Od czasu komunikatu prezesa TVP Jacka Kurskiego, że żadnego szlabanu na telewizyjne występy redaktora Witolda Gadowskiego nie nakazał- telefon czołowego naszego reportera jednak milczy. Telewizyjni redaktorzy programów najwidoczniej boją się ryzykować. Gadowski wprawdzie bardzo dobrze robi każdej dyskusji w TVP. I nie tylko. Ale taki na przykład prezes całej tej wielkiej instytucji może nie tylko zlikwidować red. W. G. ale nawet każdy program.

Mądry szef toleruje krytyków jeśli tylko, w sumie, poprawia to atrakcyjność programu. Głupi szef otacza się schlebiaczami którzy mlaskają na jego widok, ale czynią programy zupełnie nieatrakcyjnymi a nawet wręcz wymiotnymi. Ostatnio wysłuchałem dość śmiesznego kadzenia przez jednego z zaproszonych gości do studia na rzecz zupełnie dobrego zresztą prowadzącego, coraz bardziej popularnego Michała Rachonia. Nie wiem po co to było, bo jaki dziennikarz jest- dobry czy zły- to powinni oceniać telewidzowie, a nie zaproszeni do studia. Przeczytałem potem protest Centrum Monitoringu Wolności Prasy piórem nowej pani dyrektor, doktor Jolanty Hajdasz, która również zatroszczyła się o M. R. i zauważyła, że dziennikarz- właśnie Rachoń- był popychany i szturchany przez różnego rodzaju przeciwników pokojowej i pobożnej demonstracji w dniu 10 bm. Wiadomo, że miesięcznice smoleńskie są za każdym razem atakowane przez chamstwo głupich ludzi, którzy pozwalają sobie na obraźliwe wyskoki. Władza jednak uważa- i być może słusznie- by nie odpowiadać na to bezczelne zachowanie ostro. Osobiście uważam, że bariera dźwięku została już dawno przekroczona i tolerowanie wulgarnych wyskoków powinno się skończyć. Muszę jednak przyznać, że 10 bm., gdy obserwowałem przebieg wypadków stojąc najpierw wśród przeciwników uczczenia pamięci ludzi, którzy tragicznie odeszli, a potem idąc wśród zmierzających Krakowskiem Przedmieściem po mszy- odniosłem wrażenie, że dzięki dobrej organizacji zabezpieczenia przez policję uniemożliwione zostało chamstwo.

Oczywiście powinniśmy bronić kolegi Rachonia, ale i on sam, mężczyzna prawie dwumetrowy, na pewno da sobie z powodzeniem radę z pieskami, które usiłują szarpać go za nogawki. Zresztą reporterka to już taka praca, w czasie wykonywania której trzeba się liczyć z trudnymi sytuacjami. Protest Centrum Monitoringu Wolności Prasy jest na wyrost. Czuj duch! Oczywiście można dobrem na zło odpłacać, ale gdy się czasem łobuzowi przyłoży to przynajmniej człowiek się nie denerwuje.

Wracając do Witolda Gadowskiego, słyszymy od plotkarzy, że czas prezesa, którego notabene sam kiedyś jako dyrektor pierwszego programu TVP przyjąłem do pracy, jest już policzony. Nie wiem nawet, czy to dobrze czy źle, bo zawsze mogą na woroniczowym stołku posadzić gorszego. Tak przecież na ogół się dzieje dotychczas. Pan Jacek jest ciągle jeszcze bardzo młodym człowiekiem, a funkcja szefa tak wielkiej i odpowiedzialnej instytucji jaką jest telewizja publiczna wymaga jednak doświadczenia i rozwagi. Nie można być „porywczym”. Sam się o tym niejednokrotnie przekonałem. Jak będzie zobaczymy wkrótce. Po wakacjach zaczyna się nowy telewizyjny period. Jak się zacznie nie bardzo widomo, ponieważ- wieść gminna niesie- że prace nad nową ramówką nie zostały jeszcze rozpoczęte.

„Gargamel” architekta Czesława Bieleckiego to okazałe gmaszysko. Cały teren zajęty przez TVP to potężna działka. Coś mi się wydaje, że wkrótce część tych „ziem” pójdzie pod młotek. Telewizja zadłuża się coraz bardziej i już oblizuje na następne kredyty. Na pewno znajdzie się jakiś cwaniaczek, który przekona kierownictwo, że to i owo można sprzedać. Handel domami, placami ma w Warszawie bogatą tradycję. To nic, że „przedsiębiorcy” zamienią wkrótce smokingi na pasiaki. Złodziej zawsze ma nadzieję, że jego akurat nie złapią. Ale ciągle dochodzą nowi prężni i zdecydowani. Póki co w telewizji jest wprawdzie zastój i ciągle bryluje pani Elżbieta Jaworowicz trzymająca ładnie nóżki razem tak jej to koleżanka Ryster doradziła. Mógłby z tych porad skorzystać na przykład młodzieniec Warzecha, który siada w fotelu rozkraczony demonstrując brzuszysko. Aż dziwne, że właściciel programu, doświadczony nadredaktor Marcin Wolski, tego nie zauważył. Łukasz Warzecha mówi wprawdzie z sensem, i to oczywiście jest najważniejsze, ale akurat w telewizji forma też się liczy. Zresztą za dużo w ogóle tam grubasów.

Tyle kazania na dziś. Amen.

 

14.07.2017 Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl