Usadowieni wygodnie w fotelach – śpiewała Elżbieta Wojnowska, będą bredzić na każdy temat – dodałbym. Szczególnie w Internecie. Znawcy wszystkiego, eksperci od siedmiu boleści zabiorą głos na każdy temat. Okażą się lepsi od specjalistów w realu, naukowców, policji, prokuratury i sądów. Podważą każdą cudzą opinię, zakwestionują każdą wypowiedź, która nie zgodzi się z ich wizjami, fantasmagoriami, po prostu z ich schizofrenicznymi bredniami.

Internet poszerzył – zdaniem wielu socjologów i medioznawców - sferę dyskursu publicznego. Zgoda. Poszerzył też bezmiar głupoty i prostackiego, kliszowego myślenia ubranego w szaty stadnego populizmu, wzmocnionego stereotypowymi emocjami, obawami i wydumanymi teoriami spiskowymi. Do wyboru, do koloru – jeśli chcesz udowodnić jakąś absurdalną tezę, to sięgnij do Internetu, a tam znajdziesz ich mnóstwo. Bo na ludzkiej głupocie żerują cwaniacy, zamieszczający w sieci fake newsy, których wy nie sprawdzicie, ale klikniecie, a oni zarobią. Jak 17 – latek z Macedonii, który wpuszczał do sieci wyssane z palca informacje o Hillary Clinton i zarobił kłamstwem i oszustwem 60 tysięcy dolarów. Amerykańscy wyborcy dowiedzieli się, że „Papież poparł Trumpa” (20 mln linków w Google). Jeśli wam spodobała się ta informacja, to w nią uwierzyliście, a co dalej się stało – wszyscy wiedzą.

Fake newsy i hejty może jeszcze nie dominują w sieci, ale skutecznie ją zachwaszczają. Z wielu powodów, często z frustracji, niedowartościowania, chęci zysku, oczernienia kogoś użytkownicy sieci produkują nienawistne i fałszywe informacje. Uprawiają zmasowaną propagandę. Niedoceniani w realu stają się „aktywistami fotelowymi” – „królami” sieci przykuwającymi uwagę bezrozumnych odbiorców. Zjawisko to można dobrze zaobserwować na przykładzie sprawy tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk. Pojawiają się tysiące domysłów. Nawet poważne (?) media rozpowszechniają plotki i „szemrane” informacje. Oczywiście, dziś jeszcze nie można wykluczyć żadnej wersji przyczyny śmierci, ale chodzi o to, żeby żadnej nie uznawać za 100-procentowo pewną, skoro jeszcze jest tak wiele znaków zapytania. Tymczasem Internauci już wszystko wiedzą o mafiach, handlu żywym towarem, o chłopaku dziewczyny oskarżanym o jej sprzedaż. Wiedzą i publikują, bo korzystają z wolności wypowiedzi. A że kogoś zniesławiają? A co ich to obchodzi? Bez odpowiedzialności korzystają z anonimowej wolności. Na razie nie przejmują się ewentualnymi karami za publikowanie pomówień. Ciekawe, podobne nasze państwo jest państwem prawa. A może bezprawia?

Andrew Keen napisał, że w Internecie panuje kult amatora. Głupcom wydaje się, że są wszystkowiedzącymi fachowcami. Ale w rzeczy samej Internet nie powinien być dla głupców.  Na to jednak rady nie ma. I to jest paradoks wolności i demokracji, z którym musimy się pogodzić, czy nam się podoba czy nie.

Marek Palczewski

13 maja 2017

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl