Mój multimedialny operator – Orange – wyłączył mi tzw. usługi stacjonarne, tj. telefon, Internet i telewizję. Powód – niezapłacone 2 faktury. Prawda – faktury gdzieś się w papierzyskach zawieruszyły, a środki pieniężne… Ech… Lepiej nie mówić…

Zadzwoniłem do Orange, wyjaśniłem sprawę, poprosiłem o przywrócenie usług i zadeklarowałem wpłatę całej kwoty (ok. 200 zł) w ciągu tygodnia. Sympatyczna „doradczyni” wyszła naprzecie – ale stwierdziła, że Internet i telefon będę miał za chwilę, ale z telewizją będzie gorzej – to może potrwać nawet 2 tygodnie (sic!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). Zadziwiłem się. „Doradczyni” stwierdziła, że takie są zasady, że to system (SYSTEM!) decyduje, kiedy ma włączyć wyłączoną z powodów windykacyjnych usługę. Słowem: wyłącza człowiek – włącza SYSTEM.

„Proszę pani, to wykluczone. Jestem dziennikarzem, muszę mieć dostęp i do telewizji”. ”Przykro mi, ale nie mogę tu pomóc.”

Pomyślałem sobie: zawracanie głowy, pewnie za 2 – 3 godziny i telewizja będzie działać (Internet i telefon zaczął działać w ciągu kilku minut). Był wieczór. Poszedłem spać.

Ale rano nadal telewizji nie miałem. Zadzwoniłem ponownie do operatora. Inna „doradczyni” powtórzyła to, co już usłyszałem wczoraj: system (SYSTEM) decyduje, przerwa może trwać tydzień, a nawet dwa. Tu już się zirytowałem. „Proszę pani, to jest jakiś skandal! Co to znaczy: system decyduje?! System jest ważniejszy od człowieka?!”. Ale usłyszałem, że nic się zrobić nie da, trzeba cierpliwie czekać.

OK, pomyślałem, to z pewnością „ściema”, jak wrócę wieczorem, telewizja będzie „chodzić”…

Do domu wróciłem ok. 18.15. Telewizji wciąż nie miałem. Kielich goryczy się przelał. Zadzwoniłem do operatora. Kolejna „doradczyni” kategorycznie stwierdziła, że „nic zrobić nie może”, bo o włączeniu programu telewizji decyduje system (SYSTEM). Ciśnienie w górę, adrenalina w dół. „Uważam, że pani kłamie, to, co pani mówi, to nieprawda, jakiś mityczny SYSTEM nie może decydować za człowieka.” „Proszę pana, nic tu poradzić nie można. Takie są zasady”. „Chce pani powiedzieć, że gdyby np. pani Szydło zadzwoniła w takiej sprawie, powiedziałaby jej pani to samo?”. „Tak”. „To za chwilę już by pani nie pracowała, a pani koledzy biegaliby jak mróweczki, żeby jak najszybciej tę telewizję włączyć.” Brak nowych okoliczności, tekst wciąż ten sam: nic nie można poradzić. „Dobra – pomyślałem sobie – zobaczymy”.

„Proszę pani, jestem niezależnym dziennikarzem, telewizja to jeden z instrumentów mojej pracy zawodowej. Jeżeli do godziny 19.30 nie będę miał włączonej telewizji, to po pierwsze jutro rano piszę skargę do Urzędu Antymonopolowego, a po drugie – we wszystkich dostępnych mi mediach papierowych i elektronicznych opiszę całą sytuację, opiszę, jak „wiodąca korporacja”, za jaką się uważacie, traktuje klientów”. „Pan mnie szantażuje!” „Nie, ja tylko informuję panią, co zrobię, jeżeli do 19.30 nie będę miał włączonego programu telewizyjnego.”

Rozłączyłem się. Była godz. 18.25. Zostawiłem odbiornik TV włączony, sam poszedłem do drugiego pokoju zająć się jakąś pracą.

Była dokładnie 19.27, gdy z drugiego pokoju usłyszałem jakieś głosy. Ki diabeł? – pomyślałem sobie. – Kto tam gada?

Wszedłem do pokoju i zobaczyłem, że powrócił program telewizyjny…

I teraz pytanie do czytelników: były na świecie dwa systemy polityczne, gdzie zawsze reagowano natychmiastowym posłuszeństwem na groźby bądź krzyk.

Jakie to były systemy?

I pytanie pomocnicze: czy te systemy na pewno już nie istnieją?

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl