Mam świadomość, że ten felieton uznany zostanie za skrajnie niepoprawny – politycznie, ale nie tylko; że będzie on np. świadczyć o braku kultury piszącego, o elementarnym braku taktu tudzież – w odniesieniu do pewnego „segmentu” moich „bohaterek” – zwykłej empatii.

Nie zamierzam wyśmiewać rzeczy niezależnych od człowieka lub cudzych nieszczęść. Idzie mi tu o coś zupełnie innego, o „trynd” coraz bardziej perspektywicznie niebezpieczny. Idzie mi tu – co zaznaczyłem w tytule - o grube baby. I tak będę dalej to zjawisko nazywać. No, może czasem coś zmiękczę…

Nadmierna tusza nigdy nie zdobiła, zawsze była czymś karykaturalnym, zwłaszcza w wypadku płci pięknej. Tzw. kształty rubensowskie to jednak nie było to samo, co karykaturalna zupełnie niewieścia otyłość, do tego nie skrywana przed światem. Jak się ogląda stare sztychy, obrazy dawnych mistrzów czy inne artefakty, kobieta jest tam tym bardziej piękna, kobieca czy pociągająca, im lepszą ma figurę. Możesz sobie, Drogi Czytelniku, wyobrazić prawdziwą damę, której nadobfitość wylewa się wszystkimi możliwymi „nieszczelnościami” stroju? Były oczywiście różne na otyłość sposoby, jak choćby gorset, tyle że spędzanie wielu godzin w charakterze osznurowanego baleronu nie było ani wygodne ani – co ważniejsze – zdrowe…

I tu zbliżamy się do sedna sprawy.

Tak zwane „nasze czasy” zaznaczyły się między innymi dążeniem do pozbawienia człowieka wszelkich kompleksów. Przygłupów od bardzo, bardzo dawna nazywa się „inteligentnymi inaczej”, kwestionując generalnie rozumność i inteligencję (każdy jest jakoś tam mądry!), nadętych błaznów i artystycznych hochsztaplerów – artystami niepokornymi, „wizjonerami”, czy nawet prekursorami „Nowego”, którzy dziś są odrzucani (Norwid: „Syn minie pismo, lecz ty wspomnisz, wnuku”) bo – oczywiście! – „niezrozumiani”. Politycznych kombinatorów uznaje się od dawna za „sprytnych politycznych graczy”, za „rasowych polityków”; naciągaczy, oszustów i złodziei – na różną, ale raczej większą skalę – przedsiębiorczymi ludźmi biznesu. Etc. etc.

Podobnie miała się - i ma nadal - rzecz z otyłością. Od zawsze wiadome było, że to przypadłość fatalna, utrudniająca życie, wreszcie niekoniecznie służąca zdrowiu. Taka np. gruba baba zawsze była obiektem kpin, szyderstw, wyśmiewano ją, wytykano palcami. Szanse na cokolwiek sensownego w życiu (dobry mariaż, dobra praca) miała bliskie zeru.

Zastrzegam od razu, że z opisu i analizy wykluczam otyłości spowodowane chorobami – cóż, różne krzyże nakłada na ludzi Pan. Mnie idzie o grube fleje, którym jest wszystko jedno, jak wyglądają, choć miałyby szanse – oczywiście przy odrobinie wysiłku i krzcie charakteru, nic za darmo! – na normalny wygląd, a co ważniejsze – na własne zdrowie. Noszenie 100 kg tłuszczu musi prędzej czy później spowodować zwyrodnienia kręgosłupa, stawów, otłuszczenie mięśnia sercowego, niewydolność krążeniową i inne tego typu przyjemności. Nie jestem lekarzem, kto chce, niech popyta fachowców o więcej szczegółów.

Ba, ale nasz świat właśnie do takich nieszczęść prowadzi!!! Po pierwsze niedługo na każdym rogu ulicy każdego miasteczka stać będzie jakiś fastfood, będzie ich więcej, niż kiosków „Ruchu” w okresie największej prosperity PRL. Hamburgerownie, kebabownie, pizzerie, zapiekankarnie, dalej ekspansja reklamowa wszelkich czipsów, napojów energetycznych, soczków, batoników (oczywiście wszystko to z naturalnych w 100 procentach składników!) – wszystko to sprzyja zjawisku, że na ulicach polskich miast widać coraz więcej grubych bab. Ani im w głowach jakoś tę tuszę maskować, przeciwnie, baby owe uważają zapewne, że wyglądają cool i sexy. I potem idziesz, człowieku, ulicą i co chwila masz odruch niemal wymiotny: jakieś mini spódniczki, spod których wylewa się cielsko na miarę dobrze rozwiniętego atlety, szorty, które podkreślają nawet jeszcze więcej, T-shirty trzeszczące dosłownie w szwach (ale z drugiej strony pokazujące, że panienka – jak to się kiedyś mawiało – „ma czym oddychać”) fałdy tłuszczu, wylewające się spod krótkich kurteczek… No, może wystarczy…

Media tego nie piętnują, przeciwnie, komunikat wysyłany do owych bab głosi: „Nie przejmuj się, jesteś super!” Całkiem niedawno w POLSAT-owskim show „Taniec z gwiazdami” wystąpiła panienka, mogąca służyć za wspaniałą ilustrację tego felietonu: ze 130 kg żywej wagi, krótkie, ale za to bardzo obszerne nóżki, a to wszystko wbite w jakiś zwiewny kostium z paseczków ostro przyozdobionych mieniącymi się tysiącem barw cekinami. Brrrrr…

Niech mi tylko nikt nie wmawia, że ktoś w tej telewizji coś przegapił – nie było w stosunku do owej „tancerki” takich możliwości… Prędzej przegapiłoby się hipopotama. A to oznacza, że był to wyraźny sygnał z kategorii tzw. lansu: „Zobaczcie, tak też można, a co?!”

Do tego dodać trzeba postawę płci brzydkiej. Jak świat światem facet, jak szukał sobie narzeczonej, panienki czy dziewczyny, z którą chciałby póki co „chodzić” (zanim się z nią nie położy), dbał też o własny prestiż. Szukał więc „laski”, którą zaimponowałby kumplom. Dziś widzi się pary, dobrane chwilami dziwnie: facet normalny – a obok niego gruba baba (babka). Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, więc ów hipotetyczny facet, zamiast chwalić się „laską”, ogłasza z dumą: „Chłopaki, ta panienka to ręce pełne roboty!”

Że tej roboty może nie wystarczyć na długo? A któż by się tym w dzisiejszym wariackim świecie przejmował!

Dowód? Jakieś gremium (nie pamiętam, jakie, ale łatwo to znaleźć w Sieci) ogłosiło właśnie nabór kandydatek do programu pod tytułem – „Model XXL” czy „Super plus”… Idzie o znalezienie grubych bab, które będą modelkami! Ładne? Ładne! Na pewno będzie kupa zgłoszeń.

A na ulicach naszych miast będzie jeszcze więcej grubych bab, zapatrzonych w te panie XXL. W końcu prześcigniemy Amerykę – najbardziej chore społeczeństwo świata.

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl