-Kocham opowiadać, bo jesteśmy wychowywani na opowieściach-tak przyznał Robert  Redford, słynny amerykański aktor przed przejściem na emeryturę w listopadzie 2016 r. –Czyż nie pamiętamy naszych babć i dziadków, którzy starali się otwierać nam świat niesamowitej wyobraźni.

I Amerykanie rzeczywiście umieją opowiadać. Stopniowo budują napięcie. Wciągają widza w akcję. Umiejętna narracja wzbudza coraz większe zainteresowanie. Pobudza faktycznie wyobraźnię. Mocno wpływa na emocje. A  tym samym na pogłębioną ciekawość pokazywanymi obrazami. Niby to wojna, wszyscy znamy te fakty. Ale sposób ich przekazu, podbudowany osobistymi przeżyciami i scenami, jak na przykład rodzącego się uczucia, to wszystko tworzą taką mieszankę, że nie można odejść od telewizora. Nawet chociażby na zrobienie herbaty.  Chociaż w tym opowiadaniu nie zawsze podają pełną prawdę. W  tym dotyczącą Polski.

Serial „Wichry wojny. Kataklizm” (The Winds of War. Cataclysm) w  reżyserii Dana Curtisa z 1983 r. ukazuje sceny z II wojny światowej - od marca 1939 roku aż do inwazji Japończyków na Pearl Harbor - z perspektywy rodziny Henry. Komandor amerykańskiej marynarki wojennej Wiktor Henry (Robert Mitchum) przyjeżdża na placówkę do Berlina. Szybko odkrywa plany Niemców dotyczące inwazji na Polskę. W tej sytuacji wybuch wojny jest nieuchronny. W tym samym czasie starszy syn Henry'ego wstępuje do szkoły marynarki wojennej na Florydzie. Młodszy zaś Byron (Jan-Michael Vincent) zatrudnia się jako asystent żydowskiego pisarza. Z czasem między nim a siostrzenicą jego pracodawcy, Natalie (Ali MacGraw), rodzi się uczucie. Serial na kanwie powieści Hermana Wouka.

Serial niewątpliwie zrobiony z rozmachem (tak jak i jego kontynuacja "Wojna i Pamięć"). Znakomicie i przejmująco oddany aspekt martyrologiczny - sceny związane z holocaustem jak np. masakra Żydów w Babim Jarze na Ukrainie, czy wizyta SS-Reichsfuehrera Heinricha Himmlera w Oświęcimiu mocno osadzają się w pamięci.

W  poniedziałek 12.06.2017 r. TVP I pokazała pierwszy odcinek.  Ostrzał niemieckich  myśliwców. Nadlatują ponownie nad grupę  bezbronnych cywilów,  jakby chcąc  poprawić  rozpoczęte  dzieło zabijania  kobiet, dzieci, starców, koni.  To nie wojna, to rzeź. Przejeżdża  oddział  polskiej kawalerii z lancami.  A  to już  kłamstwo.  Ułani ich używali tylko i wyłącznie na ćwiczeniach, nigdy na polu bitwy. Nie wiadomo dlaczego i skąd  to Amerykanie wzięli, gdy polski oficer salutuje pełną dłonią.

A  jeszcze bardziej pikantna scena, gdy-jak widać-nieporadnym i nierozgarniętym polskim artylerzystom wspaniałomyślnie pomaga amerykański turysta. Na strychu budynku to właśnie on sporządza mapę pobliskiego terenu. Bo Polacy to fajtłapy i tego nie potrafią. Nic natomiast nie pobije sceny, jak to paskudny i najwyraźniej nie pałający sympatią do współobywateli Dawidowego pochodzenia sanacyjny polski żołdak (wyjątkowo nieurodziwe oblicze naznaczone w dodatku z obleśną kurzajką, brr) niemalże wywleka biednego Aarona Jastrow'a z samochodu. A drugi, niechlujny i nieogolony polski barbarzyńca w hełmie khaki molestuje tępym i dzikim wzrokiem dystyngowaną amerykańską Żydówkę. Wymowę „tej całości” podsumowuje scena siedzącego nad biurkiem polskiego oficera, który siorbiąc z kubka kawę, kapie nią prosto na otwarty paszport zatrzymanego cudzoziemca. Nic dodać, nic ująć. Nawet Niemców przedstawiono w serialu w lepszym świetle, bo wprawdzie również jako antysemitów, ale za to pedantycznych i zorganizowanych.

Nieprawdziwa jest też scena, gdyż na początku września  Amerykanie przejeżdżają  przez jakieś  miasteczko.  I jeden z  aktorów odczytuje jego nazwę: „Auschwitz”.  Może  to  dla  wymowy  filmu tak miało być, bo  każdy  wie, co to znaczy Auschwitz-niemiecki obóz koncentracyjny.  Tyle, że  go jeszcze wtedy  nie  było.  Amerykanie  są w Polsce, a w niej nigdy nie było takiego miasta. Powtarzam-nigdy! Jak to ktoś zapyta?  Bo nawet w  czasach  zaboru  austriackiego (mówiono po niemiecku oczywiście),  ale miasto nazywało się „Oświęcim”.  Tylko w czasach okupacji niemieckiej, gdy Polski nie było na mapach i była okupowana w latach 1939-1945, było to „Auschwitz” właśnie.  Co  od razy komuś-kto chociaż trochę jest zorientowany w  historii i zadał sobie  nieco trudu by ja poznać, że  właśnie w Auschwitz mógł być tylko i  wyłącznie  niemiecki obóz  zagłady. Koniec kropka.  Wiązanie  tego  okropnego obozu z „polskim” jest nie tylko nieprawdziwe.  To po prostu bezczelne kłamstwo. A  w dodatku całkowicie sprzeczne z prawdą historyczną.

Ale  tu  też „mały, historyczny przytyczek”. No bo jeśli pokazuje się w  Polsce Auschwitz, stąd  już-oczywiście w  amerykańskiej narracji-mały  kroczek do „polskiego obozu w  Auschwitz”.  Być  może  tak i stąd  się bierze  to ohydne kłamstwo.  I  albo  jest  tak często nadużywane albo  jest  to celowa,  antypolska taktyka.  Bo jakoś nie słychać by Amerykanie tak się mylili co do  faktów w  wojnie z Japończykami, czy gdy przedstawiają Rosjan i Armię Czerwoną, bliskiego sojusznika, wręcz  Wujaszka Joe (Uncle  Joe), czyli samego Stalina.

Niewątpliwie plusem serialu jest ukazanie licznych "gwiazd" ówczesnej epoki: Hitler (świetna kreacja Guenthera Meissnera, który znakomicie oddaje impulsywny i nieobliczalny temperament fuehrera), Goebbels, Ribbentrop, Himmler, Goering, ponadto Josif Stalin, Winson Churchill, Franklin D.Roosevelt. Nie zabrakło i miejsca dla Mussoliniego. Zdecydowanie tendencyjnie i w sposób mdląco-patetyczny ukazano sylwetkę amerykańskiego prezydenta - szlachetny, nieskazitelny i zatroskany o przyszłość ludzkości mąż stanu - nie zapominajmy jednak kto serial robił i że odbiorca zachodni niekoniecznie musi wiedzieć, iż Mr Roosevelt lekką ręką oddał Stalinowi we władanie pół Europy.  W  niektórych miastach w Polsce mieszkańcy chcą zniesienia tej nazwy.

Oczywiście wątki sowieckie przedstawiono w filmie w sposób niezwykle ostrożny, zupełnie jakby radziecka cenzura miała wgląd w scenariusz. Pomija się tu sprawy dla ZSRR niewygodne, a wokół osoby Stalina jedynie w niewielkim daje się wyczuć atmosferę grozy.

Film ten, przy wielkiej zdolności do opowiadania ciekawych dziejów, sposób przedstawienia Rosjan przypomina oficjalną, pragmatyczną politykę mocarstw zachodnich wobec Związku Radzieckiego w czasie trwania wojny. Niewygodne rzeczy pomija się w imię wspólnej słusznej sprawy. Stąd też w filmie nie usłyszymy o agresji sowieckiej na Polskę, kraje nadbałtyckie, Finlandię, mordzie katyńskim 1940, zsyłkach na Syberię i łagrach, metodach NKWD, grabieżach, gwałtach, mordach przecież towarzyszących działaniom Armii Czerwonej.

Dużo jest oryginalnych wstawek archiwalnych. Bardziej interesujące batalistyczne starania producenta to na pewno nocny rajd bombowca Vickers Wellington na Niemcy latem 1940 r., jak i bitwa u bram Moskwy w grudniu 1941 roku widziana oczami amerykańskiego attache wojskowego.

Drugi odcinek 19 czerwca 2017 r. i potem też w każdy poniedziałek w TVP I. Znakomicie zrobione sceny bitew morskich na Pacyfiku natomiast, to już domena serialu "Wojna i Pamięć.Ostatni Rozdział" z 1988 r. tego samego rezysera (War and Remembrance. The final chapter).

Niestety, znowu amerykańskie  filmy unaoczniają nam, iż  wciąż za mało  kręcimy  filmów o naszej militarnej historii. O  dziejach II  wojny światowej. Z niecierpliwością  czekamy na  naszej, polskiej produkcji film o dywizjonie 303. Oby jak najszybciej  wszedł na ekrany.

I  jeszcze  jedno.  Tak  jak w  marcu  2016  r.  TVP Historia pokazywała serial „Hitler ikona zła” z  określeniami  „i duży  obóz koncentracyjny w  Auschwitz, w południowej Polsce” bez żadnego komentarza.  Czy  przed lub po filmie  polska telewizja publiczna nie mogłaby pokusić się o pokazanie  dyskusji profesjonalnych polskich historyków?

Bo  tak to  kłamstwa, żywo  dotykające Polaków leją się   ekranu, a  my z tym nic po prostu nie robimy.  To, że  jest to doskonale  opowiedziana historia części II wojny światowej, ale w amerykańskim, by nie rzec  hollywódzkim stylu, to  jeszcze nie wszystko.

I  dopóki  sami nie zaczniemy robić podobnych filmów będziemy skazani na  amerykańskie, czy niemieckie w  rodzaju „Nasze   matki nasi ojcowie” pokazujące  Polaków w niekorzystnym świetle, jako antysemitów i niepozbieranych głuptasów.

Nikt obcy nie zadba o nasze, żywotne interesy!

 

                            Andrzej Dramiński

                            Warszawa, dn. 19 czerwca 2017 r.

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl