Bezmiar naiwności ludzkiej i bezgraniczne zaufanie do oświadczeń mogących zagwarantować duże zyski i to, że każdy z nas jest zostawiony samemu sobie przeciwko bezwzględności prawa ukazały niedawne wypowiedzi byłego szefa najważniejszego banku i kierującego nadzorem bankowym. Metoda „Amber Gold” zarobienia dość szybko i łatwo dużych pieniędzy im jawiła się jako „przekręt” od pierwszego spojrzenia? Ale nikogo o tym nie poinformowali. Nie wszczęto nawet żadnych procedur, które by mogły zapobiec naruszeniu prawa.

-To jest po prostu nieprawda, że nic nie zrobiliśmy w

sprawie Amber Gold" - mówił przed sejmową komisją śledczą były szef banku centralnego Marek Belka.
Według niego, NBP nie mógł zgłosić sprawy do prokuratury, bo byłoby to wyjście poza mandat Banku. Pytany przez posła PiS Marka Suskiego, co Narodowy Bank Polski zrobił Belka odpowiedział, że NBP sprawdził, czy Amber Gold podlega kontroli, rejestracji, regulacji przez NBP.   Ale zaraz potem dodał:
-Człowiek, jak spojrzał na reklamę, która obiecuje gwarantowany dochód 13 proc., to już wiadomo było, że to jest gruby przekręt - mówił Marek Belka przed komisją ds. Amber Gold.
Pytany przez posła Witolda Zembaczyńskiego z Nowoczesnej, czy ponosi odpowiedzialność jako były prezes NBP za sprawę Amber Gold, odpowiedział: "Na pewno nie w sensie prawnym".
-Najbliżej było do ustalenia, czy Amber Gold to działalność kantorowa, zasada jest taka: jeżeli ktoś zamierza prowadzić działalność kantorową zgłasza się do NBP z prośbą o wpis na listę rejestrowanych firm, w tym momencie podlega kontroli - mówił były prezes NBP.
-Firma Amber Gold ani się nie zgłosiła, a też jakby się zgłosiła, to by nie dostała licencji na działalność kantorową, także z tym mieliśmy, jakby to powiedzieć, spokój, bezpośredniego związku z działalnością NBP nie było - dodał.
Poseł Suski ocenił, że NBP nic nie zrobił w kwestii Amber Gold i nie zgłosił tej sprawy do prokuratury.
-To jest po prostu nieprawda, że nic nie zrobiliśmy w

sprawie Amber Gold, to jest nieprawda wreszcie, że mogliśmy zgłosić tę sprawę do prokuratury, bo byłoby to wyjście poza mandat NBP, a instytucja publiczna, która wychodzi poza swój mandat łamie prawo - odpowiedział Belka.
W reakcji poseł M. Suski stwierdził:
-Ciekawa logika, ja już rozumiem, dlaczego nic nie zrobiliście, bo wychodziliście z założenia, że widzimy że ktoś łamie prawo, ale nie będziemy nic robić, bo się możemy narazić na to, że łamiemy prawo.
Jak widać, mimo, że  naruszanie prawa jest oczywiste dla szefów państwowych instytucji, żaden z Polaków nie został poinformowany, że mimo szumnych reklam, sztabek złota na nich i wielu biur, iż  jest to działalność nie tylko wbrew prawu. Dla wytrawnych ekonomistów było to „jasne jak słońce”.  A  zdawałoby się, że państwo mamy jedno i prawo mamy jedno.  Jeśli  ktoś w  sposób oczywisty narusza prawo, to nikt nie kiwnie palcem w bucie?


Obywatelu broń się sam, bo na nikogo, nawet wtedy, gdy dochodzi do naruszania prawa nie możesz liczyć!
Poseł PiS M. Suski dopytywał Belkę "kiedy informował premiera Tuska, że jest to piramida finansowa i będzie z tym duży kłopot"?
-Rozmawiałem z premierem Tuskiem przez telefon, kiedy powziąłem informacje, że Amber Gold inwestuje w tanie linie lotnicze OLT Express-odpowiedział. - Poruszony byłem tym dlatego, że wtedy się okazało, iż jest to "palenie pieniędzy". Nikt na świecie nie zrobił pieniędzy na tanich liniach lotniczych nie inwestując najpierw horrendalnych pieniędzy i nie rozwijając działalności globalnej. Wtedy było dla mnie oczywiste, że to jest właściwie oszustwo - powiedział Belka.
Belka ocenił, że prawdopodobnie każdy, gdy czytał ogłoszenia Amber Gold "wiedział, że mamy do czynienia z przekrętem".
-Trzeba być analfabetą, żeby do czegoś takiego nie dojść - dodał.
-Wspomniał pan o analfabetach. To analfabetami byli ci, którzy powierzali środki w Amber Gold, czy ci pracownicy instytucji państwa, którzy tego nie dostrzegali? - zapytał Witold Zembaczyński z Nowoczesnej. Belka odpowiedział: "Z przykrością muszę powiedzieć, że i ci, i ci".
Według łódzkich śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpn

ia 2012 r. Ale to nic. Amerykanie dali się nabrać na tzw. piramidę finansową Bernarda Madoffa (skazanego później na 150 lat więzienia), która - jak się okazało w 2008 r. - pochłonęła 50 mld dolarów.
Czy Belka ponosi odpowiedzialność jako b. prezes NBP za sprawę Amber Gold? Prezes niezależnego banku centralnego nie zna czegoś takiego jak pojęcie odpowiedzialności politycznej, tak odpowiedział M. Belka. Dopytywany, o jakiego rodzaju odpowiedzialności można w związku z tym mówić w jego przypadku, odpowiedział, że o odpowiedzialności "moralnej".  
„Moralnej”, czyli w tym wypadku żadnej, ludzie stracili pieniądze i już.
Niech nikomu naiwnie się nie wydaje, że państwo lub jego instytucje komuś pomogą w takich sytuacjach.  Jak widać z tego  słownego ping-ponga podczas przesłuchań w ramach sejmowej komisji, kto się styka z prawem zawsze narażony jest na to, iż jest pozostawiony samemu sobie.  Prawo jest bezwzględne.
Ale podobne przekręty, czy  raczej  wykorzystywanie prawa by  wyrwać  kasę  dzieją się w dalszym ciągu i to na dużą i mniejszą skalę.  To jednego z  miasteczek na tzw.  prowincji (gdyż  ona niestety istnieje) w marcu 2017 r. przyjechał przedstawiciel spółki, zarejestrowanej zgodnie z prawem, a jakże, i urządził tzw. pokaz  oferowanych urządzeń: odkurzacze, maty i inne.  Potem oświadczył, że niektóre z nich obecni otrzymają „w prezencie”. Wystarczy się podpisać.  Prezent za podpis, a dlaczego nie?-niestety wielu tak pomyślało.  I tu trzeba było  się  chwilę  zastanowić. Bo w tym kryła się pułapka. Otóż na druku, jak się później okazało, umowy kupna-sprzedaży nie wymieniono żadnego z tych produktów. Ani ich ceny i sposobu płatności. W godzinę po spotkaniu rzutki i cwany przedstawiciel handlowej spółki zjawia się w mieszkaniu z  tymi „niby prezentami”.  Jeszcze prosi tak złowionego klienta o pomoc w wniesieniu kartonów. I  wtedy wypełn tzw. piramidę finansową Bernarda Madoffa (skazanego później na 150 lat więzienia), która - jak się okazało w 2008 r. - w USA pochłonęła 50 mld dolarów.ia rubrykę „przedmiot umowy”, czyli co przy pomocy niefortunnego kupującego „sprzedał”, wpisuje cenę ok. 10.000,- zł. I od razu w swej łaskawości rozkłada ją na ponad 40 rat. Gdyż  sprzedaż następuje w kredycie kupieckim. Ale gdy później pomnoży się kwotę jednej raty i liczbę rat to wychodzi ogółem kwota do zapłaty o ponad 3 tys. wyższa. Handlowiec rzuca tak wypełniony „papier” na stół, bo przecież nie umowę i znika. Zanim zamknie drzwi jeszcze dodaje: „przecież zawarliśmy umowę”!

Czy klient jest „ugotowany”? W jego przerażonej wizji tak, bo przecież  skoro jest jego podpis, to umowa jest! Na szczęście zgłosił się do radców prawnych w ramach nieodpłatnej pomocy prawnej (jest wiele takich punktów w całej Polsce, w gminach, miastach i także w samej Warszawie). Za  darmo  otrzymał pomoc prawną. Dowiedział się, że w imieniu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością mogą podpisywać umowy  tylko osoby z zarządu, ujawnione w Krajowym Rejestrze Sądowym. I tylko te osoby mogą ewentualnie udzielić  pełnomocnictwa innym osobom do występowania w ich imieniu.  A  tego  cwany  handlowiec nie ukazał.  Poza tym przekazując „darowiznę” nie wypełnił pola „przedmiot umowy”, co także czyni umowę bezskuteczną. Na formę płatności w postaci kredytu też musi być  zgoda drugiej strony, a takiej nie było. Słowem nie doszło to skutecznego zawarcia umowy. „Nabrany” klient, gdy dzwonił do handlowca usłyszał, że jak się  chce „wycofać” z umowy, to musi od razu zapłacić pełną kwotę, czyli owe prawie 10.000,- zł. Radcowie prawni przygotowali pismo obejmujące 12 zarzutów. Teraz handlowiec prosi telefonicznie by mu odesłać te „sprzedane” produkty. Klient wie, że ma się tylko porozumiewać w drodze pisemnej ze spółką. A  szczwany handlowiec ma sam zabrać to, co bezprawnie usiłować sprzedać.

 

                        Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl