Kilka dni temu siedziałem ze znajomą w tzw. ogródku jednej ze znanych staromiejskich restauracji i obserwowałem sobie przewalające się (dosłownie!) przez Starówkę tłumy zagranicznych turystów. Część z nich zajmowała zresztą stoliki w tym samym, co my, ogródku: Hiszpanie, Włosi, Anglicy, Niemcy, turyści z Izraela… Panował nastrój wspaniałej beztroski, goście śmiali się radośnie, szczerze, zachwycali się naszą kuchnią, robili sobie selfies, turyści „zorganizowani” słuchali objaśnień przewodników… Ot, wakacyjna normalka…

Niestety – jakiś Zły Duch zaczął mi podszeptywać myśli niekoniecznie sprzyjające niedzielnemu dolce far niente.

Coraz więcej ludzi ze świata odwiedza nasz kraj. Z samego tego faktu raz z ich zachowania można poznać, że czują się u nas dobrze – bezpiecznie, beztrosko, otoczeni oczywiście zawsze odrobiną ciekawości, ale nie niechęci, raczej obojętnej, konwencjonalnej mniej lub bardziej życzliwości. A bywa, że i serdeczności. Oni chyba czują to samo – inaczej po cóż przyjeżdżaliby do tego drogiego nawet dla zagranicznych turystów z Zachodu kraju?

Patrzyłem na to wszystko i myślałem sobie: statystycznie rzecz biorąc znaczny odsetek tych ludzi stanowi jakąś socjo-polityczną próbkę poglądów politycznych ich społeczeństw. Trudno sobie wszak wyobrazić, żeby przyjeżdżali do Polski sami ”prawicowcy” czy polonofile z Europy i świata. A to znaczy, że ci ludzie stanowią jakiś liczący się odsetek opinii publicznej (a przede wszystkim elektoratu!) swoich krajów. Ciekawe – zastanawiałem się w duchu popijając „Jacka Danielsa” – jak oni wszyscy zachowują się przy urnach wyborczych. Na kogo głosują? Faktem bowiem niewątpliwym jest, że rządy w ich macierzystych krajach stanowią en bloc front nieprzychylny Polsce, front głoszący urbi et orbi, że jesteśmy krajem szowinistów, ksenofobów, faszystów popierających dyktaturę „kaczystowską”, oczywiście antysemitów i w ogóle niecywilizowanych dzikusów. No dobrze - myślałem sobie dalej – ale te wszystkie kraje są przecież demokratyczne, a władza w nich pochodzi z demokratycznych wyborów?! Masowe fałszowanie ich wyników na Zachodzie jest niemożliwe. A zatem? A zatem te władze, władze nastawione antypolsko, są wybierane m.in. przez tych, którzy przyjeżdżają do Polski, spędzają tutaj miłe, bezproblemowe wakacje, a potem… wracają do siebie, by raz na 4 lata zagłosować na tych, którzy urabiają o nas najgorsze możliwe opinie w skali światowej.

Moja towarzyszka lekko protestowała twierdząc, że nie wiem przecież, na kogo ci turyści ze świata głosują w swoich krajach. Więc przywołałem ponownie statystykę, która oczywiście jest kłamstwem, ale jakieś przybliżenie wiedzy jednak umożliwia. A faktów nie powinno się podważać – zachodnie rządy są wybierane na podstawie wyników wyborów powszechnych.

By nie przedłużać tych oczywistości – hipokryzja, małość, wreszcie zmanipulowanie umysłów na wielką skalę to są dziś zjawiska, występujące w demokratycznym, wolnym świecie. Ale w takim razie słowo „wolnym” trzeba by wziąć w cudzysłów. Jest on niezbędny, bo wielkie pieniądze i środki techniczne oddane są dziś w pacht kłamstwa, manipulacji, a to powoduje, że na tym „wolnym” Zachodzie mamy do czynienia z powszechnym niemal zniewoleniem umysłów.

Mówiło się, że ubiegłoroczne odbywające się w Polsce Światowe Dni Młodzieży pokazały światu, jak naprawdę u nas jest i że ci, którzy w tych Dniach uczestniczyli, będą ambasadorami prawdy o naszym kraju. Podobnie można by pomyśleć o owych milionach turystów, odwiedzających każdego roku Polskę – że będą się sprzeciwiać fałszowaniu obrazu naszego kraju przez media w ich ojczyznach.

To oczywiście nie jest sprawa do załatwienia w rok czy dwa. Poza tym jednak wewnętrzne zakłamanie człowieka, a z drugiej strony potęga mediów to są fakty i lekceważyć ich nie wolno. Poczekajmy zatem – może odwieczna polska gościnność plus to, co dzieje się w Polsce hic et nunc, odwrócą wredny antypolski trend.

Ale to mogą zrobić tylko ludzie, obywatele.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl