PiS chce wprowadzić nowy podatek od paliw. Od jesieni mamy płacić o 20 groszy więcej za litr, żeby więcej było na budowę dróg. Nowe drogi mają zapewnić nam większe bezpieczeństwo. Jednak problem leży gdzie indziej. Bo w głowach kierowców. Należy przede wszystkim wytępić kretynów i potencjalnych zabójców jeżdżących po polskich drogach.

W Polsce na drogach ginie rocznie ponad 3 tys. osób. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców śmiertelność na polskich drogach jest jedną z najwyższych w Europie. Dlaczego? Moja teza: bo za tak zwanym kółkiem siedzą idioci i bandyci. Prawdziwi, a nie urojeni – terroryści.

Oczywiście, to teza felietonowa. Nie wszystkich kierowców zaliczyłbym do tych kategorii. Zaliczyłbym, niestety,większość. Bo jak inaczej traktować choćby ich zachowanie na autostradach. Dopuszczalną prędkość 140 km/h mamy jedną z największych w UE, a i tak naszym kierowcom to za mało. Jechałem w weekend autostradą Gdańsk-Łódź-Warszawa. Jechałem z prędkością średnią około 110-120 km/godzinę, ale dla większości byłem zawalidrogą. Jazda na tylnym zderzaku, mruganie światłami przy wyprzedzaniu, bo jadący za mną kretyn pędzi z prędkością 200 na godzinę, wyprzedzanie w ostatniej chwili i niemal na zdrapkę, to normalka na polskich autostradach. W czasie kilkugodzinnej jazdy widziałem mnóstwo obrazków jadących sznureczkiem samochodów w odległości od siebie maksymalnie 5 metrów. W przypadku czyjejś pomyłki lub nagłego zdarzenia na drodze gwarantowana stłuczka kilkudziesięciu pojazdów. Faktycznie, widziałem też skutki dwóch kolizji (wypadków?), ale nie widziałem ani jednego patrolu policyjnego.

Polscy kierowcy należą do jednych z najgorszych w Europie (razem z całą resztą z Europy Wschodniej), ale pewnie uważamy się za najlepszych. Dawniej była szarża ułańska całkiem zasadna, dziś ją zastępuje szarża samochodowa połączona z rosnącą agresją na drodze.

Wiem, że piszę emocjonalny tekst, ale naprawdę bałem się o swoje życie, że jakiś debil staranuje mnie swoim suvem czy beemką. A jeździłem po całej Europie i po Stanach, po Nowym Jorku (tam było najtrudniej), ale nigdzie nie widziałem tylu wariatów drogowych, co w ostatnią niedzielę. Kto ich powstrzyma? Idą wakacje. Nie chcę być złym prorokiem, ale czeka nas żniwo na drogach i to nie z powodu ich stanu, ale z powodu mentalności większości polskich kierowców w wypasionych brykach.

Zły to byłby felieton, gdybym nie napisał, czy widzę dla siebie i dla wszystkich porządnych kierowców, których przecież też nie brakuje - ratunek. Ano widzę. Obowiązkowe wyposażenie samochodów w kamery z przodu i z tyłu (w celu rejestracji nagannych zachowań). W zamian zniżki w ubezpieczeniach – znaczące. Przesyłanie nagrań z popełnianymi wykroczeniami na policję i surowe kary dla wszystkich, którym zostanie dowiedzione przestępstwo lub wykroczenie. Obniżkę dozwolonej prędkości do 120 km/godzinę. Takiej jak w Szwecji czy Hiszpanii (w Norwegii jest 100km/h), gdzie przecież mają o wiele lepsze drogi niż my. Zakładam, że wtedy nasi kierowcy, którzy nagminnie łamią przepisy, będą jeździć ze średnią 140-150, co i tak będzie o wiele wolniej niż dzisiaj. I jeszcze jedno: za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym (po spożyciu alkoholu albo gdy wypadek był spowodowany przez brawurę lub w wyniku rażącego nieprzestrzegania przepisów – to wszystko można precyzyjnie zawrzeć w kodeksach) KONFISKATA mienia, którym popełniono przestępstwo, czyli inaczej mówiąc wykorzystanego narzędzia zbrodni – SAMOCHODU!

Mamy wakacje, będą ofiary. To pewne, byleby było ich jak najmniej. Ale politycy nie powinni dziś myśleć wyłącznie o podnoszeniu opłat za paliwo, lecz o tym jak zmienić mentalność kierowców i jak wspomóc policję w walce z piratami drogowymi. Kto się zatem narazi większości?

Marek Palczewski

10 lipca 2017

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl