Zaczął się niby sezon ogórkowy, a praca w ministerstwach wre. Takie mam wrażenie po wywiadzie jakiego tygodnikowi „Sieci” (już bez „w” w tytule) udzielił minister Krzysztof Czabański. Chodzi mi o nieszczęsny abonament, który płaci od około 10 do 30 procent odbiorców (? – według różnych źródeł). O abonamencie nowe władze mówią już trzeci rok z rzędu, efektów nie widać, ale propozycji było już kilka i żadna nie była dobra. Teraz znowu w grze są dwie, a właściwie to niby jedna.

Publiczna, a w zasadzie rządowa TVP bez pieniędzy niewiele może zdziałać (jak każda inna, zresztą). Programy informacyjne czy publicystyczne mogą niewiele kosztować, ale już dokument, film historyczny, seriale, widowiska teatralne, programy kulturalne czy reportaże śledcze wymagają odpowiednio dużych pieniędzy, a tych nie ma. Nic dziwnego, że pracownicy TVP czekają - jak to się mówi - „jak kania dżdżu” na zastrzyk finansowy. Na razie mają obietnice i pojawiające się kolejne projekty regulacji prawnych.

Przewodniczący Rady Mediów Narodowych był zwolennikiem opłaty audiowizualnej połączonej z rachunkami za energię, natomiast projekt wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego Pawła Lewandowskiego zakłada, że abonament będzie pobierany z PIT. W Europie istnieją dwa główne systemy zasilania mediów publicznych: z abonamentu albo z dotacji z budżetu państwa. Właściwie tylko w Polsce telewizja publiczna utrzymywała się od dłuższego czasu (i utrzymuje nadal) głównie z reklam. Z dotacji korzystają w przeważających proporcjach takie kraje m.in. jak Estonia, Bułgaria, Słowacja, Cypr, Węgry, Belgia i Hiszpania, natomiast z abonamentu Szwajcaria, Norwegia, Dania, Czechy, Niemcy czy Francja (źródło: http://satkurier.pl/news/97982/zrodla-finansowania-mediow-publicznych-w-europie.html)

Abonament ściąga się z rachunkiem za prąd (Czechy), płaci jako podatek audiowizualny (Francja), czy powszechny podatek progresywny (w Finlandii). Bywa, że ściąganiem abonamentu zajmują się w innych krajach poczty lub specjalne spółki.

W Polsce każde rozwiązanie napotka na opór społeczny, wszak przyzwyczailiśmy się do sytuacji, w której płaci się za kablówkę czy satelitę, ale nie za media, dziś zwane narodowymi. Ponad 70 procent Polaków – wynika z badań CBOS – chciałoby, żeby media publiczne były dofinansowywane z budżetu, ale 8 lat temu przeciwko takiemu rozwiązaniu wypowiadali się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Czy teraz zmienili zdanie? Raczej nie, a to przecież PiS ma głos decydujący. Wydaje się jednak, że takie rozwiązanie mogliby Polacy przełknąć, uznając, że lepiej, jeśli media finansować będzie Państwo, a nie bezpośrednio obywatele. Obywatele uważają, że już raz płacą (za kablówkę, satelitę, Internet) i dwa razy nie chcą. Innym rozwiązaniem mogłyby być dodatkowe opłaty wnoszone przez operatorów sieci kablowych, ale na to nie zgodziliby się zapewne operatorzy, a gdyby oni chcieli przerzucić koszty na abonentów, to ci mogliby rezygnować z ich usług.

Wydaje się zatem, że czeka nas gorąca jesień. Jeszcze raz podkreślę, że rozwiązanie „budżetowe” najskuteczniej – moim zdaniem – rozwiązałoby ten problem. Pod jednym wszak warunkiem: że telewizja publiczna/państwowa/narodowa realizowałaby tzw. misję publiczną (np. pluralizm poglądów - co ma zapisane w swoich obowiązkach misyjnych) i nie była tubą propagandową rządu czy partii politycznych. Dziś nie jest to jednak możliwe. Pozostaje zatem najbardziej prawdopodobna alternatywa: albo TVP polegnie finansowo, albo zostanie wprowadzony podatek audiowizualny, na który odpowiedzią może być opór społeczny.

Marek Palczewski

4 sierpnia 2017

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl