Dziwne rzeczy dzieją się z naszym prawem.  I to w tak ważnej kwestii, jak przezwyciężenie komunistycznej, złej przeszłości.

-Fatalnie się stało, że  zmian w  tak ważnej sferze jak wyrzucenie komunistycznych nazw nie zrobiono od razu, czyli po czerwcu 1989 r.-powiedziała Renata Gieszczyńska, z olsztyńskiego oddziału IPN. -Bo to był najlepszy czas. Komuniści wtedy bardzo się bali i łatwo ustępowali. Niestety  wraz upływem czasu ich opór  jest coraz większy. W niektórych wypadkach wyrzucenie niektórych nazw jest prawie niemożliwe.  A  pozostawienie tych nazw  to hańba, a  nie uhonorowanie części miasta.

Ustawa z dnia 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publiczne wyraźnie wskazuje na samorządy. I te samorządy w wielu wypadkach nie stosują się do litery prawa. Instytut Pamięci Narodowej niczego „nie nakazuje” jak się niektórym wydaje.  Jedynie  opiniuje propozycje.

-Ty są  ścisłe procedury  przewidziane tą ustawą-wyjaśniała R. Gieszczyńska. –Przy propozycji danej nazwy,  czy  nadania  nazwiska konieczne jest odbycie pełnej kwerendy i zebranie kompletu informacji.  W  przypadku  „utrwalaczy władzy ludowej”  brakuje dokumentacji kim byli, skąd się  wywodzili, co robili?  Nie ma jakichkolwiek dokumentów.  Co więcej przyjętą od dawna zasadą jest, że do decyzji o nadaniu nazwy musiało być pisemne uzasadnienie. Ze  wskazaniem  przyczyn  dlaczego ma być podjęta taka  właśnie decyzja.

-A w  bardzo wielu przypadkach dotychczasowych nadań nie ma  po prostu nic-stwierdzała R. Gieszczyńska. – I nikt nie wie  dlaczego  zdecydowano się właśnie na takiego patrona wysuwanego przez komunistów. Już chociażby taki patron NN, bo nie ma dokumentacji kim był i czego dokonał nie powinien się ostać.

Właśnie te poprzednie bezpodstawne, bo bez uzasadnienia komunistycznej władzy spowodowały, że w samym Krakowie samorząd dokonał aż 197 (tak: sto dziewięćdziesięciu siedmiu) zmian nazw ulic i placów do dnia wejścia w życie  ustawy, czyli do 01 kwietnia 2016 r.

Według R. Gieszczyńskiej obejściem prawa jest też to, co zrobiono w Gminie Kruklanki. Pisałem o tym w  felietonie: „22 lipca nie komunistyczne, ale świętem Marii Magdaleny” zamieszczonym na sdp.pl 23-02-2017 r.  Pretekstem była  decyzja papieża by tego właśnie dnia uczcić Marię Magdalenę.  Gmina zapewne w ten sposób chciała ominąć kłopoty  związane z wymianą tablic na budynkach, dowodów osobistych i innych dokumentów.  Ale  samorządy zapominają, że  to prawo dotyczy samej gminy, ale nie może odbywać się kosztem mieszkańców.  Ponadto wszystkie dokumenty z poprzednią nazwą nie tracą ważności. Poczta ma obowiązek doręczać przesyłki, jak dotychczas.  Numery domów się nie zmieniają przecież. W  sumie mieszkańcy nie mogą ponosić żadnych opłat z tego tytułu.

-Włodarze gminy sami sobie wystawili świadectwo-mówiła.

-Bo nie jest to zachowanie godne powagi urzędu. Po drugie w jakim świetle sami siebie stawiają? Oni sami uważają, że  to  wszystko jest OK. ?  Coś niesamowitego!
Takich „numerów” z  realizacją dekomunizacyjnego prawa jest więcej. Na teren byłych Prus Wschodnich  Armia Czerwona  weszła niszcząc, paląc i gwałcąc w styczniu i lutym 1945 r.  W  wielu miasteczkach i miastach są  ulice ze  styczniowymi i lutowymi datami. IPN  podaje przykłady, jak  11  lutego niektóre samorządy chcą „podłączyć” pod inną  datę, a mianowicie „Dzień Chorego”  ustanowiony przez Świętego Papieża  Jana Pawła II. Przypomnijmy, że  to naruszanie, a nie wykonywanie prawa.  Inne  nadużycia to „podszywanie się”  pod  to samo  nazwisko.  Za  komuny  był to Janek Krasicki, a  znowu gminni  włodarze chcą by to samo nazwisko pozostało, ale "„przypadało" ostatniemu biskupowi warmińskiemu I Rzeczypospolitej Ignacemu Krasickiemu. W końcu imię, to tylko dodatek, które uzupełnia nazwisko?! Przynajmniej tak sądzą  rządzący gminami.  A prawo można naginać jak się da, jak widać!
W Bartoszycach, w północnej części Warmii i Mazur ma się odbyć publiczna dyskusja, czy Rotmistrz Witold Pilecki zastąpi Karola Marksa, a ulica Armii Ludowej zostanie przemianowana na ulicę Narodowych Sił Zbrojnych, jak proponują środowiska patriotyczne? Ale nie jest łatwo. Kandydaturę rotmistrza Pileckiego zaproponował Oddział Regionu Warmińsko-Mazurskiego NSZZ Solidarność w Bartoszycach. Nie wszystkim się jednak ona podoba. Oponenci uznali, że lepszym patronem będzie...Andrzej Wajda. Projekt uchwały przedłożył oczywiście Klub Radnych Platformy Obywatelskiej, którym z rotmistrzem najwyraźniej nie bardzo jest po drodze.
Cały czas trwa spór wokół innego pomnika. "Szubienice" (bo taki mają kształt i tak są nazywane w Olsztynie), czyli Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej, obecnie nazywany dla niepoznaki "Pomnikiem Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej" znów znalazły się na cenzurowanym. Niedawno do prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza zwróciła się Generalna Konserwator Zabytków, Magdalena Gawin z prośbą, żeby usunął z centrum naszego miasta ów kontrowersyjny pomnik autorstwa znanego skądinąd rzeźbiarza, Xawerego Dunikowskiego. Prezydent odmówił argumentując, że pomnik jest wpisany do rejestru zabytków oraz że jest gotowy projekt zagospodarowania placu na miejsce spotkań rekreacyjnych. Tak więc przed rozbiórką pomnik chroni tylko wpis do rejestru zabytków. Stowarzyszenie Pro Partia złożyło jednak wniosek o wykreślenie go z listy.
Władysław Kałudziński ze stowarzyszenia Pro Patria pomnika wyburzać nie chce. Uważa, że należy go przenieść, a na pytanie o ewentualne koszty odpowiada, że znalazł firmę, która zrobi to za darmo, bo zajmuje się ona m. in. kolekcjonowaniem takich właśnie "zabytków" rodem z PRL.
Trzeba przypomnieć, że członkowie stowarzyszenia Pro Patria, Wojciech Kozioł i Władysław Kałudziński, w sierpniu ubiegłego roku pomalowali na czerwono sierp i młot, czyli symbole komunizmu, znajdujące się na pomniku. Zrobili to, ponieważ już dłużej nie mogli ścierpieć - jak się wyrazili - "tego sowieckiego ścierwa", które codziennie widzi marszałek województwa, wojewoda, a także prezydent miasta, którzy ten stan rzeczy tolerują.
Działania dążące do usunięcia "szubienic" z przestrzeni publicznej popiera też Henryk Falkowski, historyk z IV LO w Olsztynie, który uważa, że pomnik powinien zniknąć z Olsztyna już 28 lat temu. "Szubienice" nazywa bez ogródek "wrzodem na nosie Olsztyna".
Tu trzeba wskazać, że Sejm przyjął 22 czerwca 2017 r. nowelizację ustawy o zakazie propagowania komunizmu. Ustawa reguluje kwestie usunięcia obiektów budowlanych o charakterze nieużytkowym - na przykład pomników-gloryfikujących ustrój totalitarny. Obejmuje ona też zakazem nadawanie nazw propagujących totalitaryzm.
Czyli będzie podstawa prawna by te nieszczęsne „szubienice” z wyraźnie wykutymi sierpem i młotem usunąć z centrum Olsztyna.
W Polsce nadal stoi prawie 500 komunistycznych pomników, kamieni i głazów. Większość z nich to monumenty ku czci Armii Czerwonej.

                            Andrzej Dramiński

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl