Teleturnieje „wiedzowe” są już absolutną rzadkością w naszych mediach. Jeżeli komuś nie wystarcza najlepszy z nich – „Jeden z dziesięciu” – może sobie w soboty i niedziele na kanale TVP Historia (sic!) pooglądać „Wielką grę” sprzed 20 czy 30 lat. Chodzą słuchy, że ten teleturniej ma wrócić do TVP, ale te słuchy chodzą i chodzą. Już je pewnie nogi od tego chodzenia bolą…

Może to zresztą i dobrze, że quizy, w których trzeba wykazać się jakąś rzetelną, konkretną wiedzą (i nie jest to „wiedza” rodem z TVN-owskich „Milionerów” czy z „Postaw na milion” – notabene co za głupi, nieudolny tytuł! – czyli wiedza „lemingoidalna”), już z naszych telewizji poznikały, nic bowiem nie obnaża intelektualnej mizerii naszego społeczeństwa, jak właśnie sprawdzenie jego wiedzy ogólnej, choćby najbardziej rudymentarnej.

Skutkują w ten sposób lata redukowania szkoły i szkolnej wiedzy do jakichś bredni, marginaliów, do dziedzin typowo postmodernistycznych i „globalnych”; skutkuje w ten sposób brak zdecydowanego piętnowania nieuctwa, szkolnego „tumiwisizmu”; skutkuje w ten sposób wreszcie niezdolność szkoły do bezwzględnego i zdecydowanego egzekwowania nauczanego materiału. Instytucje edukacyjne, przede wszystkim szkoły, zamieniły się w fabryki absolwentów; absolwent przyszedł – absolwent wyszedł i spokój. To efekty chorej, szkodliwej, a nawet niebezpiecznej reformy, prowadzonej przez rządy „liberalne” - redukcji list lektur, eliminacja klasyki, także tej narodowej, a podkładanie w to miejsce różnych „wynalazków” w rodzaju „lekcji tolerancji”, „lekcji europejskich” etc. Być może taka jest europejska, a nawet światowa tendencja, ale co mnie to obchodzi? Ja chcę, ba, żądam, żeby nasze dzieci – a później dzieci ich dzieci – były oczytane, zorientowane w świecie, w dorobku światowej skarbnicy kultury. Bo tylko w ten sposób można światu i własnemu krajowi dobrze służyć – znając i szanując jego dorobek intelektualny.

Piszę to wszystko po kilku minutach prawdziwej wesołości, jakiej doświadczyłem słuchając w „Lecie z radiem” konkursu pod hasłem „Skojarzenia”. Startującemu maszyna wybiera dyscyplinę, a prowadzący podają hasła z jej obrębu. Gracz musi uzupełnić hasło, dodając odpowiednią drugą połówkę. Właściwie termin „skojarzenia” nie jest tu stosowny, idzie bowiem nie o wolne loty wyobraźni i myśli, a właśnie o wiedzę.

Bawiłem się setnie słuchając, jak jakaś pani z Garwolina nie odpowiedziała na ani jedno „skojarzenie”, choć dziedzina była jak najbardziej „po linii” – należało do nazwiska gwiazdy światowego szoł-biznesu dodać nazwę kraju, z którego owa gwiazda pochodzi. Pani z Garwolina nie wiedziała na ten temat nic a nic, choć nazwiska były z samego topu.

Ale bardziej ubawił mnie pewien pan. On miał „skojarzać” nazwisko pisarza z jego imieniem. Ów słuchacz nie znał m.in. imion Dostojewskiego, Shakespeare’a, Dickensa, Broniewskiego, Dąbrowskiej… Dobrze, że nie pytali o Słowackiego, Norwida, Prusa… No, może Sienkiewicza by ów pan „skojarzył”…

Słuchałem tego, z początku się śmiałem, ale zaraz przestałem, zupełnie inne myśli i nastroje opanowały moją duszę. Czy muszę opisywać, jakie to były nastroje? Jakie myśli?

Rozhisteryzowane lewactwo burzy się przeciwko reformie edukacji, wprowadzanej przez obecną ekipę. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że to właśnie poprzednia „reforma” wyprodukowała setki tysięcy ignorantów, wtórnych analfabetów, półgłówków, od których ta „zreformowana” szkoła nie wymagała nic albo niewiele.

Trzeba tylko pamiętać, że sama zmiana struktury szkolnictwa to za mało. Szkoła powinna wrócić do rangi instytucji autorytatywnej, wymagającej, nastawionej na wykształcenie młodego człowieka o jakich takich intelektualnych horyzontach, a nie „wykształciucha”, który pójdzie potem ścieżką, przeznaczoną dla „wykształciuchów” wyższego rzędu, by potem trafić do aparatu władzy, Sejmu, ważnych instytucji. Skutki tego, co było dotąd, widzimy i słyszymy na co dzień w naszym życiu publicznym.

Nie tylko w „wiedzowych” teleturniejach.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl