„Każdy z nas niesie wielkie brzemię odpowiedzialności, by zapewnić, że potrafimy wyciągnąć naukę oraz że groza tego, co się wydarzyło, nigdy nie zostanie zapomniana i nigdy nie powtórzy się" - napisali książę William i księżna Kate w księdze pamiątkowej w Muzeum w Stutthof w  dn. 18 lipca 2017 r.

I przejęci tym miejscem dokonali wpisu:

"Jesteśmy głęboko poruszeni wizytą w Stutthofie, które było miejscem tak strasznego bólu, cierpienia i śmierci. Ta druzgocząca wizyta przypomniała nam o przerażającym mordzie na sześciu milionach Żydów, zwiezionych z całej Europy, którzy zginęli w wywołującym zgrozę Holokauście. W zatrważający sposób przypomina to również o cenie wojny oraz o fakcie, że sama tylko Polska straciła miliony swoich obywateli, którzy padli ofiarą najbardziej brutalnej okupacji”.

Zwiedzili m.in. barak mieszkalny, krematorium i komorę gazową. Brytyjscy goście spotkali się także z pięcioma b. więźniami obozu Polakami, w tym dwoma Anglikami.

"Zdecydowanie było widać, że dotknęło ich to, co tu zobaczyli i usłyszeli" – powiedział dyrektor , Piotr Tarnowski znajdującego się tu muzeum.

-Widać było, że wizyta tutaj zrobiła na nich duże wrażenie, ale nie w taki sposób doraźny "tu i teraz", ale wywołało to refleksję. Parze książęcej pokazaliśmy przede wszystkim opresję, tj. warunki, w jakich przebywał więzień; różnicę między tym, co było na wolności, a tym, co było w obozie. Do jakich niegodziwości był w stanie dla osiągnięcia swoich merkantylnych posunąć się oprawca- wyjaśnił dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie.

-Oczywiście jest to wizyta przyjaźni i szacunku-co podkreślał Krzysztof Szczerski, szef gabinetu Prezydenta A. Dudy. A  także ma podkreślać kontekst dobrych relacji polsko-brytyjskich.

Niestety znowu w  relacjach dziennikarskich  doszło do zgrzytu. I trudno to przemilczeć.

Tu w publikacjach na „sdp.pl” staram się wskazywać, kiedy dochodzi do wyraźnego naruszenia prawa w postaci haniebnych zwrotów „polskie obozy koncentracyjne”.  Znowu to się stało przy okazji tej tak ważnej wizyty.

Gdyż znów, ale dopiero po interwencji Muzeum Auschwitz, niektóre amerykańskie serwisy skorygowały podaną przez siebie informację o "polskim obozie koncentracyjnym". Pojawiła się ona m.in. w CNN, która relacjonowała wtorkową wizytę brytyjskiej pary książęcej w byłym niemieckim obozie Stutthof.

Muzeum Auschwitz przypomniało na Twitterze, że obóz koncentracyjny Stutthof był obozem nazistowskim i zwróciło się do amerykańskich mediów, które napisały o "polskim obozie koncentracyjnym", o korektę tej nieprawidłowej informacji. Podały ją poza CNN, m.in. USA TODAY i brytyjskie: Daily Mirror i Daily Mail. Dzięki interwencji muzeum wszystkie te serwisy, czyli: CNN, USA TODAY i Daily Mail zmieniły i poprawiły błędny wpis.

Dlatego trzeba koniecznie przypomnieć, że nareszcie Muzeum Auschwitz od ubiegłego roku udostępnia na swojej stronie internetowej aplikację "Remember", służącą do eliminowania z tekstów takich pojęć jak "polskie obozy śmierci" lub "polskie obozy koncentracyjne".

Program wyszukuje w tekście błędną frazę i proponuje właściwe sformułowanie. "Remember" działa podobnie jak korektor tekstu. Zaznacza je jako nieprawdziwe i proponuje użycie innego, właściwego historycznie terminu.

Koniecznie trzeba dodać, że aplikacja jest dostępna do pobrania na stronie Muzeum Auschwitz i każdy dziennikarz może z tego skorzystać.

Tak, jak w  wielu poprzednich wypadkach, i tym razem cały czas powtarza się dokładnie ten sam schemat.

Wiadomo, że  chodzi o obóz koncentracyjny. Wiadomo też, iż  był nosił nazwę Stutthof.  Już  samo to powinno  dać  różnym dziennikarzom dużo do myślenia.  No bo jak wiązać  wyraźnie niemiecką nazwę „Stutthof” z  „polish”-polski.  Co więcej, wystarczyło trochę poczytać, iż  tenże obóz w  ówczesnym Stutthof  został założony jako pierwszy z niemieckich obozów na okupowanych ziemiach polskich, bo w  1939 r. I  chyba jest różnica między „okupowane ziemie polskie”, a  „Polska”, czy „polskie”.

Co się dzieje z  dziennikarską starannością, iż  znowu napisano „polskie obozy koncentracyjne”?  Czy to oznacza, iż  to jest  tak silnie zakorzenione na Zachodzie?  Czy też, iż  jest to...celowa  robota mało uważnych pracowników mediów.

Podkreślenia wymaga też to, że dokładnie ten sam błąd  pojawił się w anglosaskich  środków społecznej komunikacji.  Czyli  nie chodzi  tu o politykę  historyczną  danego państwa, bo  takiej przecież  ani Stany Zjednoczone Ameryki, ani  Wlk. Brytania nie prowadzą.

Czyli pozostaje samowola dziennikarska.

W  styczniu  tego roku takim zwrotem posłużyła się włoska agencja prasowa ANSA  23-01-2017. W  lutym Ambasador RP w  Waszyngtonie Piotr Wilczek domagał się wycofania komentarzy dyrektora Anti-Defamation League Jonathana Greenblatta, jakoby Polska odmawiała publicznego przyznania, że Adolf Hitler usiłował dokonać zagłady Żydów. Ambasador nazwał je insynuacją.

-Takie wypowiedzi są nie tylko fałszywe, ale też bolesne dla narodu polskiego - podkreślił ambasador.

-Holokaust był systematyczną zagładą europejskich Żydów przeprowadzoną przez nazistowskie Niemcy. Polska uznała to na długo przed innymi narodami, a nawet zanim powszechnie zaczęto używać określenia Holokaust" - dodał.

Co ważniejsze, ambasador cytował tzw. Notę Raczyńskiego, skierowaną w 1942 roku przez polski rząd na uchodźstwie do rządów krajów będących sygnatariuszami Deklaracji Narodów Zjednoczonych. W sygnowanej przez szefa polskiej dyplomacji Edwarda Raczyńskiego nocie napisano, że "stosowane w ciągu ostatnich kilku miesięcy nowe metody masowych rzezi potwierdzają fakt, że władze niemieckie systematycznie dążą do całkowitej zagłady żydowskiej ludności Polski".

Potem nowy niemiecki serial "Magda macht das schon".

W maju 2017 r. ujawniono, że "polskie obozy" - te słowa pojawiły się w książce do historii w Niemczech. Szybko pojawiła się reakcja na ten zapis w sieci. Zareagował Konsulat RP w Monachium, ambasador Niemiec w Polsce.

Interwencję w tej sprawie już podjął Konsulat RP w Monachium. "Interweniowałem w tej sprawie. Wydawnictwo Klett wycofa natychmiast tę książkę z handlu" - napisał też ambasador Niemiec w Polsce Rolf Nikel.
Uwaga!  Zawsze, bo w każdym z powyżej opisanych przypadków zmiana następuje dopiero po działaniach polskich ambasadorów, czy konsulów.

Nikt, żaden dziennikarz  nie zmienia tego z własnej woli.  Niestety, tak jest, nie ma żadnej reakcji typu „to jest nasza błąd i szybko go prostujemy”.

W  tym miejscu  warto przypomnieć, iż  skutkiem 3  procesów  wytoczonych  przez  Kancelarię  Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” z  Olsztyna, przy mocnym poparciu  olsztyńskiego Stowarzyszenia „Patria Nostra”, polskie sądy  stanęły  na stanowisku, iż takie określenia mogą także  dotykać dóbr  osobistych jak:  godność narodowa i tożsamość narodowa każdego, kto to  wykaże  przed sądem. Czyli nie koniecznie musi to być więzień  obozu,  jak w przypadku 96-letniego Pana Karola Tendery, byłego więźnia Auschwitz/Birkenau.

Jak widać  dziennikarze wciąż nie wyciągają właściwej nauki z takiego postępowania. Konieczne są  kolejne procesy sądowe.

Warto tez  zwrócić się do polskiego MSZ, by jednak  upowszechniło tę  sprawę, konferencja prasowa byłoby bardzo, bardzo pomocna na początek.
                            Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl