciół, którzy współuczestniczyli w realizacji jego szlachetnych zamierzeń. A także oddaje klimat dawnej rzeczywistości i pracy organicznej części polskiej inteligencji w schyłkowym okresie PRL-u.  Nawiasem mówiąc, Zbigniew Święch w zamierzchłych czasach komuny, w tekście zamieszczonym w „Polityce”, przyznał osobistą „Gwiazdę Wytrwałości” zespołowi magazynu „Polska”, od pewnego momentu niechcianego dziecka dyrekcji PA Interpress, z powodu różnych odstępstw od „socjalistycznej” prawomyślności. To dygresja, ale dobrze pokazuje, jakich przyjaciół gromadził wokół siebie Kazimierz Bosek.

  Film Aliny Czerniakowskiej pt. Jeszcze się Polska o nas upomni, który wyświetliliśmy w drugiej części spotkania, został nakręcony blisko dwadzieścia lat temu, kiedy jeszcze nie mówiło się prawie w ogóle o żołnierzach wyklętych. Asumptem do powstania tego filmu była wystawa w Sejmie poświęcona żołnierzom antykomunistycznego powstania lat 1944-1956 oraz album przygotowany przez młodych historyków, Leszka Żebrowskiego i Grzegorza Wąsowskiego.  Na filmie zobaczyliśmy wiele znanych postaci z obozu patriotycznego, jako to Jan Olszewski, Jerzy Narbutt, Maria Adamus, założycielka i szefowa tygodnika „Nasza Polska” i wielu innych. Wypowiedzi żołnierzy niezłomnych, którzy przetrwali do tamtego czasu, przeplatane są opowieściami Żebrowskiego i Wąsowskiego o manipulacjach ze zdjęciami, które miały doprowadzić do tego, że komuniści zapanują nie tylko nad teraźniejszością, lecz i nad przeszłością, eliminując  z niej Armię Krajową na rzecz Armii i Gwardii Ludowej, „zaplutego karła reakcji” na rzecz „Olbrzyma”.  

Przypomnijmy tu, że Alina Czerniakowska to dziennikarka, autorka wielu filmów dokumentalnych o tematyce związanej z najnowszą historią Polski, ukazującej wszechstronnie walkę Polaków o niepodległość Najjaśniejszej i ich walkę z komuną. Najważniejsze z nich to Musieli zwyciężyć, film o zwycięstwie 1920 roku, po którego emisji w 2001 roku i po interwencji Leszka Millera poleciały głowy, a autorka została z TVP definitywnie wyrzucona (przez Roberta Kwiatkowskiego); przepiękny Papież Polak, o pierwszej pielgrzymce do Ojczyzny Jana Pawła Wielkiego w 1979, gdzie pokazała to wszystko, co ukryli przed widzami redaktorzy socjalistycznej telewizji, trzy filmy o Powstaniu Warszawskim (zwłaszcza Minęła rocznica), Ostatni legioniści (autorce udało się pokazać ostatnich żyjących jeszcze sześciu legionistów i ich losy), filmy o Wilnie, Lwowie i Warszawie (przedwojennej i tej niszczonej po wojnie przez… Biuro Odbudowy Stolicy) i dziesiątki innych. Takich jak Dziewczęta z tamtych lat, jak filmy o Paderewskim, o Wolaku, o prof. Józefie Garlińskim, o Wojciechu Ziembińskim, o Bogusławie Nizieńskim, o Januszu Kurtyce, o walczącej z komuną młodzieży (Dywizje nastolatków), oczywiście, o żołnierzach wyklętych, gdy jeszcze o nich w ogóle prawie nie mówiono, jak wspomniany Czy warto było tak żyć (o „Warszycu”) i wiele innych. 10 filmów Aliny Czerniakowskiej wyszło w serii, z okładką prof. Lecha Majewskiego, w wersji dwujęzycznej, z tłumaczeniami na angielski. Kilka dni przed naszym spotkaniem TVP SA wyemitowała film Odkryć prawdę, trzymany na półce przez dziesięć lat, również za rządów Bronisława Wildsteina i pod wpływem negatywnej opinii Anity Gargas. Swoi też nie pomagali. Najlepszy dowód, że tak zasłużona dokumentalistka do dziś jest poza telewizją. Decyzja relegacyjna Kwiatkowskiego wciąż działa…

Po projekcji rozgorzała długotrwała dyskusja (całe spotkanie trwało trzy godziny), w której zabierali głos koledzy z klubu i goście, wśród nich Wiesław Budzyński, Romuald Karaś, bez którego nie ukazałoby się Na tropie tajemnic Jana z Czarnolasu (wedle zapisu w książce pióra Marzeny Bosek) oraz płk Zbigniew Zieliński, żołnierz „Warszyca”, założyciel i pierwszy kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz sekretarz stanu w rządach J.K. Bieleckiego, J. Olszewskiego i W. Pawlaka. Dano świadectwo patriotycznej postawy Kazimierza Boska, wskazywano na trudności, jakie musiał pokonać, by jego zamierzenia mogły się ziścić. Wyrażano uznanie dla twórczości Aliny Czerniakowskiej.

W konkluzji można stwierdzić, że o żołnierzy wyklętych/niezłomnych upomnieli się najpierw młodzi głównie Polacy, nieliczni twórcy i historycy, a dopiero dziś dołączyła do nich Polska oficjalna. Jak by nie brać, Polska się w końcu o nich upomniała, w co ci, co polegli, w polu lub w ubeckiej katowni, nie wątpili do ostatniej minuty swego życia…

Jerzy Biernacki

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl