Polityka jest niewątpliwie sztuką wygrywania swoich interesów i walczenia by „wyszło na moje”. Ale jest także lub powinna być  wysoką umiejętnością  wypowiadania się tak by inni rozumieli o co partii chodzi, jakie ma zamierzenia i...aż boję się tego napisać...własny program partyjny. Dyskurs polityczny uprawiany przez (p)oważną (o)pozycję jako totalną kończy się na całkowitej negacji wszystkiego, co robią inni. I takiego ogólnego, politycznego „gadania” jak to te  „złe pisiory” naruszają zapisy Konstytucji,  zastopowali Trybunał Konstytucyjny, niszczą  demokrację, jak chcą  wprowadzić nowe  zapisy prawne, to oczywiście tylko złe. Słowem „totalny” demontaż państwa polskiego, a właściwie, jak starała się to podsumować jedna z posłanek,  „bolszewizm”, czy „powrót do bolszewizmu w całej krasie”.  Ale  historia  ostatnich dni: od piątku 05 maja  do  wtorku 09 maja  2017 r.  pokazała, iż takie czcze  gadanie, partyjne gadulstwo na niewielu robi wrażenie. I tak naprawdę jest zupełnie jałowe. I przynosi  więcej szkody, chociażby w postaci obniżania się własnych notowań w różnych badaniach. Prowadzonych zresztą przez instytucje , którym zleca to raz jedna, a raz druga strona. Nie da się ukryć, że (p)oważna (o)pozycja ciągle goni rządzącą  partię. I im więcej gada pod  publikę, tym coraz bardziej obniża się w rankingu.

Jak z takich gadających, opozycyjnych głów  wyciągnąć  konkrety?

I zastopować te nieuzasadnioną, pełną złych życzeń gadaninę? Sprawa  okazała się bardzo prosta. Wystarczy zadać im pytania i czekać na odpowiedź-konkretną, Czyli „tak” lub „nie”.  Tyle i aż  tyle.  I  jak  ta  sztuka  wywołana w piątek 05 maja okazała się skuteczna, okazało się bardzo szybko we  wtorek 09 maja 2017. (P)oważna (o)pozycja nie chciała odpowiedzieć prosto na proste pytania.  Co więcej,  robiła co mogła by nie powiedzieć najbardziej oczywistego „tak” lub „nie”.  O  jakie  pytania i zarzuty chodziło?

-PO nie ma programu i składa Polakom tylko mgliste deklaracje-oceniła 05 maja 2017 r. rzeczniczka PiS Beata Mazurek. -Dziś w Polsce mamy do czynienia z opozycją totalną, która poza totalną krytyką PiS nie chce, nie potrafi lub nie ma nic do zaoferowania Polakom - stwierdziła rzeczniczka PiS.

Ponadto oceniła, że PO nie ma programu, a tylko "mgliste deklaracje, z których tak naprawdę nic nie wynika". - Żadnego konkretu, a przecież nie o to chodzi - dodała Mazurek.

Rzeczniczka PiS skierowała więc cztery pytania do polityków PO: czy Platforma podwyższy Polakom wiek emerytalny i do ilu lat, czy ograniczy lub zlikwiduje program 500+, a także, czy PO podtrzymuje deklarację likwidacji IPN i CBA oraz czy zgodzi się na przyjęcie emigrantów?

-Mam nadzieję, że PO będzie miała cywilną odwagę powiedzieć Polakom, w jaki sposób do tych pytań się odnosi - powiedziała Mazurek.

Odwagi cywilnej zabrakło.  Tak  jak politycy  byli  zawsze  bardzo pewni siebie w  atakach, tak we  wtorek 09 maja strach zaglądał im w oczy!  Tak, strach.  Bo  musieli sobie  doskonale zdawać  z tego sprawę, że  potwierdzenie tego, co mówili  wcześniej  skończy ich szanse  wyborcze. Zwijali się w  robieniu uników, odpowiadali pytaniem na pytanie.  Rzecznik jak mógł tak starał się „parować”  dziennikarskie ciosy w postaci  prostych pytań.  A  lider  partii  wprost  powiedział do jednego z  dziennikarzy: -niech Pan nie podchodzi do mikrofonu! Tak  oto  tak  pewni  swego  politycy  w  ogólnym „paplaniu”, gdy mieli podać  konkrety kompletnie się pogubili. I  to było widać jak na dłoni!  Czy  tacy politycy mają przejąć  władzę w Polsce?!  Bez  programu, bez  własnych silnych poglądów, których będą  bronili?  I co jeszcze  gorsze nie ma właściwie  gabinetu cieni!  Takiego, ze  jego  „ministrowie”  wiedza  czego chcą  i potrafią to przekazać opinii publicznej.  Po prostu polska, polityczna zgroza!  I ciekawe jak przyjęli to politycy  Unii Europejskiej?  Przecież to  byli i są  ich  partnerzy w kierowaniu skarg  na własny kraj, na Polskę?  Ludzie nie tylko bez własnych poglądów, ale bojący  się w  ogóle  cokolwiek  ujawnić z  tego, co będą  jako politycy zamierzali zrobić?

Dopiero lider  (p)oważnej (o)pozycji „złapany” na ulicy przez dziennikarza (to taka polityczna odwaga, że polityków trzeba ścigać na ulicy) - Platforma nie jest za przyjęciem uchodźców - powiedział dziennikarzowi TVP Info. - Jestem za tym, by nie przyjeżdżali do Polski

- dodał.
W  tej politycznej szarpaninie na odwagę by powiedzieć tak lub nie, na  tak zwanym „Marszu Wolności” w  sobotę 6 maja  lider opozycji (bo .Nowoczesna nie ma szans) powiedział, że  zjednoczona opozycja, czyli pod jednym sztandarem  wygra  wybory samorządowe w 2018 r. I tu od razu powstaje pytanie: ale z jakim programem?  Jest to niemal hamletowskie pytanie:  czy ma być program, czy  wystarczy  czcza  paplanina i totalne potępianie wszystkiego w  czambuł, bo to taka polityczna poprawność?

Nie mając  programu, nie chcąc  go ujawnić (p)oważna (o)pozycja  chce  dalej  szerzyć  ideę  marszu wolności.  Już  zapowiedziano  zlot  polityków  tej partii  na Warmię i Mazury 17 maja  2017 r. I  „rozmowy” ze społeczeństwem w tzw. terenie. Zdaje się, że  sobotni „Marsz Wolności” (cały czas nie wiadomo o jaką wolność  chodzi!) to  była  jedynie przygrywka  do  takich  gwiaździstych zlotów (?), które opozycyjna  partia chce  organizować  w  całej Polsce. Czyżby wolność dla obywateli?  O  jakim programie będzie mowa?  Czy  skończy się  na  totalnym potępianiu  rządzących?  Bo  tak najłatwiej i najprościej i najłatwiej?  Bo  ludzie dadzą się otumanić pustym gadaniem? Aż  chce  się  zakrzyknąć  widząc, co ostatnio zrobiła opozycyjna partia: „ludzie nie dajcie oszukiwać i żądajcie prostych odpowiedzi: „tak” albo „nie”!

 

                        Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl