Jak w Polsce może być normalnie, jeśli jedna z najbardziej znanych osób kpi sobie w żywe oczy z prawa. Hanna Gronkiewicz-Waltz odmawia poddania się rygorowi przesłuchania przed specjalną komisją do spraw weryfikacji reprywatyzacji. Normalnemu człowiekowi, przeciętnemu obywatelowi takie zachowanie nie mieści się w głowie. Polska to świetny kraj. Można sobie gwizdać na zasadę, że wszyscy są równi wobec prawa. Może wszyscy, ale nie prezydent Warszawy. Raczej nic jej nie grozi. Od samego początku wybuchu afery reprywatyzacyjnej , dość powszechnie uznano, że Hanna Gronkiewicz-Waltz ponosi polityczną odpowiedzialność za dopuszczenie do olbrzymich przekrętów w odzyskiwaniu nienależnych nieruchomości. Transakcji dokonywano z udziałem podejrzane persony i w nie do końca jasnych prawach własnościowych. Reprywatyzacja naraziła stolicę kraju na olbrzymie straty finansowe. Część opinii publicznej uważała, że kompromitacja prezydent jako nieudolnej, nie panującej nad procederem, który trwał od lat, a z każdym rokiem się pogłębiał i rozszerza, jest tak duża, że winna ona podać się do dymisji i odejść ze swego stanowiska.  Presja była dość duża. Jednakże HG-W  była innego zdania i ani zamierzała ustąpić. Wytrzymała pierwszy napór, władze partii dokonały lekkiego makijażu kadrowego w Ratuszu Warszawy i HG-W do dziś rządzi Warszawą. Robi to dyskretnie, w cieniu, unikając eksponowania siebie w mediach.

Kiedy pojawiła się zapowiedź jej przesłuchania przed komisją, odmówiła przyjścia na przesłuchanie, uzasadniając, że ustawa jest bolszewicka, czytaj, jak z czasów  głębokiego komunizmu, więc nie zamierza jej honorować. Praktycznie, tego rodzaju zarzutu, nie daje się racjonalnie odeprzeć. Mniej więcej na podobnej zasadzie, jak nie można by znaleźć argumentów, gdyby jakiś rodzic powiedział, że nie pośle swojego malucha do szkoły, bo przypomina mu program szkoły bolszewickiej. To dosyć prymitywny wybieg retoryczno-ideologiczny, jaki zastosowała prezydent stolicy, aby stworzyć pozory dla jakich odmawia współpracy z komisją.     

Oto jak prawdopodobnie przebiega rozumowa, nie prezydent stolicy, do niedawna wiceprzewodniczącej  Platformy Obywatelskiej. - Mam w nosie prawo. Nikt mi niczego nie zrobi. Niech ten Ziobro i jego żołnierze spróbują tylko wymierzyć mi najmniejszą karę, np. kilkutysięczną grzywnę – to zostanę bohaterką narodową. Większość Polaków uzna mnie za ofiarę terroru jaki szerzy PiS i jego prezes Jarosław Kaczyński. Powiedzą, że być może za moimi placami działali jacyś oszuści, że wśród nich mogli się znaleźć jacyś nieuczciwi urzędnicy niższego szczebla, ale ja jestem niewinna. To, co robi komisja, wzywanie mnie na przesłuchania, karanie grzywną to czyste nękanie polityczne. Kroki wymierzone we mnie, aby utrącić mnie jako potencjalnego kandydata na trzecią kadencję prezydentury stolicy. Jednocześnie wymierzone w partię przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi.  Gdyby spróbowali doprowadzić mnie siłą na przesłuchanie, cały świat obiegłyby zdjęcia, jak bezwzględni żołdacy wloką bezbronną, słabą kobietę na zlecenie faszyzującego, posługującego się brutalną przemocą rządu.  

Wszyscy pamiętamy podobne lekceważenie prawa – wówczas sejmowej komisji do zbadania afery Orlenu – przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Teraz w innych warunkach, z innych powodów spotykamy taką samą pogardę dla państwa.

To ludzie pokroju Kwaśniewskiego i obecnej prezydent Warszawy ośmielają Obywateli RP do łamania prawa współżycia społecznego. Do barbarzyństwa.

Bo w gruncie rzeczy i Kwaśniewski i Hanna Gronkiewicz-Waltz są barbarzyńcami dla własnego państwa.                       

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl