Piszę ten tekst „na gorąco”. Od razu po ujawnieniu dwóch, w kolejnych dniach,  wypowiedzi Pani Kanclerz Niemiec. Bo napięcie między Turcją, a  Holandią rośnie. Eskalacja sytuacji zaskakuje wszystkich. Na nic zdają się pojednawcze tony.

Mevlut Cavusoglu,  turecki minister spraw zagranicznych chciał przylecieć w sobotę 11-03-2017 r. do Holandii na spotkanie ze  swoimi ziomkami.  Jest ich w Holandii  ok. 400 tys. Cavusoglu postanowił udać się do Holandii, mimo że w piątek władze Rotterdamu wycofały zgodę na jego udział w wiecu, który miał się odbyć w tym mieście w ramach prowadzonej przez Ankarę kampanii przed tureckim referendum w sprawie zwiększenia kompetencji głowy państwa. Zaplanowane na 16 kwietnia referendum ma zdecydować o zmianie systemu politycznego Turcji z parlamentarnego na prezydencki.  Czyli dla Turków, a  szczególnie aktualnie rządzących, bardzo ważna sprawa. Nie pozwolono samolotowi z tureckim ministrem na pokładzie wylądować.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w sobotę nazwał Holandię krajem "niedobitków nazizmu, faszystów".  I  rozpoczęła się  wymiana opinii między rządzącymi w obu krajach.

Kanclerz Angela Merkel odrzuciła w poniedziałek 13-03-2017 r. jako "absolutnie nie do przyjęcia" wypowiedź tureckiego prezydenta.

-Niemcy absolutnie odrzucają retoryczne i wszelkie inne porównania do narodowych socjalistów, jakich dokonał turecki prezydent-oświadczyła w poniedziałek Merkel na spotkaniu z biznesmenami w Monachium.

Przypomniała, że potępiła już wymierzone przeciwko Niemcom "nazistowskie analogie", które Erdogan zawarł w przemówieniu wygłoszonym w zeszłym tygodniu w parlamencie. Podkreśliła, że odrzuca taką retorykę także, kiedy jest ona skierowana przeciwko sojusznikom Niemiec, takim jak Holandia.

Kanclerz zaakcentowała, że takie porównania "trywializują cierpienia" ofiar nazizmu. Powiedziała m.in., że "zwłaszcza w przypadku Holandii, która doświadczyła tylu cierpień przez narodowych socjalistów, jest to absolutnie nie do przyjęcia". Zapewniła Holandię o swoim "pełnym poparciu i solidarności" w tej kwestii.

To ostatnie jest bardzo interesujące w świetle pojawiających się w Niemczech określeń „polskie obozy śmierci”, polskie  obozy zagłady”, czy też „polskie obozy koncentracyjne”.  Za chwilę do tego wrócę, bo Polska jest przecież równoprawnym, czyli ma takie same prawa, przywileje jak pozostałych 26 krajów (już teraz bez Wlk. Brytanii). Ale czy na pewno?

I od razu powstał dialog szefów rządów Niemiec i Holandii.

Premier Holandii Mark Rutte podkreślił w niedzielę, że słowa Erdogana o "niedobitkach nazizmu" są "nie do zaakceptowania". W poniedziałek Rutte, prowadzący kampanię przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w środę 15-03-2017 r., z wielkim zadowoleniem powitał wsparcie udzielone przez Merkel.

We wtorek nad ranem opublikowano informację, że Turcja zawiesiła stosunki dyplomatyczne wysokiego szczebla z Holandią. Ambasador tego kraju, który przebywa poza Turcją, ma zakaz powrotu do Ankary. Do Turcji nie przyleci już zresztą żaden holenderski dyplomata. Decyzje te podjęto podczas poniedziałkowego, wieczornego posiedzenia tureckiego rządu.

Informację tę przekazał turecki wicepremier Numan Kurtulmus. Powiedział on, że Europa nie wywiązuje się z umowy dotyczącej uchodźców i w związku z tym Turcja musi tę umowę ponownie rozpatrzyć. Premier Turcji podkreślił, że działania Holandii w stosunku do tureckich ministrów świadczą o "zapaści Europy".

Prezydent Turcji stwierdził wprost, że Merkel wspiera terrorystów i skrytykował ją za wzięcie w obronę Holandii. Jak zaznaczył, Niemcy nie podejmują działań przeciwko Partii Pracujących Kurdystanu, choć ugrupowanie to uznano za organizację terrorystyczną.

Nie wiadomo-jak na razie- w którą stroję rozwinie się ten spór i jaki nowymi zagrożeniami będzie to w  stosunku do krajów Unii Europejskiej.  Pozostaje mieć nadzieję, że  Kanclerz Merkel będzie  dzielnie bronić  Holendrów.

Co więcej prezydent Erdogan oskarżył też niemiecką "państwową telewizję" o wspieranie organizacji terrorystycznych i uprawianie propagandy przeciwko planowanemu wprowadzeniu w Turcji systemu prezydenckiego.

A przecież w Polsce pod koniec grudnia 2016 r. krakowski Sąd Apelacyjny  wydał wyrok właśnie w sprawie  użycia  przez II program niemieckiej telewizji publicznej (Zweites Deutches Fernsehen) zwrotu: „polskie obozy zagłady”  i  wyraźnie nakazał tej stacji  zamieszczenie przeprosin na pierwszej stronie w całości internetowego wydania (ZDF tak to zrobił, że przeprosin trzeba było szukać na którejś , kolejnej stronie, a nie o tym mówił wyrok).  Ostatecznie  niemiecki sąd ma rozstrzygnąć spór w II instancji.  Gdyż w I instancji inny niemieckim sąd zgodził się z polskimi zarzutami.

Brałem udział w  rozprawie w Mainz, w Moguncji, w sprawie  Pana Karola Tendery (wyrok w Krakowie kończył to postępowanie). W napięciu czekałem, czy  jedyny wtedy obecny na sali niemiecki dziennikarz stacji ZDF Malte Borowiack, choć jedną swoją wypowiedź poświęci głosom niemieckiej opinii publicznej (bo ta głucho milczy cały czas) lub przedstawicielom niemieckiego rządu.  Skoro stacja, po proteście Pana Jacka Biegały, rzecznika prasowego polskiej ambasady w Berlinie, od razu przyznała, że  był to błąd, że były to niemieckie obozy zagłady.

Ale na tym koniec. Żadnej, innej  wypowiedzi  w Niemczech, czy choćby od niemieckiego polityka.  Dlaczego?  Skoro tu w  sprawie Holandii  wyraźnie padają słowa: „potępiła już wymierzone przeciwko Niemcom "nazistowskie analogie", które Erdogan zawarł w przemówieniu wygłoszonym w zeszłym tygodniu w parlamencie. Podkreśliła, że odrzuca taką retorykę także, kiedy jest ona skierowana przeciwko sojusznikom Niemiec, takim jak Holandia”.

A  Polska nie jest takim samym sojusznikiem jak Holandia?  

I dalej  wypowiedź Pani Merkel: „Kanclerz zaakcentowała, że takie porównania "trywializują cierpienia" ofiar nazizmu. Powiedziała m.in., że "zwłaszczera w przypadku Holandii, która doświadczyła tylu cierpień przez narodowych socjalistów, jest to absolutnie nie do przyjęcia". Zapewniła Holandię o swoim "pełnym poparciu i solidarności" w tej kwestii.

A czy w przypadku Polski, która na pewno doświadczyła więcej cierpień przez narodowych socjalistów nie należało się i należy się „pełne poparcie i solidarność”.  

A  może to  kolejny przykład na twardą, niemiecką politykę historyczną, tak kategorycznie przestrzeganą za Odrą i nie widzącą racji po polskiej stronie?  Wszak „Die Welt” po oddaleniu powództwa Zbigniewa Osewskiego przez Sąd Okręgowy w Warszawie właśnie w sprawie tych określeń napisał byśmy z tej strony Odry uważali, bo to stanowi precedens. Czyli Polacy nie próbujcie robić tego przez sądy, bo nawet polskie sądy nie rozpatrzą pozytywnie takiego pozwu. No cóż, można się mylić, gdy za bardzo się wybiega przed szereg.  Bo  sprawa  Pana Z. Osewskiego, wnuka byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych na terenie okupowanej Polski zakończyła się  konkluzją, że „każdy Polak, który wykaże naruszenie jego tożsamości narodowej i godności narodowej” może wystąpić  przeciwko niemieckim mediom.

Pani Merkel była w lutym 2017 r. w Polsce i na ten temat ani słowa. Nie chcemy czynić  od razu zarzutów  Niemcom, ale czy w Unii  Europejskiej są równe prawa dla wszystkich krajów, czy ta równość i współczucie  dotyczy tylko wybranych?  

A  może w sprawie haniebnych określeń „polskich obozów zagłady” doczekamy się  wypowiedzi przedstawicieli niemieckiego rządu. Bo do tej pory jest tylko głuche milczenie.

 

                        Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl