Najpierw muszę przypomnieć, że raz już zamieściłem tutaj tekst pt. „O Misiewiczu inaczej”, idący pod prąd ostatnich decyzji kierownictwa PiS w tej sprawie. Broniłem młodego człowieka, na którego osobę przypuszczono huraganowy atak (głównie, ale nie wyłącznie ze strony polityków i mediów opozycyjnych); podkreślałem, że jego jedyną winą jest młody wiek (aczkolwiek 26 lat to już pełnia dorosłości) i niedokończone studia (był na etapie finalizowania licencjatu). W tym miejscu warto może przypomnieć, że za kilka miesięcy być może kanclerzem wielkich Niemiec zostanie Martin Schultz, który nie ma nawet matury. Lepsze, bo pozytywne przykłady w tej mierze można by mnożyć.

Jest coś, czego cienia czy śladu nawet nie znalazłem w wypowiedziach polityków i dziennikarzy na ten temat. Mianowicie spojrzenia na tę sprawę z punktu widzenia tego młodego człowieka. Jego wrażliwości. Najpierw zaatakowany tak bezwzględnie i zarazem oszczerczo, aż musiała wkroczyć prokuratura, by dowieść zupełnej jego niewinności, zarzucanych mu przestępstw bowiem nie popełnił. Uznany przy tym został za jakiegoś imbecyla czy bęcwała, bo bez pełnego wyższego wykształcenia (iluż ja znam prawdziwych bęcwałów z pełnym wykształceniem wyższym –zabrakłoby mi palców u rąk i nóg, żeby ich policzyć!). Ten idiota – dziwiono się – pracował najpierw w aptece. Jak gdyby praca w aptece była jakąś ujmą. A przecież ona wymaga – nawet na stanowisku pomocniczym –wielkiej odpowiedzialności.

I widać tę cechę Misiewicz posiadał. Dowiódł tego w całym minionym dziesięcioleciu swojej współpracy z Macierewiczem, potem w Zespole Parlamentarnym ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU 154 M z 10 kwietnia 2010 roku, wreszcie, gdy dyskretnie, ale skutecznie zlikwidował sabotaż płk. Krzysztofa Duszy w CEK NATO (Centrum Eksperckie Kontrwywiadu). W efekcie sąd wojskowy zdegradował płk. Duszę do stopnia szeregowca, zaś prokuratura umorzyła śledztwo ws. rzekomego przekroczenia uprawnień przez Misiewicza podczas tej akcji (działał on jako przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej). A zatem postępował w tej sprawie rozważnie, odpowiedzialnie i zgodnie z otrzymanym poleceniem.

Trzeba jeszcze odnieść się do trzech innych zarzutów, jakie mu się stawia: że żądał od oficerów, by się u niego meldowali, że spędził wieczór rozrywkowo w nocnym lokalu i że był podwożony w sprawach poza służbowych limuzyną rządową. Po pierwsze, owo (idiotyczne – zgoda) żądanie meldowania się miało miejsce jedynie raz: zwrócono mu uwagę, zrozumiał niewłaściwość swego postępowania i więcej się to nie powtórzyło. Tako rzecze Macierewicz. Wieczór z kolegami spędził Misiewicz w klubie studenckim, a nie jakimś Go GO, jak można było sobie wyobrażać. Przygotowuje pracę licencjacką, jest więc studentem, to chyba klub  studencki jest dla niego miejscem, że tak powiem, naturalnym czy oczywistym. Zdziwiłem się bardzo, że prezydent Andrzej Duda, który tak dobrze umie trzymać miarę we wszystkim,  w tym przypadku tak bezwzględnie potępił młodego człowieka za ów wieczór w klubie studenckim, sięgając po argumenty, jak to się mówi potocznie, z grubej rury. O podwożeniu limuzyną rządową (naganne, oczywiście, że naganne, ale zdaje się powszechne) zamilczę, przypomniawszy jedynie bezkarne „kilometrówki” ministra Sikorskiego… Znaj proporcją, mocium panie!

To spojrzenie na całą sprawę z punktu widzenia przeżyć, jakich doznał Misiewicz, usunięty z partii i z przydzielonych mu stanowisk, jest potrzebne jeszcze dlatego, by uświadomić sobie,  że przecież ten młody człowiek poświęcił pracy dla Prawa i Sprawiedliwości dziesięć lat swojego życia, pełniąc po drodze różne funkcje, które tylekroć już wymieniano. Nawiasem mówiąc, trudno mu w tej sytuacji zarzucać brak doświadczenia, cenniejszego niekiedy niż wyższe wykształcenie. Pamiętajmy, że pracował w warunkach nieustannej nagonki polityczno-medialnej, a to albo osłabia, albo hartuje. Wygląda na to, że jego zahartowało. Ale nie na tyle, jak się obawiam, by mógł znieść gładko całkowite odrzucenie od swoich. Za winy niepopełnione. Takie „podziękowanie” za wieloletnią służbę?!

Dodajmy, że opozycja wespół ze swoimi zaprzyjaźnionymi mediami (których siła jest wciąż ogromna)  dopadła Misiewicza przede wszystkim dlatego, że mimo swojej śledczej sprawności nie mogli oni nic innego, jakiegoś rzeczywistego przekrętu czy choćby wykroczenia znaleźć na PiS. Uczepili się tej postaci jak rzep psiego ogona, nękając, zmyślając, wyolbrzymiając co tylko się dało, żeby z tego ukuć gorącego haka na Antoniego Macierewicza i na Prawo i Sprawiedliwość i jakoś je w oczach opinii publicznej osłabić.

Nie wchodząc w głośne obecnie (o wiele bardziej szkodliwe niż pięciu Misiewiczów) publiczne roztrząsania problemu rzekomych tarć między Macierewiczem, Prezydentem a Prezesem i w kłótnie w tej sprawie prawicowych dziennikarzy, muszę przyznać, że ta akcja powiodła się i opozycji i mainstreamowi medialnemu. Dlatego też w pełni doceniam reakcję prezesa Jarosława Kaczyńskiego i podjętą decyzję, chociaż trudno mi zaakceptować pewne jego sformułowania odnoszące się wprost do owego młodego człowieka, bo wydają się po prostu niesprawiedliwe. Ale o to mniejsza. Nie było innego wyjścia. No i jest to pewna, może nie taka wielka, ale jednak porażka PiS.

Warto tu dodać, że Antoni Macierewicz ma dobrą rękę do młodych ludzi. Przypomnijmy sobie tylko młodziutki zespół kierowany przez Piotra Woyciechowskiego zajmujący się wydobywaniem teczek tajnych współpracowników z archiwum SB w 1992 roku, gdy minister spraw wewnętrznych wykonywał uchwałę lustracyjną Sejmu. Dziś Piotr Woyciechowski przywraca blask Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, tak dalece zaniedbanej w minionym okresie. Drugim przykładem może być Piotr Bączek, obecny szef Służby Wywiadu Wojskowego, niegdyś wieloletni redaktor (chyba od wczesnej młodości) sławnego „Głosu” Antoniego Macierewicza. Takich przykładów można by podać więcej.

Szkoda, że pan Antoni nie docenił nie znanych nam bliżej funkcjonariuszy medialnych, którzy bez ustanku czaili się i węszyli za Misiewiczem. Skierował  go do pracy w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, w przekonaniu być może, jakże niesłusznym, że wrzawa już ucichła. Mocno się dziwię tej naiwności lub… może zbytniej pewności siebie?

A Bartłomiej Misiewicz kiedyś jeszcze da o sobie znać, powróci do życia publicznego. Bo to jego żywioł.

Jerzy Biernacki

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl